NFZ wprowadza programy opieki koordynowanej, ale początki są ciężkie. Fundusz – jak wynika z naszych informacji – zawarł umowy na kompleksową opiekę po zawale (KOS-zawał) tylko z 24 placówkami w skali całego kraju. Część regionów nadal jest jej pozbawiona.



Niejasna sytuacja jest na Śląsku, gdzie jak twierdzą szpitale, NFZ ustalał z nimi uruchomienie programu, zaczęto przyjmować pacjentów, ale w końcu umów nie podpisano. A to oznacza, że koszt dodatkowo udzielonej opieki spadnie na same placówki. Przyjęcia na razie wstrzymano. – Planujemy podpisanie umów od 1 stycznia, może uda się to wcześniej – poinformowano nas w śląskim oddziale funduszu. Centrala NFZ twierdzi, że wszędzie gdzie są one już zawarte, zapłaci za świadczenia.
Reklama
Powód, dla którego nie wszystkie regiony mają już kompleksową opiekę, jest prosty – brakuje pieniędzy. Na przykład koordynowaną opiekę dla kobiet w ciąży realizuje ok. 20 szpitali z kilkuset przyjmujących porody, a placówki twierdzą, że sama konstrukcja rozliczania świadczeń pozostawia wiele do życzenia. Koordynowanej opieki dla osób wymagających wszczepienia endoprotez – w ogóle nie ma, wciąż trwają prace.

Reklama
Opieka przez 12 miesięcy
Zwykle jest tak: pacjent wymaga operacji, szpital ją wykonuje, a potem chory ma radzić sobie sam. Staje w długiej kolejce do specjalistów, czeka miesiącami na rehabilitację i po roku często okazuje się, że kosztowne zabiegi szpitalne w części lub w całości idą na marne. A w międzyczasie chory z powodu słabej opieki generuje dodatkowe koszty – zwolnień lekarskich czy ponownych wizyt w szpitalu. Stąd placówka realizująca KOS-zawał miała „prowadzić za rękę chorego” przez kolejny rok, a świadczenia miały być udzielane bezlimitowo. Chodziło m.in. o przynajmniej cztery wizyty u kardiologa, rehabilitację, ponowne zabiegi, jeśli okazałoby się to niezbędne, badania diagnostyczne.
– KOS-zawał to świetne rozwiązanie, chwalone i przez pacjentów, i przez lekarzy. Warto, by było realizowane na jak najszerszą skalę – podkreśla Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Dla wszystkich czy dla wybrańców?
NFZ miał wątpliwości, czy dać zawałowcom odpowiednią opiekę bez ograniczeń, ale resort zdrowia nalegał i postawił na swoim.
– Leczenie zawału jest bezlimitowe. To ratowanie życia, ale pacjent wymaga dalszej opieki. Wprowadzenie limitu oznaczałoby, że lekarze musieliby wybrać, komu pomóc. To decyzja mająca wpływ na szanse powrotu do sprawności, a także (co wynika z najnowszych danych naukowych) zwiększająca szanse na przeżycie o kilkadziesiąt procent – mówi dr Zbigniew Eysymontt, dyrektor Śląskiego Centrum Rehabilitacji i Prewencji w Ustroniu, który jako ekspert brał udział w pracach nad KOS-zawał.
MZ też twierdziło, że nie będzie dzielić zawałowców na gorszy i lepszy sort. Ale NFZ prawdopodobnie zarezerwował za mało środków, jego fundusze wydrenowała m.in. sieć szpitali. – Jeżeli ośrodek chce i ma możliwości, by świadczyć koordynowaną opiekę, powinien dostać za to pieniądze, ale w regionach dyrektorzy oddziałów NFZ mówią, że ich nie mają – dodaje Eysymontt. Jego placówka miała być podwykonawcą rehabilitacji dla siedmiu szpitali, bo ma wykwalifikowane kadry i świetny sprzęt. Ale wraz z wstrzymaniem programu na Śląsku, ograniczyła działania. – Lepsza opieka kosztuje, ale i generuje oszczędności. Pacjenci krócej są na zwolnieniu lekarskim, mniej jest powtórnych hospitalizacji – dodaje Eysymontt.
Brak opieki często przekreśla taką możliwość. – Nasza placówka mogłaby leczyć dwa razy więcej osób po zawale, ale mamy za mały kontrakt. Musiałem wstrzymać przyjmowanie dodatkowych pacjentów, bo KOS-zawał wstrzymano, a równocześnie NFZ przestał płacić za chorych przyjmowanych dodatkowo. Teoretycznie po zawale w ciągu 56 dni mają prawo do rehabilitacji kardiologicznej, ale jeśli są kolejki, to ten czas mija i nie są w stanie skorzystać z uprawnienia – wyjaśnia dyrektor. ⒸⓅ