Aplikacja Kwarantanna domowa, po blisko pół roku funkcjonowania, nadal podnosi ciśnienie swoim użytkownikom. Zdaniem jej twórców winne są urządzenia, na których ją instalujemy, a także fakt, że niechętnie godzimy się na jakąkolwiek kontrolę.
– Pierwszy raz wylądowałem na kwarantannie pod koniec kwietnia. Chciałem od razu zainstalować aplikację Kwarantanna domowa i szło to opornie. Dziś czekam na wynik testu, bo miałem kontakt z pacjentem dodatnim i mam déjà vu. Mimo ściągnięcia aplikacji, zainstalowania według instrukcji co jakiś czas przychodził komunikat: „Nie aktywowałeś… Nie wykonałeś pierwszego zadania. To niezgodne z zasadami kwarantanny” – relacjonuje DGP lekarz ze szpitala w Sandomierzu. Zastrzega, że nie on jeden miał takie problemy. Z aplikacją, z różnym skutkiem, musieli walczyć też inni pracownicy placówki. Za ich radą m.in. dwukrotnie instalował ją na nowo. – Zaczęła działać po trzech dniach od rozpoczęcia kwarantanny.
Jego emocje były tym większe, że na rządowych stronach stoi informacja: „Osoby podlegające kwarantannie w związku z podejrzeniem zakażenia wirusem SARS-CoV-2, które wbrew ciążącemu na nich prawnemu obowiązkowi nie zainstalują lub nie będą używać aplikacji, mogą zostać ukarane karą grzywny. Osoby, które niezgodnie ze stanem faktycznym oświadczyły, że nie posiadają urządzenia mobilnego umożliwiającego zainstalowanie tego oprogramowania, mogą ponieść odpowiedzialność karną za złożenie fałszywego oświadczenia określoną w art. 233 par. 1 Kodeksu karnego”.