Sokrates Starynkiewicz i Stefan Starzyński. Te dwie postaci wymieniane są jednym tchem, gdy chodzi o najlepszych prezydentów Warszawy. Pierwszy zamienił prowincjonalny dwustukilkudziesięciotysięczny ośrodek w półmilionową metropolię i zbudował działające do dzisiaj filtry i wodociągi. Drugi planował i tworzył nowoczesne, dwudziestowieczne miasto odważniej, niż robią to dzisiejsi planiści, a jednocześnie nie zapominał o takim drobiazgu jak akcja „Warszawa w kwiatach”.

Co ich jeszcze łączy? Otóż prezydentami nie byli, pomijając zawiłości ówczesnej terminologii, byli komisarzami. Czyli działali nie z nadania ludu, ale rządu. Ale dla tego ludu zrobili więcej niż osoby wybrane w demokratycznych wyborach. Czy to znaczy, że powinniśmy mieć komisarzy, a nie wybieranych demokratycznie włodarzy? Nie. Ale gdy władza okazuje się wyjątkowo niewydolna, źle gospodaruje, jest skorumpowana, rząd powinien móc postawić na czele zaufaną osobę i szybko uzdrowić sytuację. I teoretycznie ma taką możliwość. Może ustanowić zarząd komisaryczny albo (nie tylko z powodu nieudolności, lecz także różnych życiowych sytuacji) powołać osobę pełniącą funkcję organu wykonawczego. Te przepisy są jednak na tyle niejasne, że ustanowienie komisarza graniczy z cudem. I trwa... W zadłużonych ponad wszelką miarę Ostrowicach już ponad rok od rozpoczęcia procedury, a nadal nie wiadomo, kiedy odbędzie się kolejna rozprawa, tym razem przed NSA. Za to wyrażane głośno obawy obecnej opozycji, że nieprzychylnych rządowi prezydentów dużych miast rząd wymieni na komisarzy, jakoś ostatnio zmalały. Bo zanim doszłoby do tego, mielibyśmy już kolejną kadencję...

Rząd zdaje sobie sprawę z niedoskonałości przepisów. I przygotowuje projekt zmian we wszystkich trzech ustrojowych ustawach samorządowych. Dotyczyłyby one stosowania personalnych środków nadzorczych, przede wszystkim usprawnienia procedur. Gdy zostanie złożona skarga do sądu administracyjnego na takie rozstrzygnięcie nadzorcze, sąd byłby zobowiązany rozpatrzyć ją w ciągu 30 dni. Termin ten ma dotyczyć także skarg kasacyjnych. Czyli po 3–4 miesiącach od decyzji komisarz mógłby realnie zacząć działać. Zmiany te miałyby być wprowadzone nowelizacją ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych. Ale w projekcie jest też zapis, który trochę niepokoi. W wyjątkowych sytuacjach premier mógłby nadać wydawanym przez siebie rozstrzygnięciom nadzorczym rygor natychmiastowej wykonalności, co skutkowałoby natychmiastowym wywołaniem przewidzianych w nich skutków prawnych. Jednocześnie sąd administracyjny jeszcze przed rozpoznaniem sprawy mógłby wstrzymać wykonalność tych rozstrzygnięć, gwarantując samorządom czy ich włodarzom ochronę tymczasową. W przypadku Ostrowic takie zaostrzenie na pewno by się przydało. A w przypadku Warszawy, Gdańska czy np. Lublina? Tu lepiej byłoby znowelizować nie doraźnie samą procedurę odsunięcia od władzy, ale równocześnie i przesłanki, w jakich jest to możliwe. Bo dzisiejsze art. 96 i 97 ustawy o samorządzie gminnym są na tyle ogólnikowe, że budzą dwojakiego rodzaju obawy – albo z tego powodu rządowe decyzje będą uchylane, albo przeciwnie – rząd może je naginać przy odwoływaniu niechętnych sobie włodarzy.