Duża rodzina to klient niszowy dla polskich touroperatorów. W ubiegłym roku wyjazdy dla dwóch osób dorosłych i trojga dzieci stanowiły niecałe 2 proc. wszystkich zakupionych wycieczek – wynika raportu Travelplanet.pl, największego internetowego pośrednika sprzedaży wycieczek. W tym roku nie należy oczekiwać spektakularnych zmian.

– Widzimy, że z każdym rokiem przybywa dużych rodzin, które chcą wyjechać na zorganizowany urlop. Dlatego sukcesywnie zwiększamy dla nich ofertę. Jej udział w całości sięga już 5 proc. – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, która rocznie wysyła na wakacje ok. 900 tys. klientów. – Ponad 70 proc. naszych hoteli ma specjalne pokoje dla dwóch osób dorosłych z dwójką dzieci, a w 50 proc. obiektów są dostępne pokoje pięciosobowe – wyjaśnia Magdalena Plutecka z Neckermanna. Exim Tour wylicza, że już w 130 hotelach z 1,5 tys. dostępnych w jego ofercie może zarezerwować pokój dla rodziny 2+3.

Dlaczego zatem trudno znaleźć coś w rozsądnej cenie? – Oferty dla rodzin rezerwują się bardzo szybko. Właściwie w okresie przedsprzedaży, kiedy wybór jest największy, można też skorzystać nie tylko z tradycyjnych zniżek towarzyszących ofercie first book, ale uzyskać dodatkowe benefity, jak parking gratis czy tylko 5-proc. zaliczka na poczet rezerwacji – dodaje Magdalena Plutecka. Przedstawiciele innych biur podkreślają, że na wrzesień i październik przypada największe zainteresowanie. Wówczas sprzedaje się zdecydowana większość tego rodzaju wycieczek.

– Statystyki pokazują, że byliśmy zbyt ostrożni w prognozach dotyczących wielkości tego segmentu rynku. Zapotrzebowanie jest znacznie większe niż podaż. W rezultacie zostało niewiele wycieczek z pokojami rodzinnymi – komentuje Piotr Henicz.

A rozszerzenie oferty w tym segmencie nie jest takie proste. – Z dużym wyprzedzeniem rodzinne pokoje wyprzedają się w całej Europie. W Wielkiej Brytanii z systemów rezerwacyjnych biur znikają już w czerwcu – zauważa Marcin Małysz, dyrektor ds. operacyjnych w Exim Tour. O te same pokoje w hotelach walczą tour operatorzy z różnych krajów. – Najbardziej popularne są dwuosobowe z możliwością dostawki. Pokoje dla dwóch osób dorosłych i dwójki czy trójki dzieci to rzadkość – dodaje Piotr Henicz.

Polskie biura często przegrywają w walce z zagraniczną konkurencją. Tylko najwięksi krajowi gracze rezerwują je, dokonując przedpłaty przed sezonem, mając w ten sposób zabukowany dostęp do nich. Tymczasem zagraniczne biura podróży, zwłaszcza niemieckie, w taki właśnie sposób prowadzą biznes. To sprawia, że u nich wciąż można kupić wycieczkę z noclegiem w pokoju rodzinnym, podczas gdy u nas w tej chwili o takie już trudno.

Polskie rodziny, kupując wczasy, muszą się zadowolić pokojami dwuosobowymi z dostawką lub nawet trzyosobowymi i wziąć ich przynajmniej dwa. To bardzo podnosi koszty wyjazdu. – Dzieci, które nie śpią na dostawce, płacą za nocleg jak dorośli. Nie korzystają w związku z tym z bonifikaty, jaką daje pokój rodzinny – mówi Piotr Henicz. Zapewnia, że jego biuro rezerwuje pokoje rodzinne w systemie przedpłat. Problem w tym, że one w większości szybko się wyprzedały. Teraz można znaleźć takie pokoje w ofercie hoteli, ale tylko na specjalne zamówienie, a to oznacza brak zniżek, co powoduje, że oferta nie jest atrakcyjna.

Branża nie kryje, że nie planuje oferty dla dużych rodzin z rozmachem, również dlatego, że to ryzykowny klient. – Niepewny, gdyż zwykle nie jest zbyt zamożny. W jednym roku może wyjechać z biurem podróży, ale w kolejnym już nie – podkreśla Andrzej Betlej, analityk z Instytutu Badań Rynku TravelData. Zwraca uwagę na jeszcze jedną swoją obserwację – to klient, który często podróżuje w grupie, np. z inną dużą rodziną. Ważne są więc nie tylko jego preferencje, ale i „partnera turystycznego”.

Touroperatorom nie opłaca się zarezerwowanie i opłacenie z góry większej liczby pokoi rodzinnych, bo jeśli okazałoby się, że nie znajdą na nie chętnych, musieliby je wynająć mniejszej liczbie osób ze stratą.

Efekt jest taki, że polskie rodziny coraz częściej propozycji na wakacje szukają w biurach za naszą zachodnią granicą, a nasi touroperatorzy nie korzystają z programu „Rodzina 500 plus”. Może dlatego, że trochę sparzyli się w 2016 r. W pierwszym roku działania programu przygotowali bogatą ofertę, licząc na duży wzrost liczby klientów. Nastąpił rzeczywiście duży skok wyjazdów dzieci i młodzieży z biurami podróży, ale już w 2017 i 2018 r. sytuacja wróciła do poziomu sprzed uruchomienia rządowego programu. – Trudno przesądzić, czy to był skutek niedopasowanej oferty. Gdyby tak było, branża nie zanotowałaby tego skoku wyjazdów w 2016. Upatrywałbym przyczyn raczej w zmianie preferencji dotyczącej wydawania pieniędzy z 500 plus – kwituje Jarosław Kałucki z Travelplanet.pl.