Trwa pierwsza całościowa kontrola projektów partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Przeprowadza ją Najwyższa Izba Kontroli. Obejmie ona zarówno te samorządy, które zdecydowały się na wspólne inwestycje z przedsiębiorcami, jak i te, które z tego zrezygnowały.

Po PPP sięgają gminy i powiaty, których nie stać na samodzielne inwestycje. 

PPP w liczbach

PPP w liczbach

źródło: DGP

Dzięki temu za pieniądze prywatnych firm na publicznych gruntach powstają drogi, parkingi, pływanie czy spalarnie. Potem przedsiębiorcy pobierają opłaty za parkowanie, zarabiają na biletach lub otrzymują opłaty od gmin.

Gdy umowy się kończą, ziemia wraca do samorządów, a partnerzy wzajemnie się rozliczają.

– Taka kontrola jest potrzebna. NIK powinien poddać badaniu wszystkie zawarte umowy PPP i udzielone koncesje, a wnioski muszą zostać szeroko rozpowszechnione w środowisku podmiotów publicznych i prywatnych – uważa dr Rafał Cieślak, radca prawny z Kancelarii Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz.

Wie, że samorządowcy obawiają się podobnych inicjatyw, ale przekonuje, że bez zaangażowania organów nadzoru i kontroli w PPP wątpliwości dotyczące interpretacji niektórych przepisów nigdy nie zostaną rozwiane.

– Jeżeli wyniki kontroli będą pozytywne, z pewnością zachęci to do PPP. Osobiście postulowałbym łagodne potraktowanie przedsięwzięć, w których stwierdzono jedynie drobne uchybienia formalne lub proceduralne albo nieprawidłowości niemające istotnego wpływu na ważność zawartych umów – dodaje Rafał Cieślak.

Strach ma wielkie oczy

Samorządy nie kryją jednak swych obaw.

– Tam, gdzie inspektor ocenia stronę formalną, to najczęściej ma rację. Ale kiedy bada gospodarność, to boję się, że ma on już jakiś pogląd w tej sprawie. Dlatego samorządy mają negatywne doświadczenia z kontrolami NIK – wskazuje Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich.

Mówi, że miasta borykają się z różnymi problemami przy PPP. Tu pada przykład zaliczenia lub niezaliczenia PPP do długu.

– Powinien o tym decydować, tak jak w całej Europie, podział ryzyka. A u nas nie jest to oczywiste – podkreśla Porawski.

Wszystko przez to, że polskie przepisy są w tej kwestii niejasne.

Dlatego też samorządowcy mają obawy, jak podejdą do tego kontrolerzy. Ponadto obawiają się, że taka kontrola ostudzi zapał tych nielicznych podmiotów, które mimo wszystko chcą skorzystać z PPP.

– A dlaczego administracja rządowa praktycznie niczego nie realizuje w PPP? Bo tak naprawdę żaden urzędnik nie chce ryzykować. Nie chce mieć negatywnej oceny wybitnie kompetentnego kontrolera – mówi z przekąsem Porawski.