123 mln zł kosztowały medykamenty, które trafiły z Polski na zagraniczne rynki w I kw. tego roku. To dane z niepublikowanego raportu IMS Health. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku sprzedaż ta jest niemal identyczna. Eksperci prognozują jednak, że może ona znacząco wzrosnąć.
– Zapotrzebowanie zachodnich firm na leki z Polski jest bardzo duże – mówi Michał Pilkiewicz, ekspert z IMS Health, firmy zajmującej się analizą rynku leków. Jego zdaniem na razie nie doszło do masowego wywozu, bo zamieszanie wokół ustawy refundacyjnej ograniczyło dostęp do leków. Hurtownie i apteki mniej zamawiały. Nie wiedziały, jakie produkty znajdą się na liście refundacyjnej, a od tego zależało, co będą kupowali chorzy.
Teraz pacjenci i aptekarze mają kłopoty z dostaniem insuliny humalog, która w Polsce kosztuje 40 zł. W Niemczech jest nawet o 70 proc. droższa – część z dostaw trafia więc do naszych zachodnich sąsiadów. Jak twierdzi prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz, problem jest spory – jeżeli do małej hurtowni trafiało 40 – 50 opakowań, do aptek docierało tylko kilka. Sprawą zajął się główny inspektor farmaceutyczny. Jak na razie to jedyny taki przypadek, kiedy brak konkretnego medykamentu odczuli na własnej skórze pacjenci. Jednak wiele produktów jest wywożonych w mniejszych ilościach. W czołówce znajduje się przeciwzakrzepowy clexane – w Polsce kosztuje ok. 20 euro, w Niemczech niemal 40 euro. Blisko dwukrotne przebicie jest też na leku onkologicznym zoladex – jego koszt w Polsce to 196 euro, w Niemczech – 396 euro.