Według nich, Biontech zaoferował dostawę do 500 mln dawek. Z kolei szef firmy Moderna Stephane Bancel powiedział "Spieglowi", że byłaby ona w stanie dostarczyć UE więcej własnych szczepionek niż uzgodnione maksymalnie 160 mln dawek.

Oczekuje się, że obie szczepionki będą pierwszymi, które uzyskają certyfikat, zezwalający na ich stosowanie na terenie Unii Europejskiej. Biontech i Pfizer mają uzyskać takie zezwolenie w przyszłym tygodniu, natomiast Moderna na początku stycznia.

Rzecznik Komisji Europejskiej nie chciał wypowiadać się na temat przebiegu rozmów, jakie UE prowadziła z firmami farmaceutycznymi w imieniu wszystkich 27 państw członkowskich. Zaznaczył jednak, że celem negocjacji było zapewnienie szerokiego kręgu różnych dostawców wykorzystujących odmienne technologie. Zwiększało to szanse na uzyskanie skutecznej i jednocześnie atrakcyjnej cenowo szczepionki przeciwko koronawirusowi - dodał rzecznik.

Reklama

Ceny opracowanych przy pomocy nowatorskich metod szczepionek firm Biontech/Pfizer i Moderna są wielokrotnie wyższe od cen produkowanych w tradycyjny sposób środków, z jakimi chcą wejść na rynek firmy takie jak Astrazeneca. Tych zwyczajnych szczepionek nie trzeba również przechowywać w ekstremalnie niskich temperaturach. Niemniej ich opracowywanie przebiega wolniej i na razie nie można przewidzieć, kiedy uzyskają certyfikat dopuszczalności.

"Niemcy mogłyby także dokupić szczepionki bezpośrednio od firm na podstawie umów dwustronnych i moim zdaniem powinny to zrobić" - oświadczył "Spieglowi" Karl Lauterbach, ekspert współrządzącej Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) do spraw polityki zdrowotnej. Tygodnik napisał jednak, że zdolności produkcyjne Biontechu i Moderny są obecnie mocno obciążone zamówieniami, które powinny zrealizować do lata.