Elona Muska przyrównuje się do Tony’ego Starka, komiksowego inżyniera miliardera, prowadzącego równoległe życie jako superbohater Iron Man. Na tym wizerunku pojawiają się jednak rysy.
Na razie Musk świętuje. Jego fabryce w kalifornijskim Fremont udało się osiągnąć ważny cel produkcyjny. Z taśm zakładu w ciągu tygodnia zjechało 5 tys. egzemplarzy Modelu 3, czyli wariantu Tesli przeznaczonego dla masowego odbiorcy. Utrzymanie, a także powiększenie tego poziomu produkcji będzie kluczowe, jeśli firma chce stanąć na równi z koncernami samochodowymi.
Po półtorej dekady działalności (Tesla została zarejestrowana w 2003 r.) ten cel wciąż jednak wydaje się odległy – nawet jeśli sam Musk w wiadomości do wszystkich pracowników ogłosił, że „chyba właśnie staliśmy się prawdziwą firmą motoryzacyjną”. 5 tys. pojazdów jednego modelu tygodniowo to 260 tys. aut rocznie, czyli tyle, ile passatów pierwszej generacji Volkswagen wyprodukował… w 1975 r. (ewentualnie garbusów w 1955 r.).