Autopromocja

Bugaj: Wstrzyknąć trochę rynku do służby zdrowia

10 grudnia 2012

Tradycyjnie już pod koniec roku służba zdrowia staje w miejscu, a w każdym razie zwalnia obroty. Brakuje pieniędzy. Czas oczekiwania na wizytę u specjalisty wydłuża się do absurdalnych okresów, wstrzymywane są zabiegi itp. Wszystko dlatego, że NFZ nie chce płacić za nadwykonania, czyli usługi wcześniej niezakontraktowane.

Opozycja domaga się przede wszystkim więcej pieniędzy i piętnuje bezduszność rządu. Rząd kręci (widziałem w TVP min. Arłukowicza i mam wrażenie, że cierpi na słowotok), ale stara się wykazać, że nieszczęście wynika z marnotrawstwa. Do pewnego stopnia i jedni, i drudzy mają rację. Ale diagnozy i pomysły i jednych, i drugich wydają się wielce wątpliwe.

PiS moim zdaniem zupełnie słusznie domaga się likwidacji NFZ, wskazując na ogromne koszty, jakie generuje ta ogromna góra urzędników. PiS słusznie też podejrzewa, że NFZ nie jest organizacją skutecznie działającą na rzecz efektywności służby zdrowia. Istotnie, obserwujemy proces chaotycznej prywatyzacji czy raczej swoistego kolonizowania służby zdrowia na koszt podatników i pacjentów. Z jednej strony likwiduje się lub przekształca zbędne szpitale publiczne, a z drugiej powstają nowe prywatne placówki wyspecjalizowane w świadczeniu opłacalnych usług. To jasne, że nowe placówki, działając w tłustych sektorach rynku usług, mogą być konkurencyjne i skutecznie wypierać te publiczne, które muszą leczyć także nieopłacalne przypadki.

Autopromocja
381298mega.png
vAT KOMENTARZ.png
380777mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png