Tesla wybuduje fabrykę w Szanghaju. To kolejny objaw zwrotu rynku motoryzacyjnego w stronę Państwa Środka.
Firma Elona Muska ma zamiar docelowo produkować w Chinach pół miliona samochodów rocznie. Na razie Tesla wytwarza auta tylko w Ameryce. W tym miesiącu udało się jej przekroczyć poziom 7 tys. sztuk składanych tygodniowo (ponad 360 tys. rocznie).
Zakład ma być ulokowany w Szanghaju. Umowę z lokalnymi władzami ogłoszono tuż po nałożeniu przez Chiny ceł na amerykańskie produkty. Obejmą one m.in. samochody Tesli. Skutek: ceny produkowanych w USA aut muszą pójść w górę.
Reklama
Musk nie jest jedynym menedżerem przemysłu motoryzacyjnego, który chce produkować w Chinach. Europejskie koncerny już są tam obecne. Teraz zapowiadają wzrost inwestycji. Volkswagen w zeszłym miesiącu zdecydował się podwoić moce produkcyjne fabryki w Foshan, nieopodal Hongkongu, do 600 tys. sztuk rocznie. Już teraz prawie 40 proc. globalnej sprzedaży niemieckiej firmy trafia na drogi Państwa Środka. Szansę dla siebie widzi tam także BMW. iX3, nowy elektryczny model bawarskiego koncernu, ma być produkowany w fabryce w Shenyang, w pobliżu granicy z Koreą Północną. Moce wytwórcze systematycznie powiększa również Peugeot.
Firmy spoza Chin muszą się śpieszyć, bo w siłę rosną także lokalni producenci. Koncern SAIC w 2017 r. sprzedał 6,9 mln samochodów (po części we współpracy z amerykańskim General Motors), FAW Group – 2 mln, a Geely – 1,25 mln. Kolejny z chińskich producentów – BAIC – może pochwalić się tym, że jego model EC180 z wynikiem 72,1 tys. egzemplarzy zyskał miano najchętniej kupowanego „elektryka” na świecie.

Reklama
Oczy motoryzacyjnego świata zwracają się w stronę Chin głównie z powodu rosnącej zasobności 1,4 mld obywateli tego kraju. W niektórych regionach kraju średnie pensje zaczynają się zrównywać, a nawet przewyższać te europejskie. Tak jest np. w 25-milionowym Szanghaju, Pekinie czy Shenzhen.
Z punktu widzenia koncernów samochodowych, zwłaszcza tych nastawionych na e-auta, atutem są także działania lokalnej administracji. Zakłada ona, że regulacje oraz subsydia sprawią, że w 2030 r. w Chinach za całość sprzedaży samochodów będą odpowiadały e-auta.
Sens budowy linii produkcyjnych dla „elektryków” potwierdza także Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MEA). Według jej niedawnego raportu już teraz 39 proc. wszystkich samochodów elektrycznych na świecie jeździ po drogach Państwa Środka.
Wzrost płac, który napędza konsumpcję, sprawia równocześnie, że kończy się traktowanie Chin jako taniego zaplecza produkcyjnego. W tym roku za godzinę pracy Chińczyka producent musi zapłacić średnio 5,51 dol. To o 70 centów więcej niż w Meksyku czy prawie 3 dol. więcej niż w Wietnamie.
Są jednak inne plusy. Argumentem za jest ograniczenie kosztów logistyki. Aut wyprodukowanych na miejscu nie trzeba sprowadzać z Europy czy Ameryki. Budowa fabryki w Chinach otwiera przy tym możliwość eksportu do sąsiadujących Indii, zamieszkiwanych przez 1,3 mld ludzi. W zeszłym roku hinduska gospodarka urosła w porównaniu z rokiem 2016 o 7,7 proc. Oznacza to, że i tam konsumenci będą mieć z czasem coraz więcej pieniędzy na nowe pojazdy.
Chińczycy gotowi sprzyjać Europie
Chiny powinny bardziej otworzyć swoją gospodarkę dla zagranicznych firm – tak brzmiał komunikat ze strony europejskiej po wczorajszym szczycie UE–Chiny w Pekinie. Według Jeana-Claude’a Junckera, szefa Komisji Europejskiej, oskarżenia o protekcjonistyczną politykę gospodarczą można by łatwo zbić, jeśli Państwo Środka pozwoliłoby działać z większą swobodą firmom z innych regionów. – Jeśli tylko Chiny chciałyby się otworzyć, to z łatwością mogą to zrobić. Wiedzą, jakie kroki należy wykonać. Potrzeba jedynie woli – komentował Juncker.
Przedstawiciele Chin zadeklarowali, że podejmą działania ułatwiające wymianę gospodarczą. – Znacząco podniesiemy dostępność rynku i zredukujemy taryfy na dobra, które są potrzebne chińskim firmom i konsumentom – zapowiedział premier Li Keqiang.
Europejczycy nie mogli trafić lepiej z momentem spotkania z Chinami, biorąc pod uwagę rosnący konflikt pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem. Kwestii wojny celnej nie poświęcono wiele czasu. Jednak to właśnie ona jest przyczyną tak odważnych deklaracji ze strony Chin.
Obecność na spotkaniu prezydenta Xi Jinpinga odczytano właśnie jako wolę mocniejszego zaangażowania we współpracę gospodarczą ze Starym Kontynentem wobec możliwego ograniczenia chińskiej wymiany handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Nadwyżka Chin w handlu z USA to 375 mld dol. w skali roku. W obrotach z krajami Unii Europejskiej dodatnie saldo Pekinu to 176 mld euro.