Resort zdrowia podsumuje dziś, co jeszcze uda się zrobić przed wyborami. Wiadomo, że nie będzie dodatkowych środków dla szpitali.
O pomyśle na rozwiązania problemu niedoboru kadr przez ułatwienie lekarzom zza wschodniej granicy pracy w Polsce jako pierwszy pisał DGP jeszcze w październiku 2017 r. Wystąpił z nim ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Ostatecznie taki pomysł znalazł się w nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza.
Projekt, dotyczący przede wszystkim szkolenia podyplomowego i warunków pracy, został przygotowany przez zespół złożony m.in. z rezydentów. To realizacja zapisów zeszłorocznego porozumienia, które zakończyło ich strajk. Jednak „import” lekarzy to autorska wrzutka ministerstwa. I być może sposób na złagodzenie skutków kolejnego, planowanego na październik protestu.
Reklama
Nowe przepisy miałyby bowiem umożliwić szpitalom zatrudnianie cudzoziemców spoza UE, posiadających tytuł specjalisty uzyskany za granicą i znających język polski. Jeśli taka osoba otrzyma od polskiej placówki zaświadczenie, że ta zamierza ją zatrudnić, będzie mogła wystąpić do właściwej okręgowej rady lekarskiej (ORL) o przyznanie prawa wykonywania zawodu. Będzie ono obowiązywało na określony czas (nie dłuższy niż pięć lat) i tylko w placówce, która wystawiła zaświadczenie. Przed podjęciem pracy kandydat będzie musiał odbyć przeszkolenie praktyczne pod nadzorem opiekuna, trwające nie dłużej niż 12 miesięcy. Jego program i długość określi właściwa ORL. To da możliwość zatrudniania lekarzy cudzoziemców w trybie skróconym – bez konieczności nostryfikowania przez nich dyplomu, ale z merytoryczną kontrolą samorządu zawodowego.
Projekt jest obecnie po konsultacjach – jak deklaruje resort, trwa uzgadnianie zgłoszonych uwag. Członkowie zespołu od kilku tygodni słyszą, że do dalszych prac trafi on lada dzień. Ministerstwo obiecuje, że stanie się to jeszcze we wrześniu. To warunek, by ustawa została przyjęta przed wyborami – w tej kadencji zostało już tylko jedno posiedzenie Sejmu, w przyszłym tygodniu.

Reklama
Kolejna zmiana, którą uda się wprowadzić jeszcze w tym roku, to 100 mln zł na badania kliniczne. Pieniądze te mają być przeznaczone na dostosowanie – głównie placówek medycznych – do prowadzenia badań. To dodatkowe środki oprócz tych, które będą udostępniane przez niedawno powołaną Agencję Badań Medycznych, której celem jest wsparcie rozwoju rodzimej biotechnologii, poprzez umożliwienie podjęcia badań klinicznych, w tym także niekomercyjnych.
Nie będzie jednak kolejnych dodatkowych środków dla szpitali. Podczas spotkania z dyrektorami placówek na Forum Ekonomicznym w Krynicy przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia podkreślał, że w tym roku już otrzymały finansowe wsparcie.
– W sumie od stycznia było dodatkowych 1,2 mld zł – wylicza jeden z urzędników ministerstwa. 700 mln zł przeznaczono od stycznia na chirurgię i internę, a od lipca 150 mln zł na szpitalne oddziały ratunkowe oraz ok. 300 mln zł na wszystkie świadczenia szpitalne. Same szpitale wskazują, że koszty funkcjonowania są wyższe niż przychody, co generuje zadłużenie.
Jak wynika z informacji DGP, jest pomysł, żeby nie tyle dosypywać pieniędzy, ile zmienić organizację i strukturę szpitali.
– Wprowadzenie sieci było tego początkiem, ale na pewno nie jest to idealne rozwiązanie – przyznaje jeden z urzędników resortu zdrowia. I dodaje, że zmiany idą w kierunku dostosowywania oferowanych usług do potrzeb zdrowotnych w danym regionie, np. przekształcenie części oddziałów szpitalnych na oferujące opiekę długoterminową.