Jak przekonać kierowców do przesiadki do komunikacji miejskiej – zastanawiano się podczas Kongresu Transportu Publicznego. – W ciągu najbliższych lat marchewka będzie stosowana częściej niż kij. Raczej będą trwały zakupy taboru, będą się poprawiać skomunikowanie i czasy przejazdu, niż pojawiać nowe opłaty parkingowe w centrach miast – ocenia Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Według eksperta do bardziej restrykcyjnych działań, np. ewentualnych opłat za wjazd do centrów miasta, samorządy wrócą, ale nie wcześniej niż po zakończeniu perspektywy finansowej 2014–2020.
Reklama
W funkcjonowaniu transportu publicznego miałaby pomóc ustawa metropolitalna, która czeka na podpis prezydenta. Nowe prawo wprowadzi czytelne zasady współfinansowania – przy udziale środków centralnych – transportu publicznego na terenie 10 aglomeracji liczących ponad pół miliona mieszkańców. Dzisiaj jest z tym różnie, np. z powodu buntu jednej gminy na terenie powiatu wołomińskiego upadł pomysł wspólnego biletu na kluczowej linii kolejowej w aglomeracji warszawskiej.

Reklama
– Żeby przyciągnąć kierowców, potrzebny jest lepszy standard, czyli nakłady na tabor. W dalszej kolejności miasta inwestują w sterowanie ruchem i systemy informacji pasażerskiej. Ale dla działania systemu niezbędne są też inwestycje w twardą infrastrukturę – tłumaczył prezes grupy Tines Tomasz Szuba.
Miasta inwestują ostatnio w nowe środki transportu. Wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz podkreślił, że cennym uzupełnieniem systemu transportu zbiorowego okazał się system roweru publicznego Veturilo. Ten w ciągu trzech lat rozrósł się już do ponad 3,5 tys. rowerów, a liczba wypożyczeń przekroczyła 5 mln.
Według prezesa Nextbike Polska Tomasza Wojtkiewicza dziś na świecie funkcjonuje ponad 150 tys. rowerów miejskich. Eksperci podkreślają, że w Polsce takie pojazdy w świadomości mieszkańców upowszechniły ekonomię współdzielenia (ang. sharing economy). Kolejny krok po rowerze to car sharing, czyli system samochodu publicznego. – W Dusseldorfie za 75 euro miesięcznie można korzystać z autobusu i roweru oraz publicznego roweru i samochodu. Do mieszkańców dociera, że można żyć wygodnie w mieście, nie posiadając własnego auta – przekonuje Tomasz Wojtkiewicz.
Bank Gospodarstwa Krajowego zapowiada, że przygotowuje mechanizmy finansowania transportowej infrastruktury samorządowej w horyzoncie dłuższym niż 10–15 lat.
– Planujemy korzystać z naszego nowego ratingu uwzględniającego też wartość społeczną danej inwestycji. To jest wartość dodana, którą będziemy brać pod uwagę, podejmując decyzję o dofinansowaniu – zapowiedział podczas Kongresu Transportu Publicznego Radosław Stępień, wiceprezes BGK. Chodzi o przeliczenie jej wpływu na jednostkę, np. spowolnienie zjawiska rozlewania się miast (to bardzo podnosi koszty obsługi transportu) i korzyści ze zmniejszenia udziału ruchu samochodowego w transporcie ogółem.