Na czym polega metoda ułomna? – Wcześniej refundowane mogły być leki z importu, które nie znajdowały się na listach, ale były tańsze niż limit określony przez resort zdrowia. Gdy aptekarz proponował pacjentowi lek z importu, który jest tańszym odpowiednikiem preparatu z listy, ten automatycznie był refundowany. Teraz się to zmieniło. Aby lek z importu mógł być refundowany, musi znaleźć się na liście.

To duży problem dla pacjentów, którzy nie będą mogli dostać tańszych zamienników, i dla firm, dla których handel takimi lekami był głównym źródłem zarobku – twierdzi Michał Pilkiewicz, country manager z firmy badawczej IMS Heath. Leki z tzw. refundacji ułomnej to spora część ich działalności, w przypadku największego hurtownika Delfarmy – 10 proc., Inpharmu – 20 proc. a Forfarmu – 15 proc.

Aby starać się o wprowadzenie leku na listę refundacyjną, firma musi wydać około 6,5 tys. zł. Dla wielkich koncernów farmaceutycznych to grosze, ponieważ ich marże na jednym leku sięgają nawet 300 proc. W przypadku importera, który kupuje lek za granicą od producenta, marże te stanowią jedynie 10 – 20 procent. Dochodzi jeszcze ryzyko – producenci leków mogą wprowadzić dystrybucję bezpośrednią i tym samym wyeliminować importerów.

Jakby tego było mało, słaby złoty powoduje, że firmy mają poważny problem z rentownością. Aby zwiększyć obroty, szukają alternatywnych źródeł przychodów. Delfarma planuje wprowadzić własne marki suplementów diety oraz wyrobów medycznych dla zwierząt i ludzi. – Sprzedaż na rynki europejskie wyrobów dla zwierząt ruszyła już miesiąc temu. W marcu do sprzedaży ma trafić kolejny wyrób medyczny – twierdzi Małgorzata Suska, rzecznik firmy. Plany dywersyfikacji ma także Inpharm. – Myślimy o różnych formach, ale na razie nie podjęliśmy decyzji, wszystko zależy od tego, czy nasze leki znajdą się na liście refundacyjnej – mówi prezes Sławomir Bernaciak. – Chcemy wybudować własną przepakowalnię, gdzie będziemy mogli prowadzić także działalność na zlecenie – twierdzi z kolei Tomasz Zataj, dyrektor generalny Forfarmu.

Importerzy jeszcze w styczniu mają dostać zaproszenie na negocjacje z ministerstwem. – Od ich przebiegu będzie zależeć, jakie kroki dalej podejmiemy – dodaje Sławomir Bernaciak.