Choć publikację w Dzienniku Urzędowym Ministra Zdrowia zarządzeń w sprawie powołania Rady Społecznej Debaty „Wspólnie dla Zdrowia” oraz Zespołu Zadaniowego „Efekt Zdrowie” dzieli tylko półtorej godziny, formułę obydwu tych zarządzeń dzieli przepaść.
Reklama



Różnice widać już w samych tytułach zarządzeń. Jedno z nich mówi o utworzeniu Zespołu Zadaniowego, drugie o powołaniu Rady Społecznej Debaty. Użyte nieprzypadkowo słowa odzwierciedlają sens i cel decyzji ministra zdrowia. Z natury rzeczy zespół zadaniowy ma konkretne zadania do zrealizowania. W tym wypadku obejmują one wypracowanie koncepcji poprawy efektywności systemu ochrony zdrowia. Efektywność służy pacjentowi – poprawia dostępność i jakość świadczeń, powoduje wzrost zdrowotności społeczeństwa, przyczynia się do rozwoju gospodarki. To są konkretne działania, których można i należy oczekiwać od każdego ministra zdrowia.
W przypadku drugiego zarządzenia, celem jest wypracowanie przez dialog społeczny wspólnego stanowiska dotyczącego efektywnego sposobu gospodarowania zwiększonymi środkami na ochronę zdrowia. Warto zauważyć, że rady powołuje się zasadniczo w trzech celach – gdy nie wiemy, jak rozwiązać dany problem, gdy chcemy rozproszyć odpowiedzialność za przyszłe decyzje lub gdy chcemy wykorzystać spór w łonie tak powołanej rady, aby uzasadnić podjęcie decyzji według własnego uznania. Należy zgodzić się z poglądem, że mądre wydanie pół biliona złotych nie jest zadaniem prostym. Ale czy rada złożona z 65 członków jest w stanie uzgodnić stanowisko idące dalej niż tylko odnoszące się do szczytnych celów zaspokojenia potrzeb pacjentów, personelu, podnoszenia zdrowotności, jakości życia i rozwoju gospodarki? Nawiasem mówiąc , w tym celu nie trzeba powoływać żadnej rady, a wystarczy sięgnąć do dokumentów WHO, OECD, Komisji Europejskiej, czy przede wszystkim polskich opracowań organizacji pacjentów, pracodawców, środowisk przemysłowych. Jakby tego było mało, z powołaniem tej rady wiąże się jeszcze jedno zagrożenie – wpisanie jej prac w okres przedwyborczej debaty. Nawet zakładając inne intencje ministra zdrowia , trudno nie dostrzec zbieżności dat, podobieństwa działań.

Reklama
Różnice w obydwu zarządzeniach potęguje odmienne podejście do składu powołanych ciał. Zespół zadaniowy „Efekt Zdrowie” to grupa 25 specjalistów reprezentujących tak oczekiwane interdyscyplinarne podejście w rozwiązywaniu problemów ochrony zdrowia. Łączy ekspertów z obszaru polityki społecznej, organizacji i finansowania świadczeń zdrowotnych, oceny technologii medycznych i taryfikacji świadczeń, technologii informatycznych w ochronie zdrowia, ładu organizacyjnego, zarządzania, bankowości, finansów, przetwarzania wielkich zbiorów danych, aplikacji transakcyjnych oraz zarządzania wielkimi projektami. To brzmi konkretnie, a jeśli przeanalizować nazwiska członków zespołu, to jest konkretne.
Oczywiście, nie można zarzucić członkom Rady Społecznej Debaty, że nie są wybitnymi specjalistami w reprezentowanych przez siebie dziedzinach czy środowiskach. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ich zaplanowana rola nie polega na odpowiedzeniu na konkretne wyzwania ochrony zdrowia, a sprowadza się do uczestniczenia w dyskusji, która ma absorbować uwagę społeczną, rozładować emocje i wyjść naprzeciw oczekiwaniom partycypacji. Wątpię przy tym, że taka fasadowa forma partycypacji może zastąpić umocowaną ustawowo, z odpowiednimi prerogatywami, Radę Dialogu Obywatelskiego, na której inicjatywę powołania wciąż oczekujemy. Także wieloletnie doświadczenia Rady Dialogu Społecznego, a wcześniej Trójstronnej Komisji ds. Społeczno- - Gospodarczych , pokazują, że w ochronie zdrowia partnerzy społeczni i rząd nie mogą uzgodnić wspólnego stanowiska w znacznie prostszych sprawach niż wydatkowanie pół biliona złotych.
W koncepcji Rady Społecznej Debaty „Razem dla Zdrowia” brak mi podejścia, jakie przyświecało ministrowi zdrowia przy kształtowaniu składu Zespołu Zadaniowego „Efekt Zdrowie”. Nie dostrzegam tu przedstawicieli świata finansów, przemysłu (poza farmaceutycznym i wyrobów medycznych), nowych technologii i wielkoskalowych rozwiązań. Nie zastąpią ich przedstawiciele organizacji pracodawców. Warto zastanowić się , jaką dynamikę uzyskałaby Rada, gdyby w jej składzie znaleźli się i podzielili doświadczeniem przedstawiciele – podaję wyłącznie dla przykładu – Apple’a, Asseco, Comarchu, Facebooka, Google’a, Microsoftu, gdyby dołączyli do niej eksperci Banku PKO BP, Euronetu, Krajowej Izby Rozliczeniowej, Polskiej Izby Ubezpieczeń, gdyby wspierali ich przedstawiciele WHO, OECD, Banku Światowego, DG REGIO, gdyby zamiast tej liczby polityków i klinicystów zasiedli w Radzie ludzie, którzy dawaliby większą nadzieję na poszerzenie horyzontu konkluzji.
Skoro można było obrać ten innowacyjny, interdyscyplinarny kierunek myślenia w przypadku Zespołu Zadaniowego „Efekt Zdrowie”, to co broniło przyjąć analogiczną koncepcję w przypadku dyskusji o pół bilioni a złotych? Myślę, że odpowiedź brzmi prozaicznie. Chodzi o cel prac Rady – nie ten sformułowany w treści zarządzenia, a ten faktyczny. Poznamy go za rok. Czy to oznacza, że uczestnicy Rady nie wypracują wartościowych konkluzji? Z pewnością powstanie zbiór cennych postulatów i szeroki raport dokumentujący dyskusję. Czy będzie miał jednak siłę sprawczą? Czy będzie można go zoperacjonalizować?
Rzeczywistość kształtują zespoły takie jak „Efekt Zdrowie”. Co do siły oddziaływania Rady Społecznej Debaty jestem sceptyczny. Od 31 stycznia 1985 r., dnia , kiedy francuski ekonomista Jacques Delors, przyszły przewodniczący Komisji Europejskiej, zainicjował w trakcie spotkania w leżącym nieopodal Brukseli pałacu Val-Duchesse sformalizowany dialog społeczny, zadaniem „wspólnych stanowisk” nie jest zmiana rzeczywistości, a wyrażanie intencji i wysłuchiwanie poglądów. To też ważne we wzajemnym zrozumieniu stron dialogu. Ale w 1985 r. kierunkowe decyzje o powołaniu sześć lat później Unii Europejskiej były już podjęte. Tak samo powinno być w przypadku pół biliona złotych. Już dziś rząd powinien wiedzieć, jak je wyda. W polityce najpierw ustala się cele, potem szuka sojuszników i kalkuluje budżet. Nigdy na odwrót. Do tego potrzeba jednak wizji i pragmatycznych decyzji, a w konsekwencji innej rady i innych intencji jej prac.