statystyki

Lekarz rodzinny z większymi uprawnieniami

autor: Agata Szczepańska08.01.2019, 07:27; Aktualizacja: 08.01.2019, 07:30
W projekcie przyjęto założenie, że w pierwszym roku w ramach POZ zostanie wykonanych 5 proc. liczby świadczeń wykonanych w 2017 r. w ramach AOS.

W projekcie przyjęto założenie, że w pierwszym roku w ramach POZ zostanie wykonanych 5 proc. liczby świadczeń wykonanych w 2017 r. w ramach AOS.źródło: ShutterStock

Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej będzie mógł zlecić więcej badań, m.in. testy w kierunku HCV, boreliozy, określające poziom żelaza oraz witaminy D3. Jednak zdaniem środowiska medycznego przeznaczono na nie zbyt mało środków – ledwie 520 tys. zł rocznie. To 1,5 grosza na pacjenta – alarmują lekarze.

Chodzi o projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. Jego głównym celem jest dostosowanie przepisów do sytuacji wynikłej z likwidacji gimnazjów – w zakresie opieki medycznej sprawowanej nad dziećmi w wieku szkolnym (wizyty patronażowe, badania bilansowe, testy przesiewowe).

Przy okazji poszerzono katalog badań zlecanych przez lekarzy rodzinnych. Wprowadzono do niego testy stosowane do określenia poziomu żelaza oraz witaminy D3 (niedobór żelaza jest przyczyną anemii u niemowląt i małych dzieci, zaś brak witaminy D wpływa m.in. niekorzystnie na rozwój kości oraz zwiększa ryzyko próchnicy i zapaleń dziąseł u dzieci).

Kolejnym novum jest umożliwienie lekarzom POZ zlecania badań ukierunkowanych na wykrywanie infekcji bakterią Borrelia sp. (czego ryzyko wzrasta po ukąszeniu przez kleszcza). Zgodnie z zamysłem autorów projektu ma to pomóc we wczesnym postawieniu diagnozy oraz rozpoczęciu terapii. Uznano, że skoro leczenie boreliozy sprowadza się do antybiotykoterapii doustnej lekami, które mogą być przepisane przez lekarza pierwszego kontaktu, nie jest zasadne kierowanie pacjenta do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) w celu diagnozy i zlecenia terapii. Tym bardziej że na taką wizytę pacjent musi poczekać, a choroba w tym czasie postępuje.


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (10)

  • słuszna sprawa-ktoś zaczyna myśleć racjonalnie....(2019-01-08 10:20) Zgłoś naruszenie 192

    lekarz pierwszego kontaktu powinien mieć uprawnienia do zdiagnozowania i leczenia chorób w pierwszym rozwoju choroby.Więcej lekarzy w przychodniach a skończą się kolejki do specjalistów.Podam przykład.....czekałam na kardiologa 8 miesięcy z nadciśnieniem,zbadał mnie,przepisał leki i rzekł...jak ja mam leczyć jak pani wizyta będzie za 10 miesięcy.Pacjent zostaje sam.Bez prywatnego leczenia niema szans.W ten sposób tworzy się tłok do specjalistów,ktorzy i tak nie leczą.

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Etna(2019-01-08 09:50) Zgłoś naruszenie 1812

    Tym lekarzom to zawsze mało środków finansowych!!!

    Odpowiedz
  • Maria(2019-01-08 20:00) Zgłoś naruszenie 175

    Należy wpuścić obcokrajowców! a problem z brakiem kasy się skończy.

    Odpowiedz
  • Kos(2019-01-09 07:15) Zgłoś naruszenie 172

    Nie kombinować tylko uczyć się od mądrzejszych ! Według rankingu Eurostatu jakość wykonywanych usług przez czeską służbę zdrowia należy do najlepszych spośród wszystkich krajów przyjętych w 2004 r. do Unii Europejskiej. Czesi zawdzięczają to przede wszystkim wysokim nakładom finansowym. Po pierwsze: Wydatki na służbę zdrowia w Czechach wynoszą 7,8 proc. PKB (w Polsce 4,67 proc.) Po drugie: Czeski model finansowania opiera się głównie na składkach zdrowotnych odprowadzanych przez pracodawców i pracowników. Od każdego zatrudnionego to 13,5 proc. jego miesięcznych dochodów (w Polsce – 9 proc.), z czego pracownik płaci 4,5 proc., zaś pracodawca dokłada pozostałe 9 proc. Po trzecie: W2008 r. w Czechach wprowadzono płatności przez pacjentów. Każda wizyta u lekarza kosztuje 60 koron (ok. 10 zł), a za dzień pobytu w szpitalu pacjent płaci 200 koron (ok. 32 zł). Oczekiwanie na wizytę lekarza pierwszego kontaktu czy ginekologa nie może w Czechach przekraczać 35 minut, chirurga – 45 minut. Najdłuższy czas przysługuje w przypadku oczekiwaniu na kardio- i neurochirurga, to 3 godziny. W ministerialnym rozporządzeniu określone są również czasy oczekiwania na skomplikowane, zaplanowane wcześniej zabiegi. Operacja zaćmy, której w Czechach poddają się bardzo często polscy pacjenci, musi zostać przeprowadzona najpóźniej w ciągu 30 tygodni od daty rejestracji. Najdłużej czeka się w Czechach na zabieg endoprotezy biodra – do roku (w Polsce okres ten może wynosić nawet kilka lat).

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Kuba(2019-01-08 21:47) Zgłoś naruszenie 164

    Nie ma pieniędzy,to podnieście KRUS do wysokości ZUSu Władysławowsi Kosiniak-Kamysz tak tak temu z PSLu który kształcąc się za naszą kase z budowy nabłonka ,maja c pracy tyle co dzieci wakacji chciał abysmy tak długo pracowali aż jedną nogę nam grabarz przysypie. Leczą się tacy jak on a na spracowanych ludzi forsy nie ma.

    Odpowiedz
  • polka(2019-01-08 15:20) Zgłoś naruszenie 1510

    To ja mam taka prośbę wniosek do samego Ministra Zdrowia , żeby umożliwić nam szybsze leczenie i przyznać uprawnienia , żeby lekarze pierwszego kontaktu mieli uprawnienia do wypisywania delegacji dla pacjenta w poszukiwaniu lekarza w innym mieście lub za granica specjalisty lub uzdrowiciela od ręki . Koszty delegacji niech pokryje Przychodnia lub NFZ ewentualnie lekarz pierwszego kontaktu (tj.dieta i zwrot koszty podróży, hotel) . Bo z czym się spotykamy na co dzień to odnoszę wrażenie , że w ostatnim 20-leciu to nastąpiła degradacja również zawodu lekarza. Zamiast skupić się na wyeliminowaniu złych relacji lekarz - pacjent . To najprościej wymyślać i bawić się nadając uprawnienia lub uczyć na komputerze.A to zakrawa na kpiny , żeby w dobie komputeryzacji , gdzie dzieci radzą sobie z komputerem , a pracownicy w Urzędach obowiązkowo muszą się posługiwać . W służbie zdrowia w roku 2018 przyuczali do wystawiania lekarzy pierwszego kontaktu wystawiania zwolnienia lekarskiego L-4 na komputerze ,żeby bezpośrednio powiadomić ZUS. Tak samo obecnie z tymi dodatkowymi uprawnieniami lekarzy pierwszego kontaktu na wypisywanie skierowania do specjalisty , w celu zdiagnozowania UKOSZENIA PRZEZ KLESZCZE . W ostatnich 2-ch latach kleszcze usuwają nie lekarze , a pielęgniarki .Co się dzieje złego w naszym państwie. Obecnie nikt w służbie zdrowia nie panuje nad sytuacją , nie widać poprawy , tylko słychać narzekania (na brak środków pieniężnych). A może to celowe działanie , I nikt nie zadaje sobie trudu , żeby wyeliminować dotychczasowych złych praktyk , które od lat funkcjonują . Najważniejsze jest zdrowie, i powinniśmy móc się w porę leczyć , a nie czekać ( bo służba zdrowia nie ma pieniędzy) A my dostrzegamy jedno , gdzie się obrócimy " PLECY Z TYŁU" NFZ powinien się zainteresować terminami przyjęć do niektórych lekarzy specjalistów zamiast od ręki to najbliższy termin w rejestracji ustalony jest na 2020r. A czy my dożyjemy?

    Odpowiedz
  • marta(2019-01-08 20:04) Zgłoś naruszenie 148

    No to skierowania dostaną tylko znajomi lekarza...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane