Hanna Gronkiewicz-Waltz wstrzymuje prowadzenie spraw dekretowych do czasu uchwalenia „dużej” ustawy reprywatyzacyjnej. Taka decyzja jest bezprawna i naruszająca Konstytucję RP, bo prezydent Warszawy nie jest uprawniona do wybiórczego stosowania swoich kompetencji w celu wywarcia politycznej presji na władzę ustawodawczą.
Co więcej, ewentualne uchwalenie ustawy reprywatyzacyjnej nic nie zmieni w zakresie prowadzonych postępowań.
Zgodnie z art. 7 konstytucji organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, natomiast na podstawie art. 35 k.p.a. organy są zobowiązane do załatwiania spraw bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie dwóch miesięcy w przypadku spraw szczególnie skomplikowanych. Prezydent Warszawy, jako organ administracji i część władzy wykonawczej, jest zobowiązana do rozpoznawania spraw administracyjnych w granicach swojej kompetencji i nie jest uprawniona do zawieszenia ich realizacji. Tym bardziej że decyzja jest niekorzystna nie tylko dla prawowitych byłych właścicieli i ich spadkobierców, ale także dla stolicy. Wstrzymanie wydawania decyzji oznacza także brak stosowania podpisanej ostatnio przez prezydenta RP tzw. małej ustawy reprywatyzacyjnej, przedstawianej przez warszawski ratusz jako wielki sukces i rozwiązanie wszelkich problemów. Jeżeli rozpoznanie spraw dekretowych ma zostać zawieszone, to nie będą także wydawane decyzje odmowne, co spotęguje stan niepewności m.in. co do losów nieruchomości wykorzystywanych przez obiekty użyteczności publicznej.
Reklama
Oburzenie budzi także próba manipulacji i wprowadzenia w błąd opinii publicznej poprzez uzależnienie prowadzenia spraw dekretowych od uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej, która z uwagi na konstytucyjną ochronę praw nabytych nie może wpłynąć na zasadność i rozmiar istniejących roszczeń i postępowań prowadzonych przez prezydenta Warszawy. Zmiana prawa nie wyeliminuje też ewentualnych patologii przy jego stosowaniu.

Reklama
Podkreślenia wymaga, że choć dekret warszawski w 1945 r. odebrał własność wszystkich nieruchomości w ówczesnych granicach Warszawy, których było ponad 40 tys., to jednocześnie uprawniał do złożenia wniosku o wieczystą dzierżawę (odpowiednik dzisiejszego użytkowania wieczystego). Wniosków wpłynęło ponad 17 tys. Prezydium Rady Narodowej m.st. Warszawy, pomimo istnienia pozytywnych przesłanek, prawie wszystkie rozpoznało negatywnie. Obecnie, po podważeniu wydanych z rażącym naruszeniem prawa decyzji PRN odmawiających wieczystej dzierżawy, to prezydent m.st. Warszawy orzeka o przyznaniu prawa użytkowania wieczystego w oparciu o art. 7 dekretu.
Tak jak wtedy to nie ustanowione prawo, ale praktyka i decyzje urzędników wypełniających polityczne polecenie doprowadziły do nacjonalizacji, tak dziś zaniechanie ustawodawcy i brak stosownej ustawy doprowadziły do oddania kwestii reprywatyzacji w urzędnicze ręce, na które wpływ mają politycy stojący na czele organów administracji. Nic więc dziwnego, że staje się ona polem politycznej walki, być może także nadużyć, a na pewno kontrowersji i niezrozumienia. Może już czas odpolitycznić reprywatyzację, zmienić charakter roszczeń i przenieść kompetencję do rozstrzygania o ich zasadności do sądownictwa powszechnego? Może finansowa i społeczna waga podejmowanych rozstrzygnięć przerasta niezawisłość, którą mogą zagwarantować organy administracji?