O postępującej od lat centralizacji napisano już grube tomy. Wszyscy wiedzą, że proces ten nijak nie odpowiada przepisom, ale z różnym nasileniem był wdrażany przez kolejne siły polityczne sprawujące władzę w RP jako zgodny z partyjnym interesem politycznym. W ostatnich latach nabrał jednak alarmującego rozpędu, a także zdecydowanie ukierunkował się na finanse. Zaczęło się od dodawania zadań bez zapewniania ich finansowania oraz rozdawnictwa podwyżek wynagrodzeń bez adekwatnych zwiększeń subwencji. Potem przyszła obniżka PIT o punkt procentowy, zerowy PIT dla młodych, wreszcie Polski Ład, a teraz zapowiedź jego korekty i obniżki stawki podatku do 12 proc. To wszystko ciosy dla samorządów, przede wszystkim gminnych, dla których udział w dochodach z PIT stanowi zasadniczy element dochodów własnych.
Są granice optymalizacji
Dziś samorządy są zmuszone coraz uważniej oglądać każdą złotówkę oraz ciąć wiele kosztów. Laikom wydaje się czasem, że to dobrze, że efektem posuchy będzie optymalizacja kosztów. Z pewnością da się zresztą znaleźć pewne przykłady, gdzie niedobór pieniędzy doprowadził do rozsądnych oszczędności.
Reklama
Jednak samorząd to nie fabryka dóbr konsumpcyjnych. W tej działalności nie chodzi o to, by jak najtaniej wyprodukować, a potem jak najdrożej sprzedać. Są granice optymalizacji, których przekroczenie, nawet jeśli technicznie i prawnie możliwe, prowadzi wprost do obniżenia jakości życia mieszkańców oraz spowolnienia, a nawet zatrzymania rozwoju. Na końcu tej drogi majaczą nie tylko negatywne efekty społeczne i gospodarcze, lecz także zagrożenie dla demokracji.
Nietrudno bowiem wyobrazić sobie decyzje wyborcze podejmowane pod wpływem niejako prowokowanego niezadowolenia społecznego. Przy każdej reformie podatkowej, która narusza podstawy dochodów własnych JST, słyszymy zapewnienia, że samorządy na tym nie ucierpią, bo straty uzupełni system dotacji.

Reklama
Praktyka i matematyka wskazują jednak jasno, że uzupełnienie nie pokrywa całości strat. Dla przykładu Gdynia na Polskim Ładzie traci minimum 65 mln zł, już po uwzględnieniu wyrównań. Jednak, co ważniejsze, zastępowanie przewidywalnego, odpowiadającego na bodźce rozwojowe dochodu własnego jakimkolwiek pieniądzem redystrybucyjnym, obliczanym centralnie w skomplikowanej formule, a nie pochodzącym z terytorium; znaczonym, co do legalnego celu przeznaczenia, nawet gdyby zgadzało się matematycznie – i tak z definicji samodzielność ogranicza.
Konieczna samodzielność
Samodzielność finansowa samorządów, gwarantowana w Polsce konstytucyjnie i podlegająca ochronie sądowej, ma fundamentalne znaczenie dla zachowania obecnego ustroju. Jeśli jej zabraknie, mimo że w konstytucji nadal będziemy czytać o zapewnieniu decentralizacji władzy publicznej oraz o tym, że w jej sprawowaniu uczestniczy samorząd terytorialny, w praktyce pozostaną to puste słowa.
Samodzielność finansową musimy rozpatrywać dochodowo i wydatkowo. Dochodowo oznacza ona przede wszystkim samodzielność w gospodarowaniu dochodami, nawet pochodzącymi od państwa, oraz możliwość ich zwiększania, gdy okazują się niewystarczające w stosunku do zadań. Wydatkowo zaś rozumiemy przez nią swobodę decyzyjną dotyczącą rozdysponowania pieniędzy na realizację zadań. Żadna dotacja, po pierwsze niepewna i mało zależna od działań samej JST, a po drugie ograniczona w swobodzie wydatkowania, nie zastąpi więc ubytku w dochodzie własnym pochodzącym z udziału w podatkach. Każda zaś „kliencka” złotówka oddala Polskę od modelu realnej decentralizacji.
Kłopoty z powiatami
Na koniec warto przywołać historię zawirowań legislacyjnych wokół powiatów. Dziś często i nie bez pewnej racji mówi się, że są najsłabszym ogniwem polskiej udanej samorządności terytorialnej. Nie wdając się w długą i zawiłą dyskusję o tym, co dalej z powiatami w RP, jedno można stwierdzić bezkonfliktowo – ich sytuacja jest najtrudniejsza, bo są najsłabiej finansowane. Wiele lat temu zaszkodziło im prezydenckie weto, które obaliło uzupełniający reformę samorządową pomysł decentralizacji rządowych funduszy i agencji, przede wszystkim na rzecz powiatów. Wypadło ważne ogniwo, a skutki możemy dziś obserwować. Są poważniejsze niż niedobór środków na jedno czy drugie zadanie, doprowadziły do słabości, która każe niektórym pytać, czy aby nie lepiej powiaty zlikwidować. Zmienić ustrój. Z tego powinna płynąć przestroga. Dalsze rujnowanie samodzielności samorządów doprowadzi do zdemolowania tej części realizacji władzy publicznej, która udała się w RP po 1989 r. najlepiej.