Przedłużająca się pandemia mocno uderza w tradycyjne linie, w tym LOT. Przewoźnik rozwój w dużej mierze oparł na połączeniach długodystansowych – do USA i Azji. Tymczasem możliwości latania na tych trasach z powodu utrzymywanych zakazów wciąż są mocno ograniczone. Szanse na pewne odbicie daje decyzja Stanów Zjednoczonych, by od listopada otworzyć się na zaszczepionych Europejczyków.
W efekcie LOT przywraca od grudnia połączenia do Miami i znacznie większą częstotliwość rejsów do Nowego Jorku i Chicago, które na razie dostępne są jedynie dla obywateli amerykańskich. Prezes LOT Rafał Milczarski spodziewa się, że jeszcze długo z Polski nie będzie można za to latać do wielu krajów azjatyckich, np. do Chin, Indii czy na Sri Lankę. W efekcie spółka już zaczyna przyznawać, że udzielona pod koniec zeszłego roku pomoc publiczna (2,9 mld zł) najpewniej nie wystarczy. Milczarski przewiduje, że pod koniec roku będzie jasne, jak wielkie powinno być kolejne wsparcie. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) na konferencji w Bostonie przyznało, że branża lotnicza do rentowności może powrócić w 2023 r.