Z BDO, czyli bazy danych o produktach i opakowaniach oraz gospodarce odpadami, korzystają wszyscy wytwarzający odpady (oprócz mieszkańców, za których rozlicza się samorząd) – nieduże firmy, w tym właściciele sklepów, które udostępniają klientom torebki foliowe, a także wprowadzający na rynek opakowania, inspektoraty ochrony środowiska i urzędy marszałkowskie, do których za pośrednictwem systemu trafiają sprawozdania z gospodarki odpadami.
Od 1 stycznia 2021 r. ewidencja odpadów ma się w BDO odbywać wyłącznie elektronicznie. Okazuje się jednak, że są problemy z bezpieczeństwem funkcjonowania kart przekazania odpadów (KPO). To dokument wystawiany przez wytwórcę odpadów, na podstawie którego może się ich pozbyć, przekazując je firmie z odpowiednimi uprawnieniami. I tu pojawia się problem.

Luka, która namiesza

Reklama
Programiści alarmują, że API, czyli interfejs do łączenia się z BDO przygotowany przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy współpracujący z Ministerstwem Klimatu i Środowiska (korzystają z niego firmy, które chcą skomunikować własne oprogramowanie z BDO), jest dziurawe. Jest w nim błąd, dzięki któremu każdy podmiot uczestniczący w przekazaniu odpadów i ich transporcie może wykonywać dowolne operacje w systemie dotyczące danej KPO.
– Przekazujący odpady może potwierdzić za przejmującego ich przyjęcie– podaje przykład Robert Kapuściński z firmy Darsoft.pl.

Reklama
Można wyobrazić sobie taką sytuację. Ktoś chce pozbyć się odpadów, ale nie chce za to zapłacić. Wystawia więc KPO na jedną z firm figurujących w systemie i potwierdza za nią jej przyjęcie. Z ewidencji elektronicznej wynika, że odpady zostały legalnie przekazane, a w rzeczywistości lądują np. w lesie.
W systemie znajdzie się oczywiście informacja o tym, kto zatwierdził KPO, ale firmy odbierające śmieci operują na tysiącach takich potwierdzeń, więc przeoczenie może się łatwo zdarzyć.
Niekoniecznie musi chodzić przy tym o celowe działanie. W grę wchodzą przecież pomyłki, a takich już zdarzyło się sporo. W dodatku takiej operacji nie można cofnąć, ponieważ BDO nie przewiduje korekt KPO.
– Osoba, która tworzy nakładkę na BDO, musi mieć świadomość, jak przepływają dokumenty, by nikomu nie zrobić krzywdy. API powinno być tak zabezpieczone, by nikt – nawet nieumyślnie – nie mógł wyrządzić szkody innym użytkownikom bazy – zaznacza Robert Kapuściński.
Zapytaliśmy Ministerstwo Klimatu i Środowiska, czy jest świadome problemu i czy luka zostanie naprawiona. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Gorący koniec roku

Kłopoty z BDO wynikają po części z tego, że systemu informatycznego nie poddano odpowiednim testom przed przygotowaniem wersji produkcyjnej. – Twórca oprogramowania nie jest w stanie znaleźć wszystkich błędów, a testy automatyczne nie wszystko są w stanie wyłapać – podkreślają eksperci.
Do tego specjaliści pracujący nad BDO wciąż otrzymują nowe zadania – wkrótce będzie to wprowadzenie do systemu danych z jednolitych plików kontrolnych – a jednocześnie na bieżąco muszą zajmować się łataniem dziur w działającym już systemie.
Okazuje się też, że BDO nie jest jeszcze gotowe na 2021 r. Firmy wciąż nie mają możliwości przygotowania kart ewidencji. Nie wiadomo też, jak będzie wyglądało przełączanie się pomiędzy poszczególnymi latami ewidencji. Brakuje także systemu uprawnień. Oznacza to, że każdy użytkownik systemu ma praktycznie taki sam dostęp do wszelkich danych (z drobnymi wyjątkami, jak składanie sprawozdań i wniosków).
Przypomnijmy, że wejście w życie obowiązku sporządzania dokumentacji elektronicznej było przekładane – początkowo miał to być 1 stycznia 2020 r., ale data ta została przesunięta na 1 stycznia 2021 r. Do północy 31 grudnia tego roku dokumenty można wciąż sporządzać na papierze.
Okazuje się jednak, że przykładowa firma recyklingowa, która chce wprowadzić do bazy zaległe informacje o przetworzeniu odpadów, nie może tego zrobić z właściwą datą. Dane są zapisywane w systemie wyłącznie z datą ich wprowadzenia, choć nieprawidłowo prowadzona ewidencja to groźba kary.
Jak pies do jeża do elektronicznej bazy podchodzą także niektóre wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska. Chociaż mają nieograniczony dostęp do danych w BDO, przy okazji kontroli żądają zrzutów z ekranu z bazy lub dokumentów papierowych, w tym aktualnego sprawozdania, które w systemie już jest. Dlaczego? – Nie ufają elektronicznej ewidencji? – zastanawia się jeden z użytkowników systemu.

Do czego służy BDO

Na uprzątnięcie porzucanych śmieci zrzucamy się jako podatnicy. Płacą samorządy, jeśli odpady na ich terenie stwarzają zagrożenie dla środowiska, życia i zdrowia ludzi (patrz: infografika). Teoretycznie, bo w praktyce śmieci często zalegają w opuszczonych magazynach przez lata, gdyż ich uprzątnięcie to koszty liczone w miliardach złotych. Przypominają o sobie, gdy dochodzi do rozszczelnienia pojemników z niebezpiecznymi substancjami lub gdy zaczynają płonąć, a trujące wyziewy mieszają się z powietrzem.
Baza danych o odpadach ma uszczelnić rynek i ukrócić nielegalne porzucanie śmieci. Łańcuch przekazywania odpadów – dzięki elektronicznej ewidencji – ma być pod ścisłą kontrolą: od przekazania ich firmie odpadowej po transport do instalacji i między instalacjami. Bez naprawienia luk nie będzie on jednak w 100 proc. skuteczny.
Obrót odpadami