Reklama
fot. Wojtek Górski
Szymon Piotr Dziak-Czekan, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”
Przed nami wprowadzenie w Polsce systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Jakie ma to znaczenie dla was jako branży, która zajmuje się recyklingiem opakowań?
To bardzo wyczekiwana przez branżę regulacja. Spodziewamy się, że zwiększy ona popyt na przetworzony surowiec. Obecnie za dużo zależy od cen surowców pierwotnych, np. ropy. Jeśli jest tania, brakuje bodźca dla producentów wprowadzających do korzystania z przetworzonego surowca. W efekcie nadal bardzo duża część odpadów w naszym kraju nie jest odbierana z sortowni i pozostaje nieprzetworzona. Dlatego chcielibyśmy, aby system ROP zaczął funkcjonować jak najszybciej, najlepiej od 2022 r.
Taki termin wejścia ROP w życie jest realny?
Będzie to bardzo trudne, ale ministerstwo może pomyśleć nad pomostowym rozwiązaniem, wszak każdy tysiąc ton wyprodukowanego recyklatu to oszczędność prawie 4 mln zł dla budżetu. Recykling opłaca się wszystkim i redukuje zagrożenia środowiskowe.
A co musiałoby się stać, by faktycznie wzrósł popyt na wytwarzany przez was surowiec wtórny?
Zdecydowanie trzeba unikać powtórki z ostatnich chudych lat. Od stycznia zauważamy duży popyt na surowce, ale jest on przejściowy, spowodowany problemami ze światowym łańcuchem dostaw, zachwianiem podaży, a w ostatnich dniach zablokowaniem Kanału Sueskiego. Przy niskich cenach ropy producenci decydują się na surowiec pierwotny. Kluczowe jest tu zatem wprowadzenie obowiązku wykorzystywania recyklatu, czyli właśnie przetworzonego surowca wtórnego, w nowych produktach. Bardzo ważne, by nie dotyczyło to, jak stanowi dyrektywa, tylko recyklatu PET, ale wszystkich podstawowych tworzyw sztucznych – polietylenu, polipropylenu i polistyrenu. Postulujemy – wzorem Włoch i Wielkiej Brytanii – wprowadzenie u nas obowiązku 30-proc. zawartości recyklatu w nowym opakowaniu. W wymienionych krajach popyt na recyklat jest bardzo duży, dzięki czemu zbliżają się one do gospodarki o obiegu zamkniętym.
Sondowaliście producentów? Co sądzą o takim postulacie?
Z rozmów z przemysłem tworzyw sztucznych wynika, że będą stawiać opór wobec wprowadzenia obligatoryjnych poziomów zawartości recyklatu w nowo wytwarzanych produktach z tworzyw sztucznych. Obawiają się bowiem braku dostępu do przetworzonego surowca. Samorządy skarżą się z kolei, że recyklerzy nie zawsze odbierają odpady. To proste, popyt na nasz produkt oznacza, że surowiec wtórny będzie pozyskiwany z odpadów i dostępny, otworzą się nowe zakłady recyklingowe i sortownie. Zniknie problem zalegania odpadów w sortowniach, na wysypiskach i w lasach.
Jakie produkty wytwarza się z wymienionych tworzyw?
Z PET robi się plastikowe butelki, np. na wodę mineralną, z polistyrenu produkuje się kołpaki samochodowe i doniczki, z polietylenu – w postaci folii LDPE – np. siatki na zakupy i worki na śmieci. W Polsce produkowane są worki z surowca w 100 proc. pochodzącego z recyklingu, a tymczasem sieci handlowe importują worki w 100 proc. z surowców pierwotnych. Zjawisko to nie ma ani ekologicznego, ani ekonomicznego uzasadnienia i nowa regulacja powinna to uwzględniać. Podobnie jest w przypadku polipropylenu, z którego produkuje się pojemniki na żywność i doniczki stosowane w ogrodnictwie, które świetnie nadają się do recyklingu. Zależy nam na wprowadzeniu obowiązku stosowania recyklatu w nowych wyrobach tego typu, bo znaczna część producentów stosuje wyłącznie surowiec pierwotny.
Rozumiem, że ROP obejmie wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych, więc wprowadzającym produkty na rynek też będzie opłacało się to, by nie tylko opakowania PET trafiały do przetworzenia.
Teoretycznie tak. System ROP zagwarantuje odpowiedzialność finansową za wprowadzenie opakowania na rynek. Wysokość takiej opłaty będzie zależna od tego, czy dane opakowanie nadaje się do recyklingu czy nie. W tym drugim przypadku będzie ona oczywiście wyższa. W tej sytuacja bardzo ważna dla nas jest własność polskich odpadów.
Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, mówił w niedawnym wywiadzie dla DGP, że ważne jest, by wprowadzający opakowania na rynek byli również właścicielami odpadów opakowaniowych.
Od 15 lat pracuję w branży recyklingu i gospodarki odpadami. Jako prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling” mówię głosem branży, będąc w stałym kontakcie z ponad 200 recyklerami. Opinia Polskiej Federacji Producentów Żywności jest odosobniona. W Polsce w handel odpadami zaangażowanych jest ok. 100 specjalistów w każdym województwie, bo jakość odpadów jest zmienna. Czy wprowadzający zechcą zatrudnić 1600 osób?
Własność odpadów powinna zostać w samorządach, takie jest zdanie resortu środowiska, recyklerów i gmin, co potwierdzają nasze spotkania z przedstawicielami samorządów. Istnieje ryzyko, szczególnie przy systemie kaucyjnym, że producenci, którzy w dużej mierze pochodzą z zagranicy, zbiorą odpady i zamiast przekazać je nam do przetworzenia, wyeksportują. W niektórych krajach tak jest. Opakowania PET to bowiem bardzo pożądane odpady – 1 tona butelek PET to ok. 2 tys. zł. TIR takich sprasowanych butelek to nawet 40 tys. zł. Sortowanie, doczyszczanie i recykling powinny być wykonywane lokalnie.
Dyrektor Gantner uzasadnia swoje stanowisko zawartą w dyrektywie definicją kosztu netto. Jak mówi, oznacza ona, że wydatki poniesione przez daną firmę na utrzymanie systemu będą pomniejszone o przychody ze sprzedaży opakowań przeznaczonych do recyklingu.
Dyrektywa wcale nie wskazuje na to, że właścicielem odpadów powinien być wprowadzający. Wręcz przeciwnie – w większości krajów Europy tak nie jest. Rzeczywiście muszą oni znać koszt netto po odjęciu kwoty uzyskanej ze sprzedaży surowca. Musi być zatem sporządzona analiza ekonomiczna kosztów, ale dyrektywa wskazuje tylko, co trzeba zrobić, a jak te kwestie uregulować rządy mogą decydować samodzielnie.
Wprowadzający na rynek chcą też sami zorganizować system ROP i depozytowo-kaucyjny. Jaka jest wasza opinia w tej sprawie?
Pozostawienie organizacji systemu w rękach jednej osoby lub organizacji jest ryzykowne. Nieważne, czy ma być to jedna grupa interesów, czy duża agencja rządowa. Dowodzą tego dotychczasowe doświadczenia, odpady powinny pozostać na wolnym rynku.
Czeka nas gorący spór w tej sprawie.
Na pewno niektórzy producenci będą bardzo protestowali i próbowali blokować wprowadzenie ROP. W Polsce płacą dziś najniższe stawki w Europie – wprowadzenie na rynek 1 tony plastiku w Austrii kosztuje 4 tys. zł, a w Polsce 50 zł. Generują dzięki temu oszczędności, według naszych szacunków to 6–8 mln zł dziennie. Odkładanie ROP w czasie działa na szkodę wprowadzających, bo słaba branża recyklingu to mało dobrej jakości surowca.
Każdy dba o swój interes, to zrozumiałe. Jest pan optymistą w kwestii tego, że uda wam się przeforsować swoje postulaty?
Tak. Muszą wygrać ochrona środowiska i zdrowa gospodarka odpadami, również po to, by mieszkańcy mniej płacili za śmieci.
A gdy już wszystkie te regulacje – Single Use Plastics, ROP, system depozytowy – będą obowiązywać, to sytuacja faktycznie się poprawi? Będziemy przetwarzać więcej opakowań z tworzyw sztucznych niż teraz?
Jeżeli regulator będzie egzekwował przepisy, to zdecydowanie tak. To będzie rewolucja, choć oczywiście efekt nie będzie natychmiastowy. Warunkiem jest jednak wdrożenie przez producentów ekoprojektowania. Paradoksalnie bowiem – mimo nasilenia debaty publicznej w tej sprawie – 10 lat temu opakowania bardziej nadawały się do recyklingu niż teraz. Z jednej strony wynika to z dyktatu marketingu, z drugiej stawia się na opakowania, które, co zrozumiałe, przedłużają zdatność żywności do spożycia.
Czy w naszym kraju zmniejsza się ilość plastiku w obiegu?
Widoczny jest bardzo duży spadek, jeśli chodzi o foliowe torby. Jednak ogólna tendencja jest taka, że choć przyhamował wzrost ilości plastiku w obiegu, jego ilość na rynku się nie zmniejszyła. W świecie zachodnim jednorazowych przedmiotów z plastiku będzie coraz mniej, ale wielorazowe z nami zostaną. Czas wziąć się do pracy.
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel