Łódź i Kraków – te dwa polskie miasta znalazły się w pierwszej dziesiątce europejskich miast o najbardziej zatłoczonych ulicach. Do światowych liderów z Bombajem na czele naszym metropoliom brakuje raptem po kilka minut.
ikona lupy />
DGP
Aż o 65 proc. więcej czasu, w porównaniu z potrzebnym na dojazd w warunkach idealnych (brak tłoku na ulicach), tracą w korkach mieszkańcy indyjskiego Bombaju. Kolejne miejsca w światowym rankingu zajęły stolica Kolumbii – Bogota (63 proc.), Lima w Peru (58 proc.), Nowe Delhi w Indiach (58 proc.) oraz stolica Rosji – Moskwa (56 proc.). Na drugim końcu zestawienia – a więc uchodzących za najmniej zatłoczone miasta świata – znalazły się amerykański Greensboro-High Point (9 proc., wskaźnik pogorszony o 1 pkt proc.) i hiszpański Cadiz (również 9 proc., ale wskaźnik gorszy o 2 pkt proc.). Takie wnioski płyną z tegorocznej edycji raportu Traffic Index, opracowanego w oparciu o dane za rok 2018, przygotowanego przez holenderską firmę TomTom, specjalizującą się w produkcji systemów nawigacyjnych. Badanie obejmuje sytuację drogową w 403 miastach z 56 krajów na całym świecie.
Dobra wiadomość jest taka, że w pierwszej dziesiątce nie ma żadnego polskiego miasta. Załapaliśmy się za to na piętnastkę. Niechlubną 15. pozycję zajęła Łódź z wynikiem 44 proc. Kraków znalazł się na 26. miejscu (40 proc.), Poznań – na 33. (wskaźnik 39 proc.), tuż za nim Warszawa – na 34. miejscu (39 proc.) czy Wrocław – na miejscu 51. (35 proc.).
Tkwiąc w aucie, możemy wysłuchać jednego audiobooka tygodniowo
A jak wypadamy w zestawieniu miast europejskich? Tu Łódź i Kraków weszły do pierwszej dziesiątki najbardziej zatłoczonych metropolii – zajęły odpowiednio 7. i 9. miejsce (rok wcześniej 7. i 8., tym razem 8. należy do rosyjskiego Nowosybirska). Pierwsza trójka to Moskwa (ze wskaźnikiem kongestii 56 proc., Stambuł (53 proc.) oraz Bukareszt (48 proc.).
Łódź niestety awansowała wśród najbardziej zakorkowanych miast świata. Na 15. miejsce wskoczyła z 17. zajmowanego w 2017 r. Ale np. Kraków w 2017 r. zajmował 21. lokatę, podczas gdy w tegorocznej edycji badania spadł na 26. Co jednak wymowne, nie jest to efekt zmniejszenia wskaźnika kongestii, bo zarówno wtedy, jak i teraz wynosi on 40 proc. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku Warszawy. Awans to nie tyle efekt tego, że sytuacja drogowa uległa radykalnej poprawie, ile tego, że sytuacja pogorszyła się gdzie indziej na świecie. W 2017 r. stolica Polski zajęła 28. miejsce, w tym roku – 34. Jednocześnie wskaźnik zakorkowania… zwiększył się z 38 do 39 proc. – W ciągu ostatniej dekady natężenie ruchu wzrosło na całym świecie, a niemal 75 proc. miast uwzględnionych w nowym raporcie zwiększyło lub ustabilizowało poziomy natężenia ruchu, biorąc pod uwagę lata 2017–2018. Tylko w 90 miastach odnotowano wymierne spadki – zauważają autorzy raportu TomTom Traffic Index.
Jak w praktyce przekłada się wskaźnik kongestii na nasze życie? TomTom podaje, że spędzając czas w korkach w 2018 r., kierowcy mogliby wysłuchać jednego audiobooka tygodniowo. To jednak bardzo orientacyjne porównanie, choćby z racji różnicy pomiędzy poziomem zatłoczenia poszczególnych miast czy nawet tego, o jak długich audiobookach mowa. Bardziej dosadne są dane dotyczące tego, ile dodatkowych minut spędzamy w porannych i popołudniowych szczytach. Przykładowo w Łodzi przy podróży trwającej normalnie pół godziny w porannym szczycie średnio spędzamy dodatkowych 19 minut. A po południu aż 26 minut. Dla porównania, w najbardziej zatłoczonym mieście świata Bombaju to zaledwie po kilka minut więcej – odpowiednio 24 i 31 minut.