Od szeregowych stanowisk podreferendarza aż do radcy prezesa Rady Ministrów – tacy urzędnicy już stracili pracę wskutek procesu lustracyjnego w służbie cywilnej i innych urzędach.

W administracji rządowej, ale i w innych urzędach, takich jak np. Kancelaria Sejmu, Kancelaria Senatu i Kancelaria Prezydenta, od kilku tygodni trwa procedura wyłapywania osób, które pełniły służbę w organach bezpieczeństwa państwa lub były współpracownikami tych organów. Docelowo proces sprawdzania osób pracujących m.in. w korpusie służbie cywilnej potrwa jeszcze przez kolejne pięć miesięcy. W tym czasie Instytut Pamięci Narodowej będzie badał kilkadziesiąt tysięcy oświadczeń lustracyjnych. Osób, które tracą z tego powodu pracę, jest niewiele.

Wszyscy do sprawdzenia

Ustawa z 14 kwietnia 2023 r. o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2023 r. poz. 1195; dalej: nowelizacja) zobowiązała kandydatów oraz pracowników korpusu, którzy urodzili się przed 1 sierpnia 1972 r., do złożenia oświadczenia, że w okresie od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. nie pracowali, nie pełnili służby w organach bezpieczeństwa państwa i nie byli współpracownikami tych organów.

Do zweryfikowania w administracji rządowej jest ok. 40 tys. urzędników. Do tego też należy uwzględnić te instytucje, do których stosuje się przepisy ustawy z 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych (t.j. Dz.U. z 2023 r. poz. 765 ze zm.), czyli np. Kancelarii Sejmu, Kancelarii Senatu, Kancelarii Prezydenta.

Z sondy DGP wynika, że już na pierwszym etapie weryfikacji posypały się pierwsze zwolnienia wskutek wygaśnięcia stosunku pracy. Tak dzieje się, jeśli urzędnik przyzna się do współpracy ze służbami lub jeśli nie zdecydował się na złożenie oświadczenia lustracyjnego.

Przykładowo u wojewody pomorskiego na 242 pracowników urodzonych przed 1 sierpnia 1972 r. tylko jednemu z nich stosunek pracy wygasł z mocy prawa. Osoba ta zajmowała stanowisko starszego inspektora. Z kolei na 704 pracowników resortu finansów objętych obowiązkiem lustracyjnym tylko jeden stracił pracę. Natomiast w kancelarii premiera jest zatrudnionych 189 pracowników urodzonych przed 1 sierpnia 1972 r. Jak udało się nam ustalić, w przypadku czterech osób doszło do wygaszenia stosunku pracy. Osoby te zajmowały stanowiska podreferendarza, głównego specjalisty (dwie osoby) i radcy prezesa Rady Ministrów.

Agnieszka Strzępka, rzecznik prasowy wojewody lubelskiego, wskazuje, że na 285 osób objętych lustracją jednej osobie na stanowisku starszego inspektora z mocy prawa wygasł stosunek pracy. Natomiast Błażej Wolniewicz z Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego wylicza, że na 272 lustrowanych urzędników dwie osoby spoza korpusu służby straciły pracę. A Jarosław Średnicki, dyrektor generalny Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego, przyznał, że żadna ze 190 osób objętych procedurą lustracyjną nie straciła posady. Również w Kancelarii Senatu na 138 osób urodzonych przed 1 sierpnia 1972 r. żadna z nich nie straciła zatrudnienia. Podobna sytuacja jest w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Dodatkowa biurokracja

To, że w wielu urzędach nie było zwolnień w wyniku lustracji, nie oznacza, że pozostałe osoby mogą już nie martwić się o zatrudnienie. Kolejnym krokiem jest obowiązek przekazania przez dyrektorów generalnych urzędów do IPN oświadczeń lustracyjnych pozostałych urzędników urodzonych przed 1 sierpnia 1972 r. Dla szefów urzędów to spore wyzwanie i dużo biurokracji. I tak np. w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi jest zatrudnionych 195 pracowników urodzonych przed wskazaną datą – z żadnym z pracowników nie rozwiązano umowy o pracę wskutek procedury lustracyjnej. Jak zapewnia nas resort, te dokumenty wkrótce zostaną przekazane do IPN.

Z kolei Ministerstwo Spraw Zagranicznych (MSZ) przekonuje, że na bieżąco dokonuje przeglądu osób zatrudnianych i zatrudnionych w centrali i w placówkach zagranicznych oraz wymaga składania oświadczeń lustracyjnych od wszystkich, którzy ze względu na datę urodzenia podlegają takiemu obowiązkowi. MSZ zapewnia nas, że obowiązek przekazania oświadczeń lustracyjnych do IPN w terminie do 27 lipca br. został już zrealizowany.

Czekają na IPN

Z kolei wojewoda dolnośląski, powołując się na art. 12 ust. 5 nowelizacji, oczekuje na informację od prezesa IPN o osobach zatrudnionych w DUW, które złożyły oświadczenie lustracyjne potwierdzające pracę lub służbę w organach bezpieczeństwa państwa, lub współpracę z tymi organami, oraz informację o osobach, wobec których wydano prawomocne orzeczenie stwierdzające fakt złożenia przez te osoby niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego. Na razie w urzędzie nie było żadnych zwolnień, ale sytuacja może się zmienić po otrzymaniu informacji od instytutu.

W Ministerstwie Finansów również otrzymaliśmy potwierdzenie, że zakończono proces składania oświadczeń lustracyjnych przez pracowników. – Ewentualne dalsze czynności będą podejmowane po otrzymaniu od prezesa IPN informacji – przyznaje biuro prasowe MF.

Niewielkie szanse

– Te dane pokazują, że cały proces lustracyjny w administracji jest spóźniony co najmniej o 20 lat. Nie wydaje mi się, aby IPN wyszukał kolejnych urzędników do zwolnienia – mówi Robert Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim.

Prawnicy wskazują, że część osób, które już teraz straciły posady, może pójść do sądu, ale szanse są niewielkie. – Trzeba zdawać sobie sprawę, że teraz każdy może się tłumaczyć, że tylko wydawał dokumenty lub przyjmował np. wnioski o paszport. Kryteria zwolnień w myśl omawianej nowelizacji ustawy są jasne i zarówno wykładnia literalna, jak i celowościowa nie wzbudzają żadnych wątpliwości – mówi prof. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Szanse na przywrócenie do pracy czy odszkodowanie są znikome – dodaje.

Podobnego zdania są inni eksperci. – Trudno pozywać pracodawcę, bo ten przy obecnej konstrukcji prawa nie ma żadnej decyzyjności. Być może traci urzędnika, z którego do tej pory był nawet zadowolony – mówi dr Jakub Szmit, ekspert ds. administracji publicznej z Uniwersytetu Gdańskiego. Według niego jedyną słuszną drogą mogłaby być skarga do Trybunału Konstytucyjnego, ale przy niewielkiej skali zwolnień raczej taka sytuacja nie będzie mieć miejsca. ©℗

Administracja państwowa / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe