Zmiany w prawie zachęciły do budowy także tych, których nie stać na spełnienie lotniczych aspiracji.
Pasażerskich portów lotniczych mamy dziś w Polsce 15, z czego zarabia na siebie zaledwie pięć największych, a do reszty właściciele stale dokładają. Pierwsza trójka pod względem liczby pasażerów – warszawski Chopin, Kraków i Gdańsk – mają w sumie prawie dwie trzecie rynku. Mimo to wciąż rodzą się pomysły na kolejne porty regionalne.
Władze 70-tysięcznych Suwałk wystąpiły kilka dni temu do wojewody z wnioskiem o wydanie pozwolenia na budowę pasa. – Rolę portu regionalnego pełni dla nas lotnisko w Kownie na Litwie, dlatego takich aspiracji nie mamy. Chodzi o lotnisko lokalne, które nie będzie oznaczało dużych kosztów utrzymania – mówi Czesław Renkiewicz, prezydent Suwałk. Wniosek dotyczy lokalizacji portu użytku wyłącznego – głównie dla małych samolotów, np. taksówek powietrznych. Ale kolejny krok jest już w planach – ma to być wniosek do Urzędu Lotnictwa Cywilnego o przekwalifikowanie na port publiczny: najpierw bez certyfikacji, a potem z ograniczoną certyfikacją. – Chcemy rozwijać się krok po kroku – zapowiada prezydent Renkiewicz. Pas startowy ma mieć 1350 m długości, co pozwalałoby przyjmować samoloty z 50 pasażerami.
Liczba pasażerów w portach lotniczych w Polsce / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
– Ten region nie wygeneruje popytu dla samolotów tej wielkości. Wystarczyłoby 800 m i maszyny do 20–30 osób – ocenia Dominik Sipiński z portalu Pasażer.com.

Reklama
Grunty pod lotnisko należą do Skarbu Państwa, a samorząd szacuje, że koszt budowy to 15 mln zł (poprzedni kosztorys na 24 mln zł został odchudzony). – Marszałek zobowiązał się do współfinansowania projektu w 2018 r. Przedstawimy też inwestora prywatnego– ujawnia prezydent Suwałk. Wiosną ma ruszyć przetarg, a samoloty wylądować w 2018 r.
Swoje lotnisko chciałby mieć też leżący 120 km od Suwałk Białystok. W połowie stycznia na Podlasiu fiaskiem zakończyło się referendum w sprawie budowy portu regionalnego za ok. 350 mln zł. 96 proc. głosujących było za, ale frekwencja wyniosła mniej niż 13 proc. Organizacja referendum kosztowała prawie 4 mln zł.
Na poziomie województwa się nie udało, więc ekipa prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego ruszyła z mniejszą inicjatywą. W przygotowaniu jest wniosek o pozwolenie na budowę pasa startowego w Krywlanach. Parametry są podobne jak w Suwałkach (1350 m pasa), a infrastruktura za ok. 30 mln zł. Też ma ruszyć w 2018 r.
– Podlasie i część Mazur są lotniczą białą plamą. Nie zdziwiłbym się, gdyby niedługo pojawił się wniosek o zgodę na lotnisko np. w Kętrzynie, który ma już infrastrukturę aeroklubową – mówi Dominik Sipiński. Jak tłumaczy, impulsem do ożywienia są ubiegłoroczne zmiany w prawie lotniczym, które ułatwiają budowę lotnisk o ograniczonej certyfikacji: z niższymi wymaganiami dotyczącymi infrastruktury, liczby personelu itd. Tak mogą powstawać lotniska dla tzw. ruchu general aviation, z których potem wykształcają się porty regionalne. – Bariera dostępu została obniżona, co zachęca samorządy, których na lotniska nie było stać. Koszty utrzymania takiej infrastruktury i tak mogą być jednak za wysokie. Jest ryzyko, że lotniska będą się kanibalizowały – ocenia Sipiński.
W branży dyskutowana była też lokalizacja portu na Pomorzu Środkowym: w Słupsku albo Koszalinie. Na razie nie wiadomo, czy tamtejsze samorządy skorzystają z nowych przepisów.
Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych Tor przypomina, że o rentowności lotniska pasażerskiego można mówić od miliona osób rocznie wzwyż, a w przypadku użytkowania przez tanie linie – od 1,5 mln. To znaczy, że na wyjście nad kreskę nie ma szans co najmniej osiem z 15 polskich portów.
Najsłynniejszy jest Radom, którego uruchomienie kosztowało 120 mln zł, a w 2016 r. nie zdołał obsłużyć nawet 10 tys. pasażerów. Rok wcześniej odprawił mniej niż tysiąc osób, zatrudniając... 140 osób. Na każdego członka personelu przypadło siedmiu pasażerów.
Najnowszy jest port w Szymanach, został otwarty w styczniu zeszłego roku. Przez cały 2016 r. odprawił pięć razy więcej pasażerów niż lotnisko w Radomiu. Z racji położenia ma większy potencjał, ale też jest lotniskiem trwale deficytowym. Podobno samorząd dopłacił do Szyman przez 12 miesięcy 15 mln zł.