Po tym, jak wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki zaczął torpedować plany resortu zdrowia bijące w przedsiębiorców, do gry wchodzi kolejny członek rządu.

Wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin w czasie spotkań z ekspertami i politykami nie szczędzi ostrych słów Konstantemu Radziwiłłowi. Chciałby złagodzenia zdrowotnych planów rządu, by uniknąć niepotrzebnych perturbacji, i ma już gotowe postulaty. Opracował je Andrzej Sośnierz, wiceszef sejmowej komisji zdrowia z PiS.

Sośnierz to były prezes NFZ, a wcześniej śląskiej kasy chorych.

Złe rozumienie programu?

Sośnierz w rozmowie z DGP podkreśla, że program PiS nie określał szczegółów, a Radziwiłł wybrał zbyt radykalne i często wręcz szkodliwe rozwiązania.

– W programie nie było mowy o likwidacji systemu ubezpieczeniowego, przywróceniu budżetowania szpitali czy wyeliminowaniu placówek prywatnych – podkreśla Sośnierz. Jego zdaniem program PiS można zrealizować zupełnie inaczej, nie zmieniając zapisu programu i usprawniając system z korzyścią dla pacjentów. – Niestety, działania podjęte przez MZ to często nie naprawa, lecz przywrócenie wielu rozwiązań sprzed reformy z roku 1999. Co gorsza, odbywa się to chaotycznie, punktowo, w oparciu o niespójny zestaw rozwiązań z różnych parafii – stwierdza w dokumencie przygotowanym dla Gowina.

Według Sośnierza, spośród 18 punktów zdrowotnego programu PiS zrealizowano dwa: pożyteczne i niekontrowersyjne przywrócenie staży lekarskich oraz likwidację przymusu przekształcania w spółkę szpitali generujących długi. Ale – jak zaznacza, przy okazji tej drugiej zmiany skutecznie zniechęcono inwestorów (zakazy zbywania powyżej 49 proc. udziałów szpitala przez publicznych właścicieli oraz wypłaty dywidendy). Tymczasem byli oni motorem poprawy dostępu do świadczeń m.in. kardiologii inwazyjnej, dializ, zabiegów ortopedycznych i okulistycznych.

Ubezpieczenia zostaną

Zdaniem Sośnierza trzeba przede wszystkim odstąpić od planów likwidacji systemu ubezpieczeniowego. – Teraz i tak właściwie wszyscy mają z tego lub innego tytułu prawo do opieki zdrowotnej. A likwidacja składki grozi tym, że potrzeby zdrowotne będą musiały ulec innym planom rządu – wyjaśnia. I przypomina, że tak było przed 1999 r., gdy część planowanych na zdrowie pieniędzy z budżetu szła na inne cele. Po obiecanej przez PiS likwidacji NFZ powinno się oddać kompetencje oddziałów w ręce niezależnych kas chorych, jak było w latach 1999–2003. Centralę funduszu zastąpiłby Urząd Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych. – Z kolei obietnicę powrotu do budżetowej służby zdrowia można przekuć w przepisy przywracające takie finansowanie dla procedur innowacyjnych, wysokospecjalistycznych kosztownych i rzadkich, np. przeszczepów – mówi Sośnierz.

Sieć do zarzucenia

Za szkodliwą uznana została też planowana sieć szpitali. Mają się w niej znaleźć wszystkie lub niemal wszystkie szpitale publiczne (listę poznamy 27 marca). Sośnierz proponuje porzucenie obecnego projektu i budowę sieci szpitali wojewódzkich i wysoko- oraz wąskospecjalistycznych (np. klinicznych czy instytutów), co byłoby prostsze i mniej kontrowersyjne. Poza pieniędzmi ze składek dostawać mogłyby one dodatkowe z budżetu. – To propozycja godna rozważenia. Warto pamiętać, że gdy w 2007 r. prof. Zbigniew Religa jako minister chciał wdrożyć sieć, Radziwiłł krytykował próbę włączenia do niej m.in. wszystkich szpitali powiatowych – mówi Grzegorz Byszewski, ekspert Pracodawców RP.

Sośnierz jest też przeciwny eliminacji prywatnych placówek z rynku, co może być efektem sieci proponowanej przez MZ.

Telemedycyna i e-karty

Wśród postulatów nie mogło zabraknąć konika Sośnierza, czyli powrotu do budowy systemu Rejestru Usług Medycznych (RUM). Kierowana przez niego śląska kasa chorych wdrożyła e-karty pacjenta kilkanaście lat temu. Teraz ma się tym zająć resort cyfryzacji, co zdaniem byłego szefa NFZ zablokuje projekt. Z rozwiązań technologicznych stawia też na telemedycynę, m.in. w zakresie nadzoru czynności życiowych u samotnie mieszkających seniorów, którzy w razie np. zawału nie są w stanie wezwać karetki. Pozytywne aspekty dostrzega za to w planach zmian w podstawowej opiece zdrowotnej. Powierzenie lekarzom rodzinnym budżetu na wizyty ich pacjentów u specjalistów może ograniczyć nieuzasadnione wizyty w poradniach, na które nalegają pacjenci. Ale ma też obawy, że ograniczenia mogą pójść zbyt daleko.

Kto zawinił?

W dokumencie oceniającym resort zdrowia pod kierownictwem Radziwiłła czytamy, że w większości postulatów wybrał gorsze lub złe metody. – Ideologicznie wybrany sposób realizacji lokuje go na lewicy z elementami populizmu – stwierdza Sośnierz.

Niemal wszystkie z najbardziej krytykowanych zmian to projekty wiceministra Piotra Gryzy (informatyzacja, likwidacja NFZ, ubezpieczenia, sieć szpitali). – W kierownictwie MZ akurat tę osobę umieścił PiS i przyznał jej taką, a nie inną rolę – twierdzi jeden z polityków.

Eksperci uważają, że opracowanie to dobry punkt wyjścia do dyskusji. – Bardzo dobrze, że tworzy się drugi program. Obecne rozwiązania Ministerstwa Zdrowia nie zyskały zbyt wielu dobrych recenzji, czego dowodem może być zgłoszenie ponad 300 uwag od partnerów społecznych i instytucji do ustawy o sieci – mówi Jerzy Gryglewicz, ekspert Uczelni Łazarskiego. – Jestem zwolennikiem utrzymania systemu ubezpieczeniowego, gdyż w większości państw europejskich uzyskuje pozytywne oceny pacjentów, w przeciwieństwie do systemu budżetowego – dodaje.

– Minister zdrowia się zagalopował, a dokument Sośnierza to w tej chwili głos rozsądku, zwłaszcza w kwestii likwidacji ubezpieczenia – mówi jeden z byłych wiceministrów zdrowia.