Wczoraj w Cigacicach marszałkowie czterech województw: lubuskiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego i opolskiego, podpisali porozumienie dotyczące „programu ratunkowego dla Odry”. Ma być finansowany z funduszy europejskich, częściowo też z budżetów samorządów.
– Nie możemy na ten moment podać żadnej kwoty, póki nie będzie wykonana rzetelna diagnoza dotycząca skali zniszczeń ekosystemu i tego, co tak naprawdę się stało – mówi DGP Elżbieta Polak, marszałek woj. lubuskiego. Samorządowcy równolegle naciskają na rząd, by w związku z zatruciem drugiej najdłuższej rzeki w Polsce wprowadził stan klęski żywiołowej, ewentualnie przygotował specustawę, która pozwoli m.in. na wypłatę rekompensat dla poszkodowanych przedsiębiorców. Wszystko dzieje się w mocno politycznym kontekście – marszałkowie należą bowiem do najostrzejszych krytyków rządu. – Kłamstwem i propagandą rząd nie zastąpi realnych działań. (…) Znów samorządy i wolontariusze przejmują obowiązki państwa, by chronić rzekę i ludzi – grzmiał 13 sierpnia na posiedzeniu sztabu kryzysowego marszałek woj. zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz.
Reklama
Tego typu wypowiedzi nie przechodzą w PiS bez echa. Radosław Fogiel, rzecznik PiS, zarzucił Elżbiecie Polak, że „przykładała się do siania dezinformacji i upolityczniania tej sprawy”. – Być może ta nagła aktywność to próba przykrycia problemów we własnym regionie w związku z seksskandalem w lubuskim WORD – mówił Fogiel z PiS. PiS ma jej za złe nagłośnienie tematu rtęci w Odrze (wcześniej donosiły o tym niemieckie media), choć ostatecznie badania potwierdziły, że to nie ta substancja odpowiada za masowe wymieranie ryb. Teraz PiS nie wyklucza wyciągnięcia konsekwencji wobec lubuskiej marszałek. – Musieliśmy pobrać 150 próbek na metale ciężkie. Mówiąc o rtęci, marszałek podwyższyła koszty i wymusiła zmianę procedury. W jej wypadku powinna być wręcz odpowiedzialność karna – przekonuje osoba z rządu. Także wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker napisał na Twitterze, że kwestię aktywności pani marszałek „powinny wyjaśniać odpowiednie służby”.

Zarzuty o opieszałość urzędników

Reklama
Elżbieta Polak nie ma sobie nic do zarzucenia. – Konferencje prasowe organizowałam tylko dlatego, że rząd nic nie robił i bagatelizował program. To dramat, że rząd skupił się na zastraszaniu mnie. Ja wolę skupiać się na ratowaniu Odry – ripostuje.
Dziś najwięcej zarzutów o opieszałość kierowanych jest w stronę samego rządu (zwłaszcza minister klimatu i środowiska Anny Moskwy – opozycja zbiera podpisy pod wnioskiem o jej odwołanie), Wód Polskich oraz wojewodów reprezentujących rząd w terenie. Mimo to postanowiliśmy sprawdzić, czy i jak w sprawie Odry zareagowali marszałkowie województw.
– O sytuacji na Odrze dowiadywaliśmy się, jak wszyscy, z mediów i od Polskiego Związku Wędkarskiego – mówi Violetta Ruszczewska, rzeczniczka marszałka woj. opolskiego. Z kolei do samorządu woj. lubuskiego pierwsze informacje – wówczas jeszcze tylko o podejrzeniu zatrucia Odry – zaczęły napływać 9 sierpnia, czyli mniej więcej wtedy, gdy o sprawie dowiedział się premier Mateusz Morawiecki (jak potem przyznał – za późno; więcej w ramce obok). I również były to informacje medialne. Za to urząd marszałkowski woj. zachodniopomorskiego odesłał nas na swoją stronę internetową, na której są wylistowane wszystkie działania samorządu. Pierwszy wpis pt. „Kto odpowiada za katastrofę ekologiczną na Odrze?” datowany jest na 12 sierpnia. Informuje on o pismach, jakie marszałek Olgierd Geblewicz wysłał do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie i zachodniopomorskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. W każdym wnioskował o „pilną reakcję i rzetelne informowanie mieszkańców”.
Działania podjęte przez marszałków często sprowadzały się do apeli kierowanych do rządu, np. o wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, narad (np. dotyczących „chaosu kompetencyjno-informacyjnego, wynikającego m.in. z obowiązujących przepisów prawa” – takie spotkanie zwołano 16 sierpnia w woj. opolskim) czy powołania zespołów roboczych.

Co z pomocą finansową dla instytucji?

A co z pomocą, np. finansową? Na razie jest raczej symboliczna. Urząd marszałkowski z Dolnego Śląska deklaruje, że pomoże wyposażyć Polski Związek Wędkarski w łodzie patrolowe, z kolei komenda wojewódzka straży pożarnej ma otrzymać od władz województwa 1 mln zł na zakup 10 pojazdów ratowniczo-gaśniczych z przeznaczeniem do ograniczania stref skażeń chemicznych i ekologicznych. Marszałek woj. zachodniopomorskiego wyasygnował kwotę 50 tys. zł na doposażenie strażaków ochotników (m.in. w rękawice, fartuchy i wysokie kalosze), podobnie zadziałały władze woj. lubuskiego, które 12 sierpnia uruchomiły 100 tys. zł na doposażenie związku wędkarskiego. O pomocy dla poszkodowanych przedsiębiorców samorządy raczej nie mówią. – Uruchomienie tego typu systemowych rozwiązań jest zadaniem państwa – wskazuje Gabriela Wiatr, rzeczniczka urzędu marszałkowskiego woj. zachodniopomorskiego.
Choć to może wydawać się niewiele, samorządy twierdzą, że zrobiły to, co leży w ich kompetencjach. I przekonują, że zarządzanie kryzysowe jest w gestii rządu i wojewodów. – Podkreślić należy, że samorządy województw od roku 2018 nie zarządzają zasobami wodnymi – dodaje Michał Nowakowski, rzecznik marszałka woj. dolnośląskiego. Te kompetencje przejęły Wody Polskie, których prezes został niedawno zdymisjonowany przez premiera (w związku ze sprawą Odry). Samorządy województw mogą dziś np. decydować o wprowadzeniu zakazu połowu ryb (na wniosek krajowego zarządcy drogi rzecznej oraz właściwych służb sanitarnych). Władze Dolnego Śląska mówią, że Wody Polskie i wojewódzki lekarz weterynarii zgłosili taki wniosek 11 sierpnia. Jeszcze tego samego dnia została wydana uchwała zarządu województwa zakazująca połowu ryb na całym dolnośląskim odcinku rzeki Odry. ©℗

Co wiemy o stanie wody w Odrze. I czego nie wiemy

Pierwsze informacje o śniętych rybach w rzece wpłynęły do inspekcji ochrony środowiska 27 lipca. Tydzień później – 3 sierpnia – Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ) o sprawie poinformował trzech wojewodów: opolskiego, dolnośląskiego i śląskiego. Premier Mateusz Morawiecki twierdzi, że o problemie Odry po raz pierwszy usłyszał 9 sierpnia. Z kolei ostrzeżenie ze strony Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (Alert RCB) zostało rozesłane dopiero 12 sierpnia. Tego samego dnia szef rządu dymisjonował prezesa Wód Polskich Przemysława Dacę i głównego inspektora ochrony środowiska Michała Mistrzaka. Wciąż są wyjaśniane przyczyny masowego śnięcia ryb w Odrze. 10 sierpnia poinformowano, że wyniki badań potwierdzają „podwyższenie pewnych parametrów fizykochemicznych wody, takich jak natlenienie, pH czy przewodność”. Wykluczono przy tym występowanie w wodzie groźnego mezytylenu (co wcześniej mogły sugerować komunikaty WIOŚ we Wrocławiu). Mniej więcej w tym samym czasie niemieckie media zaczęły donosić o rtęci wykrytej w rzece. Kilka dni później minister Anna Moskwa poinformowała, że toksykologia ryb wykluczyła rtęć jako powód śnięcia ryb. W zeszłym tygodniu minister podała, że badania wykazały obecność w wodzie mikroorganizmów (złotych alg), których zakwit „może spowodować pojawianie się toksyn zabijających ryby i małże” (nie są szkodliwe dla człowieka).
Od tej pory rząd coraz głośniej mówi, że przyczyną katastrofy w Odrze mogą być czynniki naturalne. To jednak nie przekonuje opozycji i części ekspertów, którzy wskazują, że złote algi nie zakwitłyby, gdyby nie podwyższony poziom zasolenia rzeki. A do tego mogło dojść wskutek działalności człowieka. ©℗