Ewa Kopacz odeszła z Ministerstwa Zdrowia, zostawiając niedokończoną reformę systemu lecznictwa. W szufladach resortu zostało kilka projektów ustaw, nad którymi jej urzędnicy pracowali przez ostatni rok. Rząd nie zdążył się nimi zająć w poprzedniej kadencji Sejmu. Ponieważ są praktycznie gotowe, będzie mógł z nich skorzystać jej następca. Zdaniem ekspertów niektóre z tych ustaw wymagają jednak poprawek.
Reklama

Dodatkowe polisy

Dla systemu ochrony zdrowia i pacjentów najważniejsza jest ustawa o dodatkowych ubezpieczeniach. Dzięki niej firmy ubezpieczeniowe będą mogły oferować prywatne polisy osobom, które nie chcą czekać na leczenie w kolejkach. Jej posiadacz będzie mógł w szybszym terminie poddać się operacji, a oprócz tego skorzystać z podwyższonego standardu usługi, np. przebywać w jednoosobowej sali w szpitalu. Dzięki temu budżet NFZ ma być odciążony, bo kolejki do zabiegów finansowanych przez fundusz skrócą się. Na świadczeniu usług dla firm ubezpieczeniowych zarabiać mają także szpitale. Żeby tak się stało, polisy zdrowotne muszą się upowszechnić. Do ich kupowania miała zachęcać ulga podatkowa. Niestety na jej wprowadzenie nie zgodził się minister finansów.
Projekty ustawy, które w resorcie zdrowia czekają na nowego ministra / DGP
Brak tego rozwiązania to niejedyny szkopuł. Eksperci podkreślają, że projekt, który w maju tego roku został przekazany do konsultacji społecznych, wymaga dopracowania. Przede wszystkim nie przewidywał żadnych rozwiązań uniemożliwiających firmom ubezpieczeniowym dokonywania selekcji zgłaszających się do nich osób. W efekcie polisy mogłyby trafiać tylko do osób, które rzadko korzystają ze świadczeń. Towarzystwa ubezpieczeniowe odmawiałyby natomiast ich sprzedania osobom częściej chorującym i starszym. Uwagi do projektu miały też same towarzystwa ubezpieczeniowe. Brak jest w nim precyzyjnej definicji, czym są dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne. Ustawa nie określa więc przedmiotu, którego dotyczy.

Reklama
– Dopracowania wymaga również kwestia zasad, na jakich towarzystwa ubezpieczeniowe miałyby współpracować ze świadczeniodawcami – podkreśla Dorota M. Fal, ekspert ubezpieczeniowy, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.
Dodaje, że ustawa przyznaje również zbyt szerokie uprawnienia nadzorcze NFZ w zakresie współpracy pomiędzy prywatnymi ubezpieczycielami i świadczeniodawcami.
Ministerstwo Zdrowia kończy już prace nad ostateczną wersją projektu ustawy. Jeśli następca Ewy Kopacz podtrzyma jej zapewnienia, będzie pierwszą ustawą zdrowotną, która trafi pod obrady nowego Sejmu. To krok do reformy idącej jeszcze dalej. W jej projekcie nie ma tego rozwiązania, ale Ministerstwo Zdrowia chce, aby docelowo na rynku usług zdrowotnych pojawili się inni płatnicy niż NFZ. Składka zdrowotna trafiałaby nie tylko do publicznego funduszu, ale także do prywatnych ubezpieczycieli. Ma to być możliwe za 2 –3 lata.

Jakość w ochronie

Resort zdrowia chce również powiązać jakość usług świadczonych przez placówki medyczne z wysokością kontraktu z NFZ. Najlepszym szpitalom, które spełnią określone kryteria, będzie oferowany wyższy o 3 proc. poziom finansowania niż pozostałym placówkom. Przy ocenie jakości usług będą brane po uwagę standardy wymagane przy uzyskiwaniu tzw. akredytacji. Przyznaje ją placówkom medycznym Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia(CMJ).
– Jest około 200 kryteriów ważnych przy ocenie jakości usług. Najważniejsze dotyczą bezpieczeństwa pacjenta, m.in. kontroli zakażeń szpitalnych – podkreśla Michał Bedlicki z CMJ. Dotychczas 109 szpitali uzyskało certyfikat akredytacyjny. To one w pierwszej kolejności będą mogły liczyć na wyższy kontrakt z NFZ.

Nowa agencja

Świadczenia zdrowotne mają być lepiej wyceniane nie tylko ze względu na jakość usługi. Ich koszty mają być obiektywnie liczone przez nową Agencję Taryfikacji Świadczeń Opieki Zdrowotnej. Obecnie o tym, ile kosztuje dana usługa medyczna, decyduje NFZ. Szpitale narzekają na wysokość wycen, ponieważ większość procedur jest niedoszacowana. Cezary Rzemek, wiceminister zdrowia, podkreśla, że aby urealnić wyceny, trzeba mieć wiedzę:
– Niestety, obecnie przesyłane rachunki kosztów, jakie sporządzają szpitale, są dosyć ogólne. Duże rozbieżności pojawiają się nie tylko pomiędzy regionami, ale i poszczególnymi placówkami – podkreśla Cezary Rzemek.
Nowa agencja ma urealnić wyceny, a dokona tego na podstawie danych o kosztach świadczeń zebranych w co najmniej 10 proc. szpitali i przychodni. Jednak niektórzy eksperci podkreślają, że aby dokonać takiej analizy, nie trzeba powoływać nowej instytucji.
– Jej utworzenie oznacza dodatkowe koszty i dublowanie zadań już istniejących instytucji – podkreśla Jerzy Gryglewicz, ekspert w ochronie zdrowia.
Utworzenie agencji ma być sfinansowane z pieniędzy NFZ. Na ten cel pójdzie około 40 mln zł ze składki zdrowotnej.

Badanie pod kontrolą

Na uporządkowanie czeka też rynek badań klinicznych. Projekt ustawy w tej sprawie jest już po konsultacjach społecznych. Przewiduje obowiązek zawierania umów pomiędzy szpitalem, firmą farmaceutyczną oraz lekarzem prowadzącym takie badanie. Dzięki temu kontraktowanie badań klinicznych będzie bardziej transparentne. W umowie ma być jednoznacznie określone, jaką sumę na przeprowadzenie badania wyłoży producent leku i jak zostanie ona podzielona między ośrodek prowadzący oraz lekarzy. Pozwoli to uniknąć nieprawidłowości. Wcześniej zdarzało się, że na przeprowadzaniu badań zarabiali tylko lekarze, a szpitale ponosiły wręcz straty. Ustawa przewiduje także większe restrykcje dla badaczy. Za prowadzenie badania bez zezwolenia lekarz będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Jednocześnie z przeprowadzeniem badania będzie się wiązało więcej biurokracji. Nowym wymogiem będzie np. konieczność zawarcia przez szpital porozumienia z NFZ.
– Wydłuży się czas na rozpoczęcie i przygotowanie badania. Firmy farmaceutyczne mogą uznać, że zamiast czekać na to w Polsce kilka miesięcy, szybciej i przy mniejszych kosztach wykonają badania np. w Czechach czy na Słowacji – uważa Wojciech Masełbas, prezes Stowarzyszenia na rzecz Dobrej Praktyki Badań Klinicznych.

Zdrowie publiczne

Gotowy jest także projekt ustawy o zdrowiu publicznym. Zgodnie z nim NFZ co roku będzie musiał przeznaczyć na profilaktykę zdrowotną 0,5 proc. swojego budżetu (obecnie to około 280 mln zł). Oznacza to, że środków na badania profilaktyczne) będzie dwukrotnie więcej niż dotychczas. Dodatkowo fundusz podzieli się tymi pieniędzmi z samorządami.
– Gminy i powiaty lepiej wydadzą te pieniądze, ponieważ łatwiej docierają do mieszkańców z informacją o realizowanych programach zdrowotnych – uważa Marek Wójcik, ekspert ds. ochrony zdrowia ze Związku Powiatów Polskich.