Nie ma szans, by gminy doczekały się szybko poprawnych map przedstawiających ryzyko przeciwpowodziowe. Ministerstwo Środowiska nie ma bowiem pieniędzy na ten cel.
Reklama
Od niemal roku samorządy nie muszą kierować się mapami zagrożenia powodziowego, wydając decyzje o warunkach zabudowy. Nie trzeba też brać ich pod uwagę w koncepcji przestrzennego zagospodarowania kraju, województwa lub miejscowości czy przy podejmowaniu decyzji o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego. Taką fakultatywność wprowadziła nowelizacja z 16 grudnia 2015 r. ustawy – Prawo wodne (Dz.U. poz. 2295). Do 31 grudnia 2015 r. uwzględnianie map było obligatoryjne. Posłowie PiS jednak uznali, że dokumenty przedstawiające ryzyko powodziowe zawierają nieprawdziwe informacje. A to uniemożliwia osobom, które chciałyby np. na swojej działce wybudować dom, podjęcie inwestycji. Zadecydowali więc, że do czasu, kiedy nie zostaną opracowane poprawne mapy, gminy same będą decydować, czy kierować się nimi.
– Wprowadziliśmy fakultatywność. Ale zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie tylko awaryjnie. Wprowadzenie takiej opcji ma być tylko tymczasowe. Chcemy powrócić do rozwiązania, kiedy samorządy obligatoryjnie będą kierować się mapami zagrożenia powodziowego, wydając postanowienia w sprawie inwestycji. Najpierw jednak trzeba stworzyć gminom poprawne narzędzia, które umożliwią im podejmowanie odpowiedzialnych decyzji, i dopiero potem obligować je do ich stosowania – mówi Anna Paluch, poseł PiS.

Reklama
Zwróciła się do resortu środowiska o przedstawienie harmonogramu prac nad poprawnymi mapami. Niestety, okazuje się, że nie jest on znany.
– Brakuje na nie pieniędzy – przyznał szczerze w Sejmie Mariusz Gajda, wiceminister środowiska. Dodał również, że okazuje się, iż mapy ryzyka powodziowego nie tylko są błędne, ale także niekompletne. – Nie zostały opracowane dla wszystkich rzek w Polsce, np. dla Bugu – wyjaśnił Mariusz Gajda.
Przedstawiciele samorządów mają własną propozycję.
– Najbardziej korzystną dla nas opcją byłoby to, aby decyzje w sprawie inwestycji gminy musiały podejmować obligatoryjnie w oparciu o mapy zagrożenia powodziowego, ale ewentualne konsekwencje odszkodowawcze ponosiłby Skarb Państwa – stwierdza Edward Trojanowski ze Związku Gmin Wiejskich RP.
I wyjaśnia, że na mapach, które wskazują tereny zagrożone powodzią, są także działki budowlane. W efekcie, jeśli gmina odmawia właścicielom tych nieruchomości wydania warunków zabudowy, wówczas ci domagają się odszkodowania z powodu spadku ich wartości. – A przecież to jest od nas niezależne – mówi Trojanowski.
Problemu nie rozwiązuje też pozostawienie gminom fakultatywności.
– Jeżeli się bowiem okaże, że gmina wyda zgodę na inwestycję, a działkę zaleje, mieszkańcy mogą domagać się odszkodowań – dodaje.