Wprowadzenie obowiązku regulowania płatności przez placówki medyczne w ciągu 60 dni może być gwoździem do ich trumny – ostrzegają eksperci
Obecnie szpitale płacą swoim kontrahentom nawet po roku. Dlaczego? Bo – jak przekonują zgodnie dyrektorzy – z opóźnieniem dostają środki z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ). Przyczyną jest nie tylko konstrukcja systemu (faktury wystawia się po wykonaniu świadczenia, co trwa czasem kilka albo i kilkanaście dni, a koszty wykonania trzeba ponosić na bieżąco), ale również to, że fundusz często z płatnościami zalega. Szpitale są więc uzależnione od zatorów po stronie NFZ. Opóźnienia wynikają też z niewielkiej sankcji za przeciąganie płatności – wynosi ona 40 euro bez względu na kwotę zaległości. Firmy nie mają więc wystarczającej motywacji do spłacania swoich zobowiązań terminowo. To wszystko sprawiło, że niektórzy zamawiający z terminu płatności czynili kryterium pozacenowe w zamówieniach. A wykonawcy – chcąc uzyskać zamówienie – godzili się na taką niesprawiedliwość.
Taki stan rzeczy niedługo może zostać zakończony, bo Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia zatorów płatniczych. Przewiduje on skrócenie terminu zapłaty w transakcjach, w których dłużnikiem jest podmiot publiczny, do 30 dni (bez możliwości jego wydłużenia). Jedyny wyjątek stanowią podmioty lecznicze, dla który przewidziano termin 60-dniowy.