statystyki

Nie wszędzie i nie wszystkich głowa boli jednakowo

autor: Klara Klinger04.01.2017, 07:29; Aktualizacja: 04.01.2017, 08:06
Liczba hospitalizacji nie oddaje skali zjawiska, jakim jest ból głowy.

Liczba hospitalizacji nie oddaje skali zjawiska, jakim jest ból głowy.źródło: ShutterStock

Silne bóle głowy wymagające hospitalizacji najbardziej dokuczają 44-letniej mieszkance Podkarpacia.Statystycznie. Najmniej odczuwają je mieszkańcy Pomorza.

W ciągu roku ponad 35 tys. pacjentów trafia do szpitali z bólem głowy. To aż ok. 10 proc. wszystkich hospitalizacji dotyczących 30 głównych schorzeń Polaków, jakie resort zdrowia wziął pod lupę, tworząc mapy potrzeb zdrowotnych, o których pisaliśmy wczoraj. Zdaniem autorów opracowania odsetek jest niepokojący. – Wydawałoby się, że nie jest to powód do pobytu w szpitalu – mówi jeden z twórców map.

Średnio do szpitala z powodu bólu głowy trafia niemal 95 osób na każde 100 tys. Polaków, a czas pobytu wynosi 3–4 dni. To średnia. Są jednak ogromne różnice między regionami.

W czterech województwach ciągnących się z południowego wschodu na północny zachód – od Podkarpacia do Wielkopolski – wskaźniki są najwyższe. Z kolei cały pas zachodni od Dolnego Śląska do Pomorskiego może pochwalić się najmniejszą liczbą pacjentów leczonych z powodu bólu głowy.

Ból głowy

Ból głowy

źródło: Dziennik Gazeta Prawna


Pozostało jeszcze 55% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • Konjec okradania panstw bylych p. RWPG w UE ?(2017-01-04 11:11) Zgłoś naruszenie 10

    Nieudanych, totalnych z opzycji PO,PSL,.NOW-kod glowy bola, bardzo ! ! ! A w Europie ? ? ? Rozpad UE i milti-kulti, ha, ha, ha . Wiosna narodów Podkreślmy na koniec jeszcze raz – sam fakt, że porażka Hofera została powitana przez eurolewicę z taką ulgą i euforią, świadczy o tym, że nastroje społeczne uległy znaczącemu przesunięciu – i że jest to przesunięcie trwałe. Od tej pory tak już będzie – w jednym kraju wygrają „liberałowie”, w innym „populiści”, ale zawsze będzie to niepewne aż do końca. Już wkrótce cała postępowa Europa będzie kurczowo wpijać palce w poręcze foteli, śledząc wybory prezydenckie we Francji i wynik Marine Le Pen, tudzież nerwowo śledzić przyrost sondażowych słupków niemieckiej AfD. Zwróćmy uwagę, że do tej pory taka niepewność była zarezerwowana dla pojedynków między, dajmy na to, socjaldemokratami a chadekami, czyli tradycyjnie dominującymi siłami politycznymi egzystującymi zgodnie w mainstreamie. Teraz zaś cały mainstream, bez względu na wewnętrzne różnice będzie musiał się napinać, żeby pokonać jednego „populistę” czy antyestablishmentowe ugrupowanie, i to bez gwarancji sukcesu. Narody, społeczeństwa – dotąd pogardliwie spychane na margines – odzyskują głos i oby to właśnie one (nareszcie!) zadecydowały o przyszłości Europy.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane