Obecnie specjalizację można odbywać w trybie rezydentury, etatu albo na wolontariacie (patrz infografika). Nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, przygotowana przez zespół złożony m.in. z rezydentów, przewiduje likwidację tej ostatniej ewentualności. Resort zaakceptował tę propozycję i zapis znalazł się w projekcie, który trafił do konsultacji. Nadal zatem możliwe będzie zatrudnienie lekarza na podstawie umowy cywilnoprawnej o szkolenie specjalizacyjne, ale jego wynagrodzenie nie może być niższe niż minimalna płaca.

RODO 2019. Plusy i minusy zmian od 4 maja >>>>

Wydawało się, że to zmiana przez wszystkich wyczekiwana, bowiem wolontariat nie jest korzystnym dla lekarzy rozwiązaniem. Okazuje się jednak, że część z nich obawia się, że w innym trybie nie uda im się dostać na wybraną specjalizację. Propozycja wywołała więc niespodziewane kontrowersje w środowisku.


Przymus czy wybór?

Przypomnijmy: rezydenturę może odbywać wyłącznie lekarz, który nie ma tytułu specjalisty. Jeśli więc chce zrobić kolejną specjalizację, musi skorzystać z trybu pozarezydenckiego – etatu lub wolontariatu. Zniesienie tego ostatniego jest szczególnie istotne dla tych, którzy rozpoczęli szkolenie w starym trybie, kiedy obowiązywał jeszcze podział na specjalizacje podstawowe i szczegółowe (do 2014 r.). Przed przystąpieniem do szczegółowej trzeba było zrobić podstawową. Część lekarzy z konieczności wybrała więc nie tę dziedzinę, w której docelowo chciała pracować. Teraz większość specjalizacji – w trybie modułowym – można robić od razu po stażu. Wciąż jednak są takie, na których miejsc rezydenckich jest niewiele i wolontariat jest alternatywą dla tych, którzy w innym trybie się nie załapią.

– Miejsc rezydenckich zawsze jest mniej niż miejsc szkoleniowych. Jeśli, przykładowo, mamy ich pięć, a rezydentura jest tylko jedna, zostają cztery miejsca, które można obsadzić z etatu albo wolontariatu – tłumaczy Bartosz Fiałek z prezydium Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Zatrudniając specjalizanta na etacie, szpital sam musi płacić za jego pensję. Nic więc dziwnego, że często większa jest szansa na wolontariat. Dlatego jest to przez część lekarzy traktowane jako inwestycja w siebie – przemęczą się dwa lata, by dorobić „nadspecjalizację”, zarabiając na utrzymanie gdzie indziej, ale potem będą pracować w wymarzonej i zwykle dobrze opłacanej dziedzinie. – Zamknięcie wolontariatu bez zagwarantowania miejsc na etacie to strzał w stopę albo interna na prowincji – przekonują przeciwnicy tej zmiany.

Jej zwolennicy odpowiadają z kolei, że jeśli zlikwidujemy wolontariat, zostanie tylko etat, czyli opcja dla lekarzy korzystniejsza. Bartosz Fiałek jest pewny, że przy obecnych brakach kadrowych nie będzie z tym problemu.

Również Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej i wiceprzewodniczący zespołu, który przygotował projekt, przekonuje, że skutek zmian będzie dla lekarzy pozytywny. – Może zdarzyć się, że po likwidacji wolontariatu będą przejściowe utrudnienia. Mam jednak nadzieję, że kiedy z rynku pracy znikną wolontariusze, szpitale będą aktywniej szukać kadry za pieniądze. To już się dzieje w niektórych placówkach, np. stołeczny szpital MSWiA szuka lekarzy na etaty na specjalizacje szczegółowe. Zatem jak zniknie wolontariat, to po chwili okaże się, że szpitale potrzebują w to miejsce pracowników – przekonuje.

Zdaniem Bartosza Fiałka zmiana odbije się pozytywnie przede wszystkim na liczbie miejsc etatowych. – Liczba rezydentur raczej się nie zmieni, ale zwiększy się liczba lekarzy szkolących się i zatrudnionych na umowę o pracę – przewiduje.

Wbrew pozorom entuzjastami wolontariatu nie są też szefowie lecznic. – Z punktu widzenia szpitala odbywanie szkolenia w formie wolontariatu jest bardzo niekorzystne i trudne. To jest pracownik, który ma jedynie swoją wewnętrzną motywację. Wprawdzie podlega on regulaminowi szpitala, ale jest jednak pracownikiem innej kategorii – mówi Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali. Jego zdaniem specjalizacja powinna się odbywać wyłącznie w trybie rezydentury. – To uporządkowałoby system. Teraz mamy trzy różne formy, co powoduje bałagan, który utrudnia zarządzanie personelem – dodaje.

Kwestia zapotrzebowania

Przewidywania autorów projektu – że wolontariuszy zastąpią pracownicy etatowi – sprawdzą się jednak tylko wtedy, jeśli określonych specjalistów rzeczywiście będzie potrzeba.

– Prawda jest taka, że powinniśmy w końcu urealnić mapy potrzeb zdrowotnych i sprawdzić, jakich lekarzy potrzebujemy. Rozumiem kolegów i to, że wielu z nich chciałoby zostać dermatologami czy radiologami, ale zlikwidowanie wolontariatu doprowadzi do pewnego urynkowienia – szpitale będą zgłaszały realne zapotrzebowanie na specjalistów i co za tym idzie, będą ich szanowały – uważa Łukasz Jankowski.

Przyznaje, że wolontariat bywa obecnie furtką do robienia specjalizacji, na których jest mało miejsc rezydenckich. – Ale tu sięgamy głębszego problemu – alokacji rezydentur i zapotrzebowania zgłaszanego przez konsultantów w stosunku do zapotrzebowania rynkowego. Nie jest tajemnicą, że niektórzy konsultanci blokują miejsca szkoleniowe. Ale to już rola resortu zdrowia, by to urealnić. Jeśli utrzymamy wolontariat, może się wkrótce okazać, że kształcimy więcej specjalistów w danej dziedzinie, niż potrzebujemy – dodaje.

Na razie jednak jest tak, że te najpotrzebniejsze dziedziny (np. interna) cieszą się na tyle małym zainteresowaniem, że pozostają na nich wolne miejsca rezydenckie. I taki stan utrzymuje się od lat. ©℗

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach

Tylko 3 proc. milenialsów wierzy w państwową emeryturę