Rząd nie chce ujawnić, w jaki sposób rozdysponowano kilkaset milionów złotych w ramach funduszu, z którego finansowane są remonty dróg lokalnych – alarmują samorządowcy i żądają zmiany procedur na przyszłe nabory
W ramach Funduszu Dróg Samorządowych (FDS), jak deklaruje rząd, w tym roku pomiędzy gminy i powiaty rozdysponowanych zostanie ok. 6 mld zł, a w perspektywie 10 lat – ok. 36 mld zł. Choć tegoroczne nabory zostały już rozstrzygnięte, wielu samorządowców wciąż kwestionuje zasady przyznawania pieniędzy.
Chodzi im zwłaszcza o dwie pozycje: ponad 500 mln zł, jakie do dyspozycji w ramach FDS miało Ministerstwo Obrony Narodowej na projekty obronne oraz ponad 200 mln zł, którymi dysponował premier. Na ostatnim etapie, gdy do szefa rządu trafiły listy zadań rekomendowanych przez wojewodów, Mateusz Morawiecki mógł dopisać własne propozycje lub zmienić poziom dofinansowania wybranych projektów.
Reklama

Prośba o informację

Samorządowcy od dłuższego czasu próbują wyciągnąć z Ministerstwa Infrastruktury (MI) informacje, komu pieniędzy dosypano, kogo wpisano na listy bez procedury konkursowej (a tak się działo, gdy projekty uwzględniano na listach po interwencji premiera) i z czego wynikają tak duże dysproporcje pomiędzy województwami w zakresie średniego poziomu dofinansowania. Z ich wyliczeń wynika np., że w woj. pomorskim to ok. 50 proc., a w woj. mazowieckim – prawie 80 proc.

Reklama
W rozmowach z DGP najczęściej przywołują przykład woj. podkarpackiego. Tam na zatwierdzonych przez premiera listach podstawowych FDS znalazło się 139 zadań gminnych (wartość dofinansowania 120 mln zł) i 62 zadania powiatowe (118 mln zł). Czyli łącznie 201 zadań, na które przeznaczono w tym roku 238 mln zł. Na liście znalazły się również zadania wieloletnie, z zapewnieniem finansowania w kolejnych latach (2020 r. – 37 mln zł, 2021 r. – 18 mln zł, 2022 r. – 12 mln zł).
„Warto zaznaczyć, że w stosunku do listy zadań rekomendowanych do dofinansowania Prezes Rady Ministrów dokonał zwiększenia ilości zadań zatwierdzonych do dofinansowania o dodatkowe 43 zadania gminne oraz zwiększył poziom dofinansowania do 80 proc. dla kolejnych 52 zadań, co znacząco zwiększyło alokację środków funduszu dla woj. podkarpackiego w roku 2019 o ponad 42 mln zł! (dodatkowe środki finansowe)” – chwali się podkarpacki urząd wojewódzki. Widać więc, że ingerencja premiera w listy mogła być niebagatelna.
Samorządowcy zawnioskowali więc do MI o dostarczenie informacji, jak m.in. rozdysponowano 500 mln zł na projekty obronne i ponad 200 mln zł pieniędzy „premierowskich”. Po długich pertraktacjach w końcu otrzymali dane od resortu. Ale jak słyszymy, zawierają one mnóstwo tabel, z podziałem na województwa, ze wszystkimi projektami rekomendowanymi do dofinansowania, ale bez wyróżnienia tych, o które pytali.
Ich zdaniem to próba rozmydlenia sprawy.
– Mamy tabelki, z których wprost nie wynika, które projekty zakwalifikowali wojewodowie, a które np. dopisał premier. Dane dotyczą ostatecznych wyników po wszystkich etapach naboru, a nie wiemy, jak wyglądały listy, które na etapie wcześniejszym wojewodowie przesłali do ministra infrastruktury, a ten z kolei, po ich weryfikacji, do premiera – twierdzi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich (ZMP).
Wskazuje też, że nie przekazano wszystkich materiałów.
– Dalej nie wiemy, jakie JST dostaną pieniądze ze środków MON – mówi.
My również poprosiliśmy ministerstwo o szczegółowe informacje, dotyczące m.in. tego, komu przyznano pieniądze na projekty obronne i komu środki przyznał premier. Pytania przesłaliśmy w ubiegłą środę, do momentu zamknięcia tego wydania DGP nie otrzymaliśmy odpowiedzi z MI.
W ubiegłym tygodniu na Komisji Wspólnej wiceminister infrastruktury Rafał Weber zdradził, że podpisano już 11 umów na zadania o charakterze obronnym, ale na razie nie ma mowy o ujawnieniu listy takich projektów.
– Musimy przeanalizować na spokojnie przepisy ustawy, szczególnie art. 39 ust. 7 ustawy o FDS, który mówi o tym, że umowa (między rządem a JST realizującą zadanie obronne – red.) podlega ochronie zgodnie z przepisami ustawy z 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych – podał wiceminister.
Jeśli zaś chodzi o działania premiera, minister Weber przywołał art. 26 ustawy o FDS, który zezwala szefowi rządu na ingerowanie w listy zadań.
– Daje on prerogatywy, z których premier skorzystał – uciął wiceminister.
Wiceminister zwrócił też uwagę na art. 14 ustawy o FDS, zgodnie z którym JST może otrzymać ze środków funduszu dofinansowanie zadania powiatowego albo gminnego w wysokości do 80 proc. kosztów. Artykuł ten określa też, w jaki sposób ustala się ostateczną wysokość tego dofinansowania dla danej jednostki.
– Zastanawiamy się, czy możliwa jest zmiana tego artykułu w taki sposób, by algorytm był sprawiedliwy i by to wyższe dofinansowanie trafiało do tych gmin i powiatów, które faktycznie mają najniższe dochody budżetowe. Nie jest tak, że wszystkie te gminy i powiaty mają 50 czy 60 proc., w pewnych przypadkach dostają dofinansowanie 70–80 proc. Natomiast obawiam się, że przy tym rozbiciu od 50 do 80 proc. nie jesteśmy w stanie wszystkich zadowolić – wskazał wiceminister.

Wymijające odpowiedzi

– W orzecznictwie sądów administracyjnych funkcjonuje pojęcie odpowiedzi, ale wymijającej – czyli nie zawierającej bezpośredniej odpowiedzi na pytania i uniemożliwiającej wnioskodawcy odniesienie się do pozyskanych informacji. To pozwala sądzić, że raczej nie mamy do czynienia z działaniem w pełni transparentnym – ocenia Krzysztof Izdebski z fundacji ePaństwo.
– Moim zdaniem zapadła świadoma decyzja o tym, że w tej sprawie nie ułatwiamy dotarcia do ostatecznej informacji – kwituje Marek Wójcik z ZMP.
Premier może dopisać własne propozycje, lub zmienić poziom dofinansowania wybranych projektów