Choć jest odpowiedzialny za przestrzeganie przepisów w pojeździe, nie ma uprawnień do kontroli podróżujących. To zadanie policji i straży miejskiej.
Osoby przestrzegające obowiązku noszenia ochronnych masek w tramwajach, autobusach czy warszawskim metrze wymagają od kierowcy bądź motorniczego interwencji, gdy wraz z nimi podróżuje pasażer bez takiego zabezpieczenia. Zazwyczaj nie przynosi to skutku. Przewoźnicy uważają bowiem, że głównym zadaniem kierowcy jest prowadzenie pojazdu, a nie upominanie podróżnych.

Co mówią przepisy

Reklama
– Zarówno pasażer, jak i kontroler znajdujący się w środkach publicznego transportu zbiorowego powinni przestrzegać obowiązku zakrywania ust i nosa, np. za pomocą maseczki czy części odzieży – wskazuje adwokat Dawid Suszyński prowadzący kancelarię adwokacką w Gdańsku. Obowiązek ten wynika z par. 19 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Rady Ministrów z 19 czerwca 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. z 2020 r. poz. 1066). O ile ludzie zwolnieni są z noszenia maseczek w miejscach ogólnodostępnych, jeśli zachowają odległość co najmniej 2 m od innych osób, o tyle w środkach publicznego transportu mają obowiązek zakrywać nos i usta niezależnie od odległości od innych pasażerów. Kierowcy zaś nie muszą posiadać maseczek, jeżeli są oddzieleniu od pasażerów w sposób uniemożliwiający styczność, np. ścianką z pleksi (par. 19 ust. 5 pkt 6 wspomnianego rozporządzenia).

Reklama
Kto jednak powinien sprawdzać, czy wspomniane przepisy są przestrzegane? Inspektor Mariusz Ciarka, rzecznik prasowy komendanta głównego Policji, mówi, że odpowiedzialnym za przestrzeganie przepisów w środkach komunikacji publicznej są przede wszystkim kierowcy i motorniczy. Dopiero w przypadku, gdy upomniane o założenie maseczki osoby nie chcą podporządkować się zaleceniom, prowadzący pojazd mogą wezwać policję lub straż miejską w celu podjęcia interwencji.

Ograniczona interwencja

Tomasz Sikora, rzecznik prasowy MPK we Wrocławiu, mówi nam, że kierowcy są poinstruowani, iż noszenie masek przez pasażerów jest obligatoryjne i używają mikrofonu oraz głośników wewnątrz pojazdów, by o tym obowiązku przypominać. Informacje o wymogu znajdują się również przy drzwiach do pojazdów oraz są wyświetlane na ekranach LCD w środku. Kierujący nie interweniują jednak bezpośrednio, gdy któryś z pasażerów nie przestrzega wymogów sanitarnych.
W podobnym tonie wypowiada się Agnieszka Magnuszewska, rzecznik prasowy MPK Łódź. Mówi ona, że kierowcy w ogóle nie mają podstaw prawnych upoważniających ich do sprawdzania, czy pasażerowie przestrzegają wytycznych sanepidu, i do wypraszania z pojazdu. To samo słyszymy od Marka Gancarczyka, rzecznika prasowego MPK SA w Krakowie. Potwierdza to również mec. Dawid Suszyński. Jego zdaniem wypraszanie pasażera przez kierowcę bądź wyłączanie silnika do czasu, aż osoba bez maski opuści pojazd, to pewna nadgorliwość, która nie ma poparcia w przepisach. Kierujący mają jednak oczywiście prawo do wezwania służb, które są uprawnione do przeprowadzenia kontroli.
Od Tomasza Sikory słyszymy, że do bezpośrednich interwencji zobligowani są kontrolerzy biletów. W przypadku stwierdzenia, że któryś z pasażerów nie zasłania ust i nosa, wręczają mu maskę (władze Wrocławia do tej pory rozdały ich już blisko 3 tys.). Jeśli ktoś nie chce jej założyć, jest wypraszany z autobusu, a gdy się opiera, wzywana jest policja. – Mieliśmy już kilkanaście takich przypadków – przyznaje Tomasz Sikora.

Pomoc służb

Jak się okazuje, miasta coraz częściej decydują się na taką współpracę. Kontrole z udziałem funkcjonariuszy odbywają się chociażby w Gdańsku, Wrocławiu czy Krakowie. Planuje je Łódź. Czy są skuteczne? Tomasz Sikora twierdzi, że tak. – Nasz monitoring w internecie na grupach facebookowych wykazuje, że ludzie pocztą pantoflową informują się o tym, że byli kontrolowani przez policję w autobusie. I już dziś widzimy sporą poprawę przestrzegania wymogów sanitarnych – mówi. Po nagłośnieniu przez media akcji kontrolnych również w innych miastach, zdecydowanie więcej osób zasłania nos i usta maseczką bądź inną częścią garderoby.
Dotychczas akcje służb zazwyczaj kończyły się upomnieniem przez funkcjonariuszy, ale z czasem mogą posypać się kary. Osoby, które lekceważą obowiązujące obostrzenia, mogą otrzymać mandat w wysokości do 500 zł. Sanepid zaś może na nie nałożyć dodatkowo karę administracyjną w wysokości do 30 tys. zł. Pasażer ma jednak prawo nie przyjąć mandatu i wówczas zostanie skierowany wniosek o ukaranie do sądu rejonowego. Na marginesie warto wskazać, że pojawiają się już pierwsze orzeczenia w tego typu sprawach. Sądy odmawiają wszczęcia postępowania o ukaranie za złamanie nakazu zakrywania nosa i ust, wskazując na brak podstaw prawnych umożliwiających ustanowienie takiego nakazu w drodze rozporządzenia (np. wyrok Sadu Rejonowego w Kościanie z 8 czerwca 2020 r., sygn. akt II W 71/20).
42 tys. osób pouczyła policja o obowiązku noszenia maseczek ochronnych od czasu obowiązywania przepisów w tym zakresie; z tego 13 tys. otrzymało mandaty