statystyki

Jak kulą w płot. Czego nie wiemy o systemie ochrony zdrowia

autor: Klara Klinger14.09.2019, 18:00; Aktualizacja: 14.09.2019, 18:39
Jeden z profesorów akademii medycznej opowiadał mi, że w jego środowisku nadal nie bierze się poważnie pod uwagę, że młodzi mają inne podejście do pracy. – Studenci mówią mi wprost, że ich nie rozumiem. Że może jak ja byłem młody, to chciałem spędzać noce na dyżurach, że podekscytowany pędziłem z jednej operacji na drugą, żeby popatrzeć na bardziej doświadczonych kolegów. Ci studenci mówią, że życie mi uciekło

Jeden z profesorów akademii medycznej opowiadał mi, że w jego środowisku nadal nie bierze się poważnie pod uwagę, że młodzi mają inne podejście do pracy. – Studenci mówią mi wprost, że ich nie rozumiem. Że może jak ja byłem młody, to chciałem spędzać noce na dyżurach, że podekscytowany pędziłem z jednej operacji na drugą, żeby popatrzeć na bardziej doświadczonych kolegów. Ci studenci mówią, że życie mi uciekłoźródło: ShutterStock

W małym francuskim miasteczku Tarn, niedaleko Tuluzy, lokalne pielęgniarki wypuściły do sieci klip z chwytliwą, rzewną piosenką, którą same napisały i nagrały. Postanowiły śpiewem i tańcem skusić do przyjazdu do ich miejscowości… lekarza rodzinnego. Pracujący tu od lat 68-letni doktor przechodzi na emeryturę i choć lokalne władze zabrały się za rekrutację z odpowiednim wyprzedzeniem, okazało się, że kłopot ze znalezieniem zastępcy jest ogromny. Wideoklip, w którym biorą udział niemal wszyscy mieszkańcy wioski, jest ostatnią nadzieją na zmianę sytuacji. Mieszkańcy wioski się starzeją, od lat działa tu dom spokojnej starości – brak lekarza na miejscu byłby dla nich ciosem. Burmistrz obiecywał ulgi podatkowe oraz pomoc w znalezieniu lokum, jednak na ogłoszenia w prasie nikt nie odpowiadał. To historia z gatunku tych, które w sieci czyta się w dziale „ciekawostki”. Pokazuje ona poziom desperacji: Tarn to nie Afryka czy teren objęty wojną, tylko środek Europy – małe francuskie miasteczko, które boryka się z brakiem dostępu do opieki medycznej.

Brytyjczycy przestali już udawać, że nie ma problemu: szukają od 3 do 5 tys. lekarzy rodzinnych – i są gotowi wydać z budżetu 100 mln funtów, żeby ściągnąć ich z innych państw. Początkowo rządowy program, który miał pomóc uzupełnić niedobory kadrowe, był adresowany do Australii. NHS (brytyjska instytucja zarządzająca systemem ochrony zdrowia) szybko zorientował się jednak, że nie tędy droga i zaczął rekrutować medyków z Europy. Traf chciał, że w Polsce, pod Warszawą, znajduje się jeden z większych ośrodków szkoleniowych – to tu przyucza się rumuńskich, greckich czy hiszpańskich lekarzy (Polaków jest tam relatywnie mało) do pracy w Wielkiej Brytanii. Do Polski przyjeżdżają ich przyszli pracodawcy, a specjalnie zatrudnieni aktorzy odgrywają trudnych angielskich pacjentów, żeby nauczyć lekarzy z innych państw sprawnej komunikacji. Za czas szkoleń lekarze dostają miesięczną pensję w wysokości 4 tys. zł. Brytyjczycy płacą im również za przeprowadzkę, pomagają w znalezieniu mieszkania i szkoły dla dzieci na miejscu. Na pytanie, czy to etyczne tak wyciągać lekarzy z innych państw, które same mają kłopoty z dostępem do kadry medycznej, pracownicy NHS machają ręką i mówią: wolny rynek. Nie oni jedni szukają w ten sposób – robią tak również Szwedzi, a Austriacy właśnie przyznali, że im też brakuje kilku tysięcy lekarzy. Choroba „kadrowa” stała się problemem całej Europy.

Magazyn DGP 13 września 2019

Magazyn DGP 13 września 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W środowym wydaniu francuskiego dziennika „Le Soir” dwie kolumny poświęcono kryzysowi w ochronie zdrowia we Francji. Brakuje tam lekarzy rodzinnych, a na ulice wyszli ratownicy, którzy narzekają na złe warunki pracy, niedobory personelu, na to, że młodzi nie chcą wypełniać wakatów. „Mamy dość” – takie hasła pojawiają się na ich transparentach. Problem ze szpitalnymi oddziałami ratunkowymi jak w soczewce skupia kłopoty całego systemu ochrony zdrowia. Jeden z urzędników Komisji Europejskiej podał mi bardzo plastyczny przykład: SOR-y działają jak zawór bezpieczeństwa w maszynie parowej – kiedy wzrasta ciśnienie, włącza się zawór bezpieczeństwa, potem słychać gwizdek, ale jak się nie zareaguje na to ostrzeżenie, to następuje wybuch.


Pozostało jeszcze 57% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • Pis(2019-09-14 18:56) Zgłoś naruszenie 21

    Dalej niech jadą?

    Odpowiedz
  • i to by było na tyle(2019-09-15 11:33) Zgłoś naruszenie 00

    Jest wiele ciekawszych i lepiej płatnych zawodów. Np informatycy. Najlepiej zostać posłem i senatorem. Kasa leci. Za nic się nie odpowiada. Kłamać można, a nawet trzeba. Dobrze też zostać urzędnikiem, np. rządowym min., wicemin, i sekretarzem stanu, bankowcem w NBP, KNF, w wym. sprawiedliwości, sędzią lub prok. Też dobrze płacą i ma się immunitet.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane