Co prawda Kowalski nie będzie brał udziału w aukcji praw do emisji, ale zrobi to dostawca paliw (patrz: rozmowa z Adrianną Wroną), który następnie dodatkowy koszt będzie chciał odzyskać i podniesie ceny. Finalnie za emisję CO2 zapłaci więc statystyczny Kowalski.
Pozbycie się trujących kopciuchów ograniczy smog i przyniesie pożądaną zmianę: mniej szaroburego dymu otulającego miejscowości podczas sezonu grzewczego. Sęk w tym, że mały ETS ma objąć nie tylko węgiel, ale i gaz, który co prawda skutecznie przyczynia się do ograniczenia smogu, ale jego spalanie emituje CO2. Eksperci obawiają się, że zbyt ambitne cele stawiane w zmaganiach o czyste powietrze mogą odnieść skutek odwrotny: zniechęcą do ekologii tych, którzy zdążyli właśnie zainwestować pieniądze i wymienili trującego kopciucha na piec gazowy. Wiele gmin wspiera obecnie mieszkańców i dofinansowuje w ramach własnych programów wymianę przestarzałych pieców właśnie na źródło ciepła zasilane gazem. Potwierdzają ten trend dane z realizacji rządowego programu „Czyste powietrze”: ponad 45 proc. wniosków o dofinansowanie dotyczy kotłów gazowych kondensacyjnych. Mały ETS miałby obowiązywać od 2026 r. To za mało czasu, aby inwestycja w gaz się zwróciła – mówią ekolodzy. Obawiają się także, że ambitne wyzwania skłonią do rezygnowania z węgla na rzecz biomasy, której neutralność klimatyczna jest coraz częściej kwestionowana, choć wciąż jest przez KE uznawana za zielone paliwo.