Autopromocja

Volvo? Stoi na dziale z butami [FELIETON]

Łukasz Bąk
Łukasz BąkDGP
21 września 2018

Zdarza się, że firmy, którym jeszcze nie zalazłem za skórę, zapraszają mnie na prezentacje swoich samochodów. Polega to na tym, że trzeba przejechać się parę kilometrów nowym modelem, a potem wysłuchać kilkugodzinnych wywodów smutnych ludzi w garniturach w kolorze ziemi, którzy wmawiają wam, że na nowo wynaleźli koło. Dziennikarze siedzą, notują, dopytują, dyskutują i nagrywają – po to, żeby zaspokoić swoją ciekawość, a następnie zaserwować czytelnikom bądź widzom taką ilość informacji, żeby oczami wyobraźni zobaczyli oni ten samochód w swoim garażu.

3666306-magazyn-dgp-21-wrzesnia-2018.png
Magazyn DGP

Ostatnio Kia zaprosiła mnie na zupełnie inny rodzaj imprezy – taką, na której zamiast dziennikarzy byli głównie blogerzy, youtuberzy oraz influencerzy. Wiecie kim jest influencer? To człowiek, który zaraz po przebudzeniu robi telefonem zdjęcie swojego odbicia w lustrze, wrzuca fotkę na Instagrama, a wtedy kilkaset tysięcy ludzi pisze w komentarzach: „Piękne” i „Super wyglądasz”. Ewentualnie „Jakiego kremu pod oczy używasz?”. Albo „GdZie KuPiłeŚ to LuStRo, bo BaRdZo mi się PoDoBa, ale nie WieM GdziE je SprzEdajoM”.

Dawniej „influencerami” byli Nelson Mandela, Janusz Korczak, Karol Wojtyła czy Wisława Szymborska. Dziś są nimi Jessica Mercedes, Anna Lewandowska, Selena Gomez i Dwayne Johnson. Oraz mnóstwo dziewczyn i chłopców z całego świata, którzy są bożyszczami dla pokolenia Y w swoich rodzimych krajach. I to głównie oni uczestniczyli w prezentacji nowej Kii. Wiecie, jak to wyglądało? Kotara poszła w górę, jakiś człowiek z koncernu powiedział „Szanowni Państwo, oto Kia ProCeed”, a następnie wszyscy zaczęli pić prosecco, jeść ośmiorniczki, gibać się w rytm muzyki puszczanej przez światowej sławy DJ-a, a także robić sobie tatuaże i pielęgnować fryzury u słynnego barbera, sprowadzonego specjalnie w tym celu z Londynu. Nie żartuję. Kompletnie nikogo nie interesowało to, ile koni ma silnik samochodu, kiedy będzie dostępny na rynku, jaką pojemność ma bagażnik itp. Cel był tylko jeden – zrobić sobie zdjęcie z autem tak, żeby przy okazji porysować jego zderzak szpilką louboutina.

Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png