Z przepytanych przez nas miast tylko Wrocław, Lublin i Rzeszów nie planują zmian w taryfach biletowych.

Skąd takie pospolite ruszenie samorządów w kwestii komunikacji miejskiej? Tłumaczenie zazwyczaj jest identyczne – wzrost kosztów funkcjonowania spowodowany m.in. cenami paliwa, inflacją, amortyzacją czy wreszcie kolejnymi inwestycjami w sieć komunikacyjną. Kraków uzasadnia, że w 2007 r. wpływy z biletów pozwalały opłacić 76 proc. kosztów funkcjonowania sieci przewozowej. W tym roku wskaźnik ten spadł do 63 proc., a miasto nie chce pokrywać rosnącej różnicy z własnego budżetu. Z kolei warszawski ZTM twierdzi, że do każdego jednorazowego biletu za 3,60 zł miasto dopłaca 6,60 zł. Dla kontrastu zaznacza, że wpływy z biletów w zeszłym roku pokrywały w stolicy 30 proc. wydatków, podczas gdy w Gdańsku było to 46 proc., w Lublinie – 58 proc., a w Olsztynie – 60 proc.

Eksperci nie mają wątpliwości – do regularnych podwyżek, takich jak ta przyszłoroczna, musimy się przyzwyczaić. – Komfort, dostępność, wyższa jakość transportu publicznego muszą kosztować i od tego nie uciekniemy. Pytanie oczywiście, gdzie jest granica tych podwyżek – zastanawia się Henryk Klimkiewicz, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Samorządy czasem myślą, że koszty kończą się w momencie zakupu taboru. A zapominają, że potem dochodzą przecież koszty utrzymania. Obecne podwyżki są po części skutkiem takiego podejścia – uważa ekspert. Dodaje, że to nastawienie na szczęście się zmienia. Łódź, budując kolej aglomeracyjną, po raz pierwszy ogłosiła przetarg dotyczący nie tylko zakupu taboru, lecz także jego utrzymania przez 10 lat.

Pytanie tylko, czy wprowadzając podwyżki, miasta nie zniechęcają do korzystania z transportu publicznego tych, których nie stać na codzienne dojazdy samochodem, a którzy są największym płatnikiem. Wówczas dochody z biletów mogą spaść i trzeba będzie komunikację ograniczać. – Tendencja będzie taka, by chronić stałych użytkowników transportu miejskiego, a największymi kosztami obciążać osoby incydentalnie korzystające z tej formy podróżowania – tłumaczy Henryk Klimkiewicz.

Eksperci: trzeba się przyzwyczaić do regularnych podwyżek