Solidarność wzywa do rozpoczęcia przygotowań do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej, a ratownicy zapowiadają „naprawdę dotkliwy protest na wrzesień”
Reklama
Czarę goryczy w środowisku przelało niedawne porozumienie ministra zdrowia z pielęgniarkami, a także przyjęcie przez rząd nowelizacji ustawy o minimalnych wynagrodzeniach pracowników medycznych, w kształcie – jak podkreślają związkowcy – niezadowalającym nikogo.
Dziś odbędzie się specjalne posiedzenie trójstronnego zespołu branżowego ds. ochrony zdrowia. O jego zwołanie – po informacji o porozumieniu z pielęgniarkami – apelowali pracodawcy, wraz z Solidarnością i OPZZ. Tego samego dnia Solidarność zwołała w trybie nadzwyczajnym Konwent Przewodniczących Regionalnych Sekcji Zdrowia. Wcześniej Rada Sekretariatu Ochrony Zdrowia wezwała wszystkich przewodniczących Komisji Zakładowych, Sekcji Regionalnych i Sekcji Krajowych do rozpoczęcia przygotowań do ogólnopolskiej akcji protestacyjnej. Porozumienie z pielęgniarkami wzburzyło środowisko i odebrane zostało jako szczególne traktowanie wybranej grupy zawodowej, choć poprawy warunków pracy domagają się także inni pracownicy medyczni.

Związkowcy wyjdą na ulice

Maria Ochman, szefowa sekcji zdrowotnej w NSZZ „Solidarność”, nie ukrywa, że ma to związek z porozumieniem pomiędzy resortem zdrowia a samorządem i związkiem zawodowym pielęgniarek, a także przyjęciem przez rząd projektu nowelizacji ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1473).
– Liczymy, że pan minister będzie próbował wytłumaczyć te działania. Nie chcemy się opierać tylko na doniesieniach medialnych, chcemy dać mu szansę, żeby przedstawił swoje racje. Nasze decyzje będą uwarunkowane tym, co usłyszymy. Ale na razie wygląda na to, że rząd idzie na zwarcie – mówi Maria Ochman.
Podkreśla, że przygotowania do protestu się rozpoczęły i będą się toczyły bez względu na wszystko. – Decyzja zapadła, kiedy pan minister zdecydował się zawrzeć porozumienie i odrzucił wszystkie nasze poprawki do ustawy. Formy protestu będą uzależnione od rządu – to, co będzie się teraz działo, na pewno uwarunkuje przebieg akcji, jej szybkość i zakres działań – zastrzega Maria Ochman.
Związkowców oburza to, że po porozumieniu z rezydentami, które wywołało falę niezadowolenia wśród pozostałych pracowników służby zdrowia, minister zawarł kolejny układ, tym razem z pielęgniarkami. – Chcielibyśmy, aby minister-lekarz dostrzegł fakt, że w szpitalach pracują inne zawody niż lekarze i pielęgniarki – od diagnostów i fizjoterapeutów po rejestratorki – podkreśla Maria Ochman, wskazując kontrowersyjną nowelizację, w której rząd nie zagwarantował pracownikom medycznym oczekiwanych podwyżek. – Jeśli minister stwierdza, że podpisuje porozumienie, bo grozi protest, to wynika z tego, że aby osiągnąć swój cel, trzeba wyjść na ulicę – dodaje.

Ratownicy pójdą na zwolnienia

Nie tylko największe centrale związkowe rozważają protest. Porozumienie z pielęgniarkami wzburzyło też ratowników medycznych. Tym bardziej, że zostało zawarte w czasie, kiedy konsultowany jest projekt, który ich bezpośrednio dotyczy.
W zeszłym roku, również po protestach tej grupy, ratownikom przyznano dodatki w wysokości 2 x 400 zł. Przystali na to, ale umówili się z ministerstwem, że w drugim kwartale tego roku wrócą do rozmów. Liczyli, że uda się wynegocjować taką samą podwyżkę, jaką przyznał pielęgniarkom minister Marian Zembala, czyli 4 x 400 zł (tzw. zembalowe). W projekcie nowelizacji ustawy o działalności leczniczej zapisano jednak 800 zł brutto – w formie dodatku. Jednocześnie pielęgniarkom zagwarantowano w porozumieniu wpisanie zembalowego do podstawy wynagrodzenia – co jest dla nich korzystniejsze, m.in. dlatego, że od tego liczy się różne pochodne. Ratownicy chcieli tego samego, ale usłyszeli, że nie ma na to środków.
W tym tygodniu odbyła się konferencja uzgodnieniowa w sprawie projektu. Jednak, jak mówi Roman Badach -Rogowski, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego, główne postulaty środowiska nie zostały uwzględnione.
Zwraca przy tym uwagę, że od 1 stycznia dodatku nie dostawaliby ratownicy, którzy są poza systemem ratownictwa medycznego, czyli dotyczyłby tylko tych jeżdżących w karetkach, dyspozytorów i pracujących na szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR-ach).
– Zdumiewające jest to, że nie przyznano go pracującym na izbach przyjęć. Przecież szpitale powiatowe ze względu na ograniczoną liczbę oddziałów nie mają SOR-ów, tylko izby przyjęć, a ratownicy w jednym i drugim miejscu robią praktycznie to samo – przekonuje.
Polskie Towarzystwo Ratowników Medycznych przypomina, że obecne stanowisko resortu zdrowia stoi w sprzeczności z jego wcześniejszymi zapewnieniami.
– Byliśmy informowani, że dodatek będzie wypłacany również ratownikom medycznym wykonującym świadczenia w leczeniu szpitalnym, opiece psychiatrycznej, w zakresie świadczeń wysokospecjalistycznych itp. – wskazuje.
Ratowników oburza też różnicowanie płac ich i pielęgniarek, tym bardziej że jeżdżąc w karetce czy pracując jako dyspozytorzy – robią to samo. – Przecież to są w systemie wymienne zawody. Ale pielęgniarka będzie dostawała dwa razy tyle co ratownik, i to do podstawy wynagrodzenia. Dwa tożsame zawody medyczne mierzone są inną miarą – podkreśla Roman Badach-Rogowski.
Na ten problem zwraca uwagę również Polska Rada Ratowników Medycznych. W piśmie do MZ przypomina, że system ratownictwa opiera się na ratownikach, którzy stanowią ponad 70 proc. jego pracowników, podczas kiedy pielęgniarki ok. 11 proc, a lekarze ok. 10 proc. Tym bardziej nieuzasadnione jest różnicowanie wynagrodzeń ratowników i pielęgniarek. Tymczasem – jak wskazuje Rada – w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach ratownikom zagwarantowano płace na poziomie nieodpowiadającym ich kompetencjom i umiejętnościom, a porozumienie z pielęgniarkami, gwarantujące im znacznie korzystniejsze warunki pracy, niż mają ratownicy, zaostrzy tylko istniejący pomiędzy tymi grupami konflikt.
Z tych powodów, jak mówi Roman Badach-Rogowski, ratownicy będą rozważać odwieszenie akcji protestacyjnej.
– Ale nie zamierzamy przyjeżdżać na pikiety do Warszawy, bo żadnego skutku to nie odnosi. Będziemy różnymi innymi metodami próbowali osiągnąć to, co nam się należy. Nie zastrajkujemy, odmawiając wyjazdu do pacjenta, ale może trzeba będzie odpocząć na L4, może nie brać nadgodzin, tylko minimalną określoną w kontrakcie liczbę dyżurów, czyli 160 godzin zamiast 500. Kto obstawi resztę? Ludzi nie ma, więc karetki nie wyjadą – zapowiada związkowiec.
226 szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) funkcjonuje w systemie ratownictwa
160 izb przyjęć współpracuje z systemem