- Nie podam się do dymisji – mówi DGP prezes LOT Rafał Milczarski
Spełni pan żądanie związków zawodowych i odejdzie?
Nie przewiduję spełnienia tego żądania. Mam do zrealizowania ważny projekt, jakim jest rozwój LOT i Polskiej Grupy Lotniczej, co w kontekście budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego jest przedsięwzięciem wieloletnim. Będąc świadomym odpowiedzialności, która na mnie ciąży, nie mam takich planów. Obiecałem ludziom, że do czasu powstania CPK nie podam się do dymisji.
Związkowcy mówią, że był pan wezwany do premiera Morawieckiego. To prawda?
Reklama
To fake news. Jeden z wielu, które podaje pan Piotr Szumlewicz z OPZZ, który patronuje nielegalnemu strajkowi. Z niewiadomego powodu, być może z inspiracji politycznej, uczepił się LOT-u jak rzep psiego ogona. Po jego zaangażowaniu spór, który do niedawna był w miarę merytoryczny, stał się sporem politycznym.

Reklama
Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk powiedział w radiowej Trójce, że „LOT ma zyski, a zarząd od 2016 r. rozwiązuje szereg patologii, w spółce”. Jakie to patologie?
Choby to, że grupa kilkudziesięciu osób, które decydują się na nielegalny, zakazany przez sąd strajk, próbuje w kontekście przedwyborczym postawić spółkę w stan kryzysu. Związkowcy liczyli, że jeszcze przed wyborami uda im się doprowadzić do zmiany zarządu. Dotąd była to jedna z patologii tej spółki. Przed laty związki zmieniały zarządy co kilka miesięcy.
Konsultuje pan z premierem decyzje w sprawie dyscyplinarnych zwolnień pracowników?
Tak, jest bieżąca współpraca z departamentem nadzorującym LOT w kancelarii premiera. W strategicznych dla spółki sprawach są konsultacje z panem premierem. W sprawie zwolnień nie było to konieczne.
Z jakimi patologiami pan jeszcze walczył?
To np. nielegalne, sprzeczne z prawem, narażające członków na odpowiedzialność finansową, a wręcz czasem kryminalne, działania. Niektórzy pracownicy, którzy nie przyłączyli się do protestu, są poddawani ostracyzmowi, ogromnemu naciskowi, by przyłączyć się do strajku. Kierowane są do nich groźby karalne. Ktoś dostaje SMS-y, że jego córce coś się stanie. Nie mam dowodów, że to związkowiec. Zawiadomimy o tym prokuraturę i ona to będzie sprawdzać. Zwalniając dyscyplinarnie 67 osób odmawiających lotów z powodu udziału w nielegalnym strajku, przecięliśmy ten węzeł gordyjski.
Zwolniono osoby, które przystąpiły do strajku?
Te, które napisały do nas deklarację w sprawie przystąpienia do strajku. Napisały tam o legalnym strajku. Nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania i z odpowiedzialności. Mamy ważne, wydane przez sąd zabezpieczenie, które mówi, że strajk jest bezprawny.
Michał Dworczyk nie wykluczył, że część osób może być przywrócona do pracy.
Byłoby niesprawiedliwością, gdybym miał cofnąć te wypowiedzenia. Nie ma mowy o przywracaniu do pracy liderów i inspiratorów strajku oraz tych, którzy dopuszczali się zastraszania kolegów.
A kto ma szanse?
Jeśli ktoś czuje się zmanipulowany, ma ochotę wrócić i dowiedzie, że nie wysyłał gróźb karalnych, nie mobbował i nie obrażał, to proszę przyjść. Będziemy rozmawiać. Może nie o przywróceniu do pracy w LOT, ale może o współpracy ze spółką Crew.
Zatrudnia pan ludzi na umowy śmieciowe?
Zatrudniamy ludzi na umowy business to business.
A co z kobietami na umowach B2B, gdy chciałyby zajść w ciążę? Mają gwarancję, że wrócą do pracy po urodzeniu dziecka?
Daję słowo honoru, że każda mama – niezależnie od tego, jaką ma umowę – ma zagwarantowane w LOT miejsce pracy. I na pewno nie na gorszych warunkach. Jestem ojcem trójki dzieci. Kiedy szefowałem prywatnej firmie, też mówiłem paniom „Nie bójcie się rodzić dzieci. Stanowisko będzie na was czekać”.
W LOT też by pan tak powiedział?
Mówię. Pracujemy, żeby w formie ubezpieczeniowej zapewnić ochronę osobom zatrudnionym na B2B. Jeżeli ktoś jest niezdolny do pracy przez dłuższy czas, musi być ubezpieczony.
Osoba na zwolnieniu, np. z powodu ciąży, nie wystawia faktury i nie dostaje pieniędzy?
Wystawia fakturę i jeśli nie lata, to dostaje pieniądze za podstawową liczbę godzin, czyli 40. To mniejsze zarobki niż w przypadku wylatanego minimum. Analogicznie jest na umowach o pracę. Tu mamy pensum 45 godzin. To zapisaliśmy w wynegocjowanym i podpisanym porozumieniu ze związkami.
Ogłosiliście, że zakończony został spór zbiorowy i podpisaliście regulamin płac. O to był największy konflikt. Tyle że porozumienie jest z dwoma mniej licznymi związkami – Solidarnością i związkiem zawodowymi pracowników LOT.
W momencie podpisania porozumienia miały one charakter reprezentatywny dla całej firmy.
Dlaczego związki, których przedstawiciele strajkowali, utraciły legitymację do negocjowania w sprawie sporu zbiorowego?
Bo mają niekompetentnych prawników. Nie dokonały wymaganych prawem czynności. Nie zgłosiły na czas informacji o liczbie członków. To podstawowy obowiązek. Przez to proceduralne niedopatrzenie straciły charakter zakładowych organizacji związkowych.
Nie ma sporu zbiorowego w LOT?
Został skończony.
Jest strajk.
Zakazany przez sąd strajk, który wygasa.
A co, jeśli mimo zwolnienia 67 osób, w kolejnych dniach zacznie strajkować kolejne kilkadziesiąt? Też będą zwalniane?
Uważam, że sytuacja z czasem się poprawi. Ludzie zdadzą sobie sprawę, że byli manipulowani. A zwolnienia dyscyplinarne były możliwe dlatego, że związki utraciły status zakładowej organizacji związkowej.
Co jest się w nowym regulaminie, pracownicy będą zarabiać więcej?
W trakcie sporu wielokrotnie przedkładaliśmy propozycje. Między innymi pilotom podnieśliśmy pensum: dreamlinerów z 40 do 45 godzin, embraerów i 737 z 42 do 45 godzin. Zrównaliśmy pensum dla stewardes i pilotów. Dzięki temu mogą więcej zarobić. Cieszę się, że Solidarność i związek pracowników LOT wykazały odpowiedzialność. ZZPK chciał zablokować podwyżkę dla pilotów 787, którzy szybciej awansowali. A system awansowania był rozregulowany. Członkowie związków „skakali” po różnych typach samolotów. Doszło do kuriozalnej sytuacji, w której kapitanowie embraera awansowali na kapitanów znacznie większych dreamlinerów, nie będąc po drodze pierwszym oficerem tego samolotu.
Zyski, które pan wypracowuje, są kosztem załóg, które są na umowach B2B, a nie na umowach o pracę – tak przekonują związkowcy.
To nieprawda, zyski biorą się z tego, że przewozimy coraz więcej pasażerów, pozyskaliśmy nowe samoloty i uruchomiliśmy nowe połączenia. Wolność gospodarcza polega na tym, że to, co nie jest zabronione, jest dozwolone. Formuła B2B jest dozwolona i korzystniejsza tak dla pracodawcy, jak i pracownika.
Drugi zarzut: doświadczeni piloci zatrudnieni na umowy o pracę strajkują. Zastępowani są 25-latkami z umowami B2B bez doświadczenia. To prawda?
Nieprawda. Dla LOT pracuje łącznie 3 tys. osób. Połowa pilotów, jak i większość stewardes pracuje na umowy o pracę, a druga na B2B. W obu grupach są zarówno osoby młode, jak i starsze. Zresztą sformułowanie „doświadczone” jest nie na miejscu, według prawa lotniczego, jeśli ktoś ma określoną kwalifikację, to ma prawo wykonywać obowiązki, niezależnie od tego, ile ma lat.
Jakie są koszty strajku?
Na razie jest za wcześnie na podawanie kwot. Na pewno będziemy od tych związków domagać się poniesienia strat firmy.
A co z innymi postulatami protestującymi?
Przywrócenie regulaminu wynagradzania z 2010 r. – nie ma mowy. Przywrócenie do pracy Moniki Żelazik – niemożliwe.
Podzielona załoga
Pomiędzy organizatorami nieuznawanego przez władze spółki strajku a pracownikami, którzy są mu przeciwni, doszło wczoraj do przepychanek. Strajkujący usłyszeli: „Do roboty”, „Na pokłady”. Tyle że oni już nie mogą pracować w spółce, bo dzień wcześniej zostali dyscyplinarnie zwolnieni za udział w nielegalnym strajku. Pracę straciło 67 osób. Związkowcy twierdzą, że akcja jest zgodna z prawem i o przywrócenie do pracy będą walczyć w sądzie. Przez protest we wtorek do godz. 19 odwołano sześć połączeń, m.in. do Kijowa i Frankfurtu.