Planowana zmiana stref poboru opłat lotniskowych może doprowadzić do wzrostu cen biletów za połączenia realizowane spoza Warszawy. Ucierpią na tym przede wszystkim mniejsze, regionalne porty i tanie linie.
Reklama
Odprawy pasażerów / Dziennik Gazeta Prawna
Zapowiadany przez rząd podział stref poboru opłat terminalowych na Warszawę i resztę kraju doprowadzi do podwyżki stawek dla linii lotniczych korzystających z lotnisk regionalnych. W 2017 r. kwota wzrośnie z obecnych 740 zł do prawie 1000 zł za lądowanie, podczas gdy dla Lotniska Chopina spadnie do 550 zł.
Obecnie w Polsce obowiązuje jedna strefa poboru opłat. Przewoźnicy – niezależnie od tego, gdzie lądują – płacą tyle samo, a środki trafiają na konto Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Ta zaś finansuje z tego źródła inwestycje w infrastrukturę do zarządzania przestrzenią powietrzną. – Choć w takim modelu bogate lotniska finansują utrzymanie uboższych, wydaje się, że dotychczasowe rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe – uważa szef portu lotniczego w Bydgoszczy Tomasz Moraczewski.
Najbardziej rażący przykład dotyczy lotniska w podwarszawskim Modlinie. Za taki sam samolot, który wyląduje w tym porcie, przewoźnik zapłaci więcej niż w przypadku lądowania w samej Warszawie. Dlatego przedstawiciele branży spekulują, że zmiana przepisów jest robiona pod LOT, który właśnie w stolicy chce rozwijać swoją bazę. Przedstawiciele tej linii narzekali, że państwo robi niewiele, by zmniejszyć obciążenia narodowego przewoźnika. – Tylko dlaczego ucierpieć mają pasażerowie i porty regionalne, a zyskać tak naprawdę tylko LOT? – zastanawia się Moraczewski.
Na razie trudno ocenić, jak to się przełoży na ceny biletów, bo – jak mówią w portach – samolot samolotowi nierówny, a symulacje wzrostu stawek dotyczą średniej klasy maszyn, takich jak boeing 737 czy airbus 320, które zabierają na pokład ponad 100 osób. Wzrost opłaty rzędu 200–300 zł w tym przypadku wydaje się niewielki. Sprawa wygląda poważniej, gdy taki wzrost zestawimy z oferowanymi przez tanie linie biletami po kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych.
– Linie lotnicze obciążane wyższymi kosztami zostaną zmuszone do przerzucenia opłat na pasażerów. Zdrożeją bilety, a w drastycznych przypadkach linie mogą nawet rezygnować z mniejszych lotnisk i oferować swoje połączenia tylko z Warszawy – uważa Moraczewski. Koszty dla pasażerów to tylko jedna strona medalu. – Drugim, pośrednim skutkiem takiego rozwiązania będzie przerzucenie na władze samorządowe konieczności dodatkowego wsparcia finansowego regionalnych portów lotniczych – dodaje Moraczewski.
Już dziś porty regionalne w Polsce – podobnie jak 80 proc. wszystkich lotnisk w UE – potrzebują środków publicznych, by zbilansować swoją działalność. Wciąż jednak nie wiadomo, ile samorządy dopłacają do lotnisk, a strumienie środków publicznych bywają ukrywane pod płaszczykiem opłat marketingowych za reklamowanie regionów na pokładach tanich linii lotniczych. – Wprowadzane zmiany wymuszą dodatkowe wsparcie finansowe dla zachowania konkurencyjności portów i liczby oferowanych połączeń – uważa Moraczewski.
Co na to władze lotnicze? Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, pod której adresem są kierowane żale lotnisk regionalnych, umywa ręce. Według rzecznika tej instytucji Mikołaja Karpińskiego PAŻP nie kształtuje polityki państwa w zakresie rozwoju rynku lotniczego, a jedynie wykonuje przyjęte założenia. – Propozycja dwóch stref pobierania opłat terminalowych od 2017 r. została zawarta w „Planie skuteczności działania na lata 2015–2019”. Dokument został opracowany przez Urząd Lotnictwa Cywilnego, po czym przekazano go Komisji Europejskiej – mówi Karpiński.
Zmianę, którą wymuszają przepisy unijne, chwalą za to na Lotnisku Chopina. – Każda forma zwiększania atrakcyjności kosztowej naszego lotniska jest przez nas mile widziana. Naszym zdaniem propozycja PAŻP jest sprawiedliwa. Lotnisko Chopina obsługuje prawie połowę ruchu lotniczego, a zatem siłą rzeczy wykorzystanie infrastruktury jest dużo bardziej intensywne, a co za tym idzie – tańsze – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik Portów Lotniczych, które zarządzają warszawskim lotniskiem.
Związek Regionalnych Portów Lotniczych, który zrzesza regionalne porty, liczy, że zmiany wciąż można zatrzymać. Organizacja proponuje dwa rozwiązania. Pierwsze to utrzymanie obecnego rozwiązania, czyli jednej stawki dla wszystkich portów. Ale to niejedyna alternatywa. – Preferowanym przez lotniska rozwiązaniem jest stworzenie niezależnych stref dla każdego z lotnisk – usłyszeliśmy w związku. Takie podejście przełożyłoby się na obniżenie opłat lotniskowych dla linii lotniczych, a tym samym niższe koszty biletów. Zwiększyłoby też – albo chociaż zachowało na obecnym poziomie – konkurencyjność cenową tych portów w stosunku do lotniska w Warszawie. W takim modelu poszkodowanymi będą jedynie stołeczny port lotniczy oraz... LOT.