Pracownicy samorządowi mogą tylko pomarzyć o takim wzroście płac w 2024 r., jaki zjednoczona opozycja obiecała urzędnikom administracji rządowej. Nie zmienia tego nawet perspektywa wyborów samorządowych, które teoretycznie mogłyby dopingować szefów urzędów do ogłoszenia podwyżek, żeby zebrać więcej głosów.

W kwietniu 2024 r. odbędą się kolejne wybory – tym razem samorządowe. Dla osób zatrudnionych w gminnych placówkach takie wydarzenie jest świetną okazją do upomnienia się o większy niż zwykle wzrost wynagrodzenia z nowym rokiem. Tym bardziej że dla urzędów należących do administracji rządowej w projekcie budżetu są już zagwarantowane środki, które pozwolą zwiększyć pensje o 12,3 proc. Docelowo zjednoczona opozycja, która zamierza przejąć władzę, obiecuje nawet 20 proc. wyższe uposażenia od tegorocznych. Co więcej, tuż przed wyborami do rządowych urzędników trafiły również specjalne dodatki motywacyjne, których średnia kwota wynosiła nieco ponad 1100 zł brutto.

Dla wielu samorządów tego typu bonusy pozostają w sferze marzeń. Lokalni włodarze nie mają tyle pieniędzy.

Szału nie ma

Z sondy DGP przeprowadzonej w kilkudziesięciu samorządach (małych gminach i dużych miastach) wyłania się ponura perspektywa dla osób zajmujących stanowiska urzędnicze. Tylko w nielicznych samorządach podwyżki będą wyższe od tegorocznych. Robert Maciaszek, burmistrz miasta Chrzanów, w tym roku zapewnił urzędnikom wzrost płac na poziomie 22 proc., w kolejnym będzie to już tylko 16 proc. A to jedyny przykład tak wysokiej podwyżki.

– U nas w przyszłym roku pracownicy samorządowi na stanowiskach urzędniczych otrzymają podwyżki na poziomie 9,7 proc. W tym płace wzrosną o 7,8 proc. Średnia płaca tych osób wynosi obecnie 6,5 tys. zł brutto – wylicza Małgorzata Damrat z urzędu miasta w Czersku.

Renata Kawiorska, sekretarz gminy Jędrzejów, informuje, że w tym roku pensje w urzędzie wzrosły o 7,6 proc. W kolejnym jest planowany wzrost na poziomie 9,8 proc. Średnia płaca wynosi 7,5 tys. zł brutto. Urząd Miejski w Gorzowie Wielkopolskim w tym roku przyznał podwyżki na poziomie od 10 proc. do 17 proc. W kolejnym urzędnicy będą mogli liczyć na 10 proc. Średnia płaca wynosi 6,3 tys. zł brutto.

– U nas w 2023 r. wynagrodzenie na stanowiskach urzędniczych wzrosło o 15 proc. Wstępnie w 2024 r. jest planowana podwyżka o 12 proc. Średnie wynagrodzenie zasadnicze wynosi ok. 5,4 tys. zł – mówi Łukasz Czech z urzędu miasta w Łomży. Urzędnicy z Bielska Podlaskiego w tym roku otrzymali 600 zł brutto podwyżki. W kolejnym wzrost wynagrodzeń nie jest planowany.

Płaca minimalna spłaszcza

W 2024 r. dwa razy wzrośnie płaca minimalna. Od stycznia 2024 r. będzie wynosiła 4242 zł brutto, a od lipca wzrośnie do 4300 zł brutto. Osoby pracujące m.in. w samorządach na najniższych stanowiskach będą więc zarabiać znacznie więcej. Takich osób jest bardzo dużo w gminach, więc w pierwszej kolejności muszą one zapewnić środki na wyrównanie ich wynagrodzeń do płacy minimalnej. W efekcie pieniędzy na podwyżki dla pozostałych, np. tych, którzy zajmują stanowiska urzędnicze, jest w budżetach znacznie mniej lub całkowicie ich brakuje.

– To niepokojąca sytuacja, bo osoby zajmujące najniższe stanowiska otrzymają prawie 20 proc. podwyżki, a ci ze znacznie wyższymi kwalifikacjami nie mogą na to liczyć. Doprowadzi to do spłaszczenia wynagrodzeń, czyli osoby na stanowiskach pomocniczych będą zarabiać podobnie jak urzędnicy – podkreśla prof. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Potwierdza to Jędrzej Sieliwończyk z urzędu miasta w Gdańsku i dodaje:

– Problemy finansowe samorządów wynikają przede wszystkim z obniżenia dochodów po wprowadzeniu Polskiego Ładu.

O spłaszczeniu płac mówią również inni samorządowcy, m.in. z Poznania, Czerska, Częstochowy, ze Świdnicy, z Kaliska, Rychwału. Skutki są takie, że nasilają się problemy z pozyskaniem specjalistów, co również potwierdza sonda DGP. Kłopoty są głównie w dużych aglomeracjach. W małych miejscowościach praca w urzędzie, nawet za niższe wynagrodzenie, jest poszukiwana ze względu na krótkie dojazdy.

– Borykamy się z brakiem pracowników. Obecnie najtrudniej pozyskać osoby z wykształceniem technicznym oraz na stanowiska związane z planowaniem budżetowym, zamówieniami publicznymi czy ochroną zabytków. Od dłuższego czasu brakuje takich specjalistów jak np. inspektorzy nadzoru o specjalności ogólnobudowlanej, nadzoru branży sanitarnej, nadzoru branży elektrycznej – wylicza Marta Bartoszewicz, rzeczniczka Urzędu Miasta w Olsztynie. – Nabory na takie stanowiska nie są rozstrzygane ze względu na brak chętnych – dodaje.

Specjaliści są też poszukiwani w Gorzowie Wielkopolskim, Częstochowie, Czersku i Lublinie. Podwyżki mogłyby chociaż częściowo uzdrowić sytuację. Niestety w wielu gminach takiej możliwości nie ma. ©℗

Administracja samorządowa i rządowa w liczbach / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe