Wobec braku skutecznych leków jedyną globalną strategią na walkę z koronawirusem (przynajmniej na razie) jest oczekiwanie na szczepionkę, która pozwoli zażegnać zagrożenie. Jeśli uda się ją opracować – i będzie bezpieczna – to otwarte pozostaje pytanie, jak do preparatu odniosą się osoby podważające ideę szczepień obowiązkowych. I jak wobec ewentualnego sprzeciwu może zareagować państwo.

Problem nie jest teoretyczny, o czym można się przekonać na mediach społecznościowych. „Prędzej się zabiję, niż dam zaszczepić” – napisał na Facebooku znajomy jednego z autorów niniejszego artykułu (post już został usunięty po krytyce, z jaką się spotkał). Słynny stał się także cytat z Wojciecha Olszańskiego (w sieci posługuje się pseudonimem Aleksander Jabłonowski), który na youtube’owym kanale „Rodacy kamraci” krzyczał: „Jeśli będziesz żądał, żebym ja się zaszczepił […] to ci łeb odp*** bagnetem moim, francuskim”.

Niechęć do przyszłej szczepionki bierze się z bagatelizowania zagrożenia niesionego przez wirusa SARS-CoV-2. Na fejsbukowym profilu Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP, który zebrał 150 tys. polubień, wciąż można spotkać się z twierdzeniem, że koronawirus nie jest groźniejszy niż grypa. I że nie ma zgody na przymus szczepień. Warto przypomnieć, że w ramach popularnego niedawno „Hot16challenge”, gdzie znane osoby układały niedługie piosenki, wokalista Iwan Komarenko zaśpiewał: „A po pandemii szczepionek moc tak się zamieni w farmacji cios; szumi już o tym na mieście Bill – przymus szczepionek, radosny kill” (z ang. kill – zabójstwo; „Bill” jako odniesienie do Billa Gatesa, któremu przypina się łatkę rzecznika wielkiego biznesu chcącego zarobić na szczepieniach).

Jakie państwo ma narzędzia, żeby zmusić do szczepień? – Obecnie? Właściwie żadnych – rozkłada ręce jeden z ekspertów. Gdyby rząd chciał fizycznie zmusić społeczeństwo do zaszczepienia, musiałby zmienić przepisy. Tymczasem po wypowiedzi Andrzeja Dudy na kampanijnym szlaku może okazać się to trudne. – Uważam, że szczepienia na koronawirusa absolutnie nie powinny być obowiązkowe – oznajmił na początku lipca prezydent.

– Ostatnim przymusowym szczepieniem było to przeciw czarnej ospie. Przychodziło dwóch panów, brało pod pachę i nie było dyskusji – opowiada wirusolog prof. Włodzimierz Gut. Obecnie istnieje obowiązkowy kalendarz szczepień, który obejmuje dzieci do 19. roku życia, i jedyną sankcją za odmowę w praktyce jest grzywna. Pewnymi instrumentami dysponują także samorządy, które mogą np. uzależnić przyjęcie do żłobka czy przedszkola od wykonanych szczepień.

Tyle na co dzień – ale co w przypadku epidemii? To określa ustawa z 2008 r. Zgodnie z nią wszystko zależy od ministra zdrowia. Może on bowiem podczas epidemii wydać rozporządzenie, które określi, kto i na jakich zasadach otrzyma szczepionkę. Tak już było dwa razy: kiedy w latach 2009–2010 pojawiły się ogniska zachorowań na inwazyjną chorobę meningokokową oraz w przypadku odry w ośrodkach dla cudzoziemców.

Resort zdrowia przewidywał, że może się pojawić poważniejsze zagrożenie i w 2017 r. zaproponował zmianę przepisów. Wprowadziłaby ona szczepienia akcyjne, czyli organizowane w sytuacjach wystąpienia zagrożenia epidemicznego chorobami zakaźnymi nieobjętymi rutynowymi szczepieniami dzieci i młodzieży w ramach Narodowego Programu Szczepień Ochronnych. Ostatecznie zmian, które miały przygotować państwo na pojawienie się epidemii, nie wprowadzono.

– Nie można powiedzieć, jak to będzie ze szczepionką na COVID, ponieważ nie wiadomo, jaka będzie sytuacja epidemiczna i jakie będzie działanie szczepionki – zwraca uwagę prof. Gut.

Z prawnego punktu widzenia można byłoby rozpatrywać odmowę szczepienia w trakcie epidemii jako narażanie na utratę życia i zdrowia innych, za co grozi nawet kara pozbawienia wolności. Taka interpretacja była możliwa w przypadku naruszenia kwarantanny. Teraz mogłaby być zastosowana w odniesieniu do szczepień – jeżeli byłyby ku temu przesłanki epidemiologiczne. Eksperci są jednak zdania, że szczepionki – jeśli prace nad nią zakończą się sukcesem – nie dostaną wszyscy naraz. W pierwszej kolejności preparat otrzymałyby osoby z grup największego ryzyka, w tym osoby starsze.

Nasi rozmówcy mówią wprost: to decyzja ministra zdrowia, który z dnia na dzień może wydać odpowiednie przepisy. – Tak jak to wynika z art. 3 ust. 4 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, w którym jest mowa, że w przypadku niebezpieczeństwa szerzenia się zakażenia lub choroby zakaźnej minister wydaje odpowiednie rozporządzenia – mówi Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Jak podkreśla, nie ma planów, czy szczepienie byłoby obowiązkowe, czy tylko zalecane – i dla kogo.

Eksperci czekają na wyniki badań klinicznych potencjalnych szczepionek na dużych grupach ludzi. Tak się składa, że te właśnie się zaczynają w przypadku dwóch preparatów – opracowanego przez amerykańską firmę Moderna oraz przez specjalistów z Oksfordu we współpracy z koncernem AstraZeneca. Wyniki dotychczasowych badań na niewielkich, kilkunastoosobowych grupach ochotników są zachęcające: w obydwu przypadkach szczepionki wywołały odpowiedź immunologiczną.