Konfrontacje DGP
Posłowie PiS pracują nad ustawą zobowiązującą samorządy do zakładania publicznych rejestrów umów. Czy to dobry pomysł?
Reklama
Szymon Osowski, Sieć Obywatelska Watchdog Polska

Reklama
TAK
Doceniam tę inicjatywę i postrzegam ją jako jedno z ważniejszych wydarzeń od lat na rzecz jawności życia publicznego. Warto podkreślić, że Polacy oczekują tego typu działań, czego przykładem są akcje społeczne mieszkańców, np. Szczecińska Noc Antykorupcyjna zachęcająca władze do publikowania rejestrów umów. Jednakże niewiele samorządów czy organów administracji rządowej chętnie robi to samodzielnie albo nie stwarza problemów. Dlatego też przy tak masowym ruchu na rzecz publikowania rejestrów inicjatywa ustawodawcza wprowadzająca ustawowy obowiązek umieszczania w BIP informacji o zawieranych umowach jest moim zdaniem dobrym rozwiązaniem.
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli
NIE
W naszym urzędzie od dawna jest już prowadzony rejestr wszystkich umów wychodzących z wydziałów. Jednak coraz szerszy dostęp do dokumentów rodzi określone konsekwencje. Z jednej strony pomysłodawcom przyświecał zapewne szczytny cel jawności życia publicznego. Z drugiej strony trzeba pamiętać o coraz większej biurokracji i pracy wykonywanej przez urzędników, niekoniecznie efektywnej i służącej obywatelom. Jawność – tak, ale nie kosztem bieżącej pracy. Gminom zinformatyzowanym, posiadającym wdrożone systemy elektronicznego obiegu dokumentów, łatwiej będzie wypełnić kolejne zadania związane z ich upublicznianiem, ale takich jednostek jest w Polsce może kilkanaście procent. Nie bez znaczenia jest tu też wątek finansowy. Ktoś w Warszawie wymyśla kolejne zadania, nie zastanawiając się nad tym, kto zapłaci za ich realizację. Jeśli te kolejne zasady jawności są wprowadzane, to niech obowiązują wszystkich, np. ministerstwa, posłów, Sejm, wszystkie urzędy państwowe. Najłatwiej jest rządzącym narzucić obowiązki samorządów, które we własnym zakresie i w ramach własnych środków muszą sobie z tym poradzić.
Czy obecna ustawa o dostępie do informacji publicznej wymaga zmian? Samorządy się skarżą, że są zasypywane wnioskami od obywateli
Szymon Osowski, Sieć Obywatelska Watchdog Polska
NIE
Zacznę od tego, co to znaczą zasypywanie i paraliż? Nikt nie przedstawił danych, które nawet w przybliżeniu pokazywały liczbę wniosków mieszkańców. Jako jedyni zbieramy tego typu informacje z całej Polski i rzeczywiście można zauważyć wzrost liczby wniosków. Co to oznacza? Po pierwsze całe lata z publicznych pieniędzy realizowane były projekty na rzecz społeczeństwa obywatelskiego – aby było aktywne i się interesowało. I stało się – mieszańcy wykorzystują najlepszy mechanizm interesowania się – ustawę o dostępie do informacji publicznej. Po drugie, administracja sama sobie utrudnia pracę, gdyż źle prowadzi swoje biuletyny informacji publicznej – m.in. nie aktualizuje stron. A po trzecie, urzędy narzekające na nadmiar zadań mają czas na prowadzenie profili na Facebooku, Twitterze i kilku witryn. Np. Szczecin ma www.szczecin.pl, szczecin.eu, bip.um.szczecin.pl, eurzad.szczecin.pl. To dopiero generuje dodatkową pracę.
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli
TAK
Trzeba jasno sprecyzować, do jakich informacji obywatel ma prawo dostępu, szczególnie jeśli chodzi o inne dokumenty niż te publikowane w formie elektronicznej, np. w BIP-ie. Obecnie nie ma jasnej definicji „informacji publicznej”. Znam przypadki wręcz paraliżowania pracy urzędów przez osoby, które jako hobby traktują przeglądanie dokumentów w urzędzie tylko po to, aby znaleźć jakieś luki. Ponadto 100 proc. dokumentów jest dostępne dla uprawnionych służb i instytucji kontrolnych, czy jednak każdy obywatel powinien mieć do nich nieograniczony dostęp? Mam wątpliwości. W Polsce obowiązuje demokracja przedstawicielska. Radni gminy czy miasta mają nieograniczony dostęp do dokumentów i informacji.
Czy samorządy działają wystarczająco transparentnie?
Szymon Osowski, Sieć Obywatelska Watchdog Polska
I TAK, I NIE
Nie ma żadnej zasady. Mieliśmy kiedyś konkurs na dobrą praktykę i złą praktykę w dostępie do informacji publicznej. Jedną z pozytywnych praktyk, która była wyróżniona, dotyczyła Sądu Najwyższego. A teraz ten sam Sąd Najwyższy chce doprowadzić do zmniejszenia jawności w Polsce i skierował wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności najważniejszych kwestii w ustawie o dostępie do informacji publicznej, tylko dlatego że ludzie zaczęli pytać Sąd Najwyższy, jak wydaje publiczne pieniądze. Jednak doceniam niektóre jednostki samorządu terytorialnego, które się uczą transparentności i chcą się zmieniać. Nie idzie to tak szybko, jakbym chciał, ale efekty w niektórych miejscach widać.
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli
TAK
Obecnie samorząd na każdym szczeblu ma obowiązek prowadzenia biuletynu informacji publicznej. Zamieszczane są tam najważniejsze dokumenty związane z bieżącym funkcjonowaniem urzędu. Zgodnie z zapisami ustawy o dostępie do informacji publicznej każdy obywatel na swój wniosek może otrzymać niemal każdą informację niezawartą w BiP-ie. Nie mamy żadnych tajemnic co do bieżącej działalności samorządów. Pewne informacje jednak niekoniecznie powinny być ujawniane publicznie, np. dotyczące negocjacji przy pozyskiwaniu inwestorów czy treści wniosków o pozyskiwanie funduszy z Unii Europejskiej, szczególnie na etapie konkursowym. I między samorządami jest bowiem swego rodzaju rywalizacja. Dlatego według mnie nie wszystko nadaje się do pełnego upublicznienia. Ta ciekawość musi być czymś uzasadniona.