Odpracowywanie długów czynszowych przez lokatorów daje słabe wyniki. Ale gminy stawiają na wychowanie.
Jastrzębie-Zdrój, Starachowice, Braniewo, Olecko, Łódź i Siemianowice Śląskie – o te gminy powiększyła się w 2015 r. lista samorządów, które umożliwiają najemcom lokali komunalnych i socjalnych odpracowanie długów. Z wyliczeń DGP wynika, że takie programy działają w co najmniej 32 miastach. Odpracować czynsz można, wykonując drobne prace porządkowe, remontowe i biurowe, a stawka za godzinę waha się od 7 zł do 12,5 zł.
Reklama
Ale nie wszyscy są entuzjastami tego rozwiązania. Bydgoszcz po przeanalizowaniu doświadczeń z innych miast, z którego wyszło, że rzadko daje ono oczekiwane efekty, zrezygnowała z wprowadzenia tej opcji.

Reklama
– Jeśli będzie pewność, że program może być efektywny, zostanie przedstawiony mieszkańcom – usłyszeliśmy w urzędzie miasta.
I rzeczywiście, efekty finansowe tego odpracowywania nie są imponujące. W Chorzowie, gdzie taki program działa od 2012 r., w ubiegłym roku odpracowano 381,6 tys. zł. Tymczasem zaległości czynszowe wobec gminy na koniec grudnia wynosiły 102,3 mln zł. W Lublinie sześć osób zlikwidowało swoje zadłużenie na łączną kwotę 4,2 tys. zł, a należność wobec miasta to 98 mln zł. Lepiej sytuacja wyglądała w Ełku: odpracowano 161,2 tys. zł, a dług to 4,7 mln zł.
Łukasz Bilik, rzecznik Zarządu Nieruchomości Komunalnych w Lublinie, wskazuje, że tak niska popularność pracy za długi może wynikać z przeświadczenia, że takiemu dłużnikowi nic nie można zrobić, nawet o eksmisji nie może być mowy. Niektórzy traktują niepłacenie za mieszkanie jako oszczędność czy darmowy kredyt. A Marek Goczyński, przewodniczący komisji gospodarki mieszkaniowej i przestrzennej Związku Miast Polskich, wskazuje, że często spotykana jest postawa roszczeniowa wobec samorządów. – Część najemców nie chce wkładać wysiłku w odpracowanie czynszów. Pokutuje pogląd, że to, co państwowe czy gminne, po prostu się należy. Problemem jest też to, że gminy nie mają gdzie eksmitować zadłużonych lokatorów. I nawet z wyrokiem eksmisji można zadłużone mieszkanie zajmować latami – tłumaczy.
Część miast ograniczyła możliwość odpracowywania długów do osób w trudnej sytuacji finansowej, bezrobotnych lub takich, które nie przekroczyły określonego poziomu zadłużenia. Jednak urzędnicy zwykle bardzo elastycznie podchodzą do tematu.
I bronią tego rozwiązania. Wskazują, że każda odpracowana złotówka oznacza ulgę dla miasta i dla najemców. Ma też duże znaczenie społeczne.
– Ludzie zyskują przekonanie, że można wyjść nawet z – wydawałoby się – beznadziejnej sytuacji. Tak jak ojciec z córką, którzy spłacili u nas w ten sposób 40 tys. długu. Albo starsze małżeństwo, które odpracowało 19 tys. zł – opowiada urzędnik z zarządu nieruchomości komunalnych w jednym z większych miast wojewódzkich.
Kamila Busłowska z Urzędu Miejskiego w Białymstoku dodaje do tego zapobieganie eksmisjom i bezdomności oraz zwiększenie zainteresowania zamianą lokali na takie, które są lepiej przystosowane do sytuacji materialnej zadłużonych osób. I jest przekonana, że nawet jeśli tylko niewielka część najemców lokali gminnych wychodzi dzięki nim z zadłużenia, to już jest duży plus. Dlatego mimo raczej niewielkich finansowo efektów takich programów na ich wprowadzenie będą decydować się kolejne miasta.

OPINIA

We wspólnotach propozycja pracy mobilizuje do płacenia
Mariusz Łubiński, prezes Admus Sp. z o.o.
Wspólnoty mieszkaniowe nie uciekają przed rozwiązaniem, jakim jest odpracowywanie długów czynszowych. W Admusie, który zarządza ponad 12 tys. mieszkań, prowadzimy taki program już od kilku lat. Ale na palcach jednej ręki można policzyć osoby, które skorzystały z tej możliwości. Do tej pory było ich cztery lub pięć. W większości przypadków właściciele mieszkań z długiem po rozmowie i ofercie pracy, nawet na innych zarządzanych przez nas osiedlach, szybko spłacają brakujące kwoty. Dłużnikom proponujemy też rozłożenie długu na raty. Przy braku płatności powyżej 3 miesięcy kierujemy sprawy do kancelarii prawnych, które wysyłają przedsądowe wezwania. W ostateczności występujemy do sądu o wydanie nakazu zapłaty. Po jego uprawomocnieniu i braku spłaty ze strony dłużnika sprawę przekazujemy komornikowi. Takich spraw jest mało. W ciągu kilkunastu lat działania spółki zlicytowaliśmy mniej niż 10 lokali.
Jeśli chodzi o główne przyczyny opóźnień w płatnościach wśród prywatnych właścicieli, szczególnie tych 2-, 3-miesięcznych, przeważnie dotyczą one ludzi, którzy mają nieregularne dochody. Najbardziej solidnymi płatnikami są osoby, które z trudem wiążą koniec z końcem. Wiedzą, że jedno opóźnienie może nakręcić spiralę zadłużenia.
W naszym przypadku nieterminowe płatności dotyczą 5–10 proc. mieszkań, których właściciele w zdecydowanej większości uzupełniają w końcu zaległości. Ale nie wszędzie sytuacja musi być tak dobra. Nasze wspólnoty to głównie mieszkania wybudowane przez deweloperów. Gorzej może wyglądać sytuacja we wspólnotach, które powstały np. po tanim wykupie lokali komunalnych lub zakładowych.