Dlatego sugerują rozwiązania, które zagwarantują im utrzymanie dochodów z udziału w PIT na poziomie nie mniejszym niż w 2015 r.

Największe obawy budzi propozycja PiS dotycząca podniesienia do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku. Kraków wyliczył, że może to spowodować spadek jego dochodów z PIT o 220–230 mln zł, Bydgoszcz szacuje stratę na 70 mln zł, a Toruń – na poziomie 50 mln zł, co stanowi 4 proc. tegorocznego budżetu miasta. Jak na naszą prośbę wyliczyło Ministerstwo Finansów, samorządy w całej Polsce straciłyby 8,7 mld zł.

Równie duże obawy u przedstawicieli władz lokalnych budzą pomysły wypływające z otoczenia Ewy Kopacz, jak chociażby ten dotyczący podwyższenia kosztu uzyskania przychodu. W standardowych umowach o pracę koszty uzyskania przychodu wynoszą od 1335 zł do 2502 zł w zależności od tego, czy podatnik pracuje u jednego pracodawcy oraz czy dojeżdża do pracy poza gminę. W rządzie usłyszeliśmy o pomyśle zwiększenia tych kosztów nawet trzykrotnie. W takim przypadku w kieszeni podatnika zostawałoby od 700 do ponad 1300 zł więcej.

– Podniesienie kwoty wolnej od podatku do poziomu 8 tys. zł oznacza zmniejszenie wpływów do budżetu państwa od jednego podatnika o 884 zł w skali roku. Trzykrotne zwiększenie kwoty kosztów uzyskania przychodu mogłoby mieć porównywalne konsekwencje – uważa Mirosława Puton, dyrektor wydziału budżetu i księgowości urzędu miasta w Lublinie. Podobnego zdania są władze Szczecina. Według nich skutkiem tej propozycji będzie uszczuplenie dochodów miasta o blisko 85 mln zł, co jest zbliżone do strat, jakie wywołałoby podwyższenie kwoty wolnej od podatku (ok. 80 mln zł).

Obawy ma również Warszawa. – Każde zwiększenie rocznej kwoty wolnej od podatku lub podwyższenie kosztu uzyskania przychodu o jeden złoty dla pojedynczego płatnika, przy braku rekompensaty dla jednostek samorządu terytorialnego, skutkowałoby spadkiem dochodów budżetowych Warszawy o ponad 100 tys. zł. Inaczej mówiąc, kwota wolna od podatku większa o 1 tys. zł lub możliwość odliczania kosztów na tym poziomie to ubytek rzędu 100 mln zł rocznie – wyjaśnia Bartosz Milczarczyk ze stołecznego ratusza.

Urzędnicy z Gorzowa Wielkopolskiego zwracają uwagę, że proponowane przez PO i PiS ulgi faworyzują budżet centralny. – Dodatkowa kwota, która pozostawałaby do dyspozycji osób osiągających niskie dochody, w większości zostałaby natychmiast wydana na konsumpcję, tym samym powodując wpływ dodatkowych dochodów w przeważającej części do budżetu państwa, ale nie do samorządów (np. VAT, w którym samorządy nie mają udziałów) – przekonuje Ewa Sadowska-Cieślak z gorzowskiego magistratu.

Choć samorządy krytykują pomysły wprowadzania dodatkowych ulg, same coraz częściej sięgają po te narzędzia. Jak wynika z wyliczeń Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych, łączne skutki finansowe obniżenia przez samorządy górnych stawek podatkowych oraz udzielonych ulg, zwolnień, odroczeń i umorzeń wyniosły w ubiegłym roku blisko 4,6 mld zł. Dla porównania w 2011 r. były to nieco ponad 3 mld zł. Ale najwyraźniej robią to z głową, bo od 2009 r. ich dochody własne rosną, zamiast maleć.