Samorządy, z rozmachem i nie licząc kosztów dla mieszkańców, planują rozbudowę sieci kanalizacyjnych. Z tego powodu wkrótce możemy zapłacić surowe kary za niewypełnienie dyrektywy ściekowej.
ikona lupy />
DGP
Wysiłki podejmowane, by realizować unijne prawo (dyrektywa Rady 91/271/EWG z 21 maja 1991 r. dotycząca oczyszczania ścieków komunalnych, tzw. dyrektywa ściekowa), przypominają wyścig, w którym biegacz pokonuje co prawda kolejne kilometry, ale i meta wciąż się od niego oddala.
Skanalizowanie każdej aglomeracji ściekowej zgodnie z wymaganiami Komisji Europejskiej nie może być mniejsze niż 98 proc. (patrz: ramka). Mimo wydawanych środków i kolejnych aktualizacji Krajowych Programów Ochrony Ścieków Komunalnych (KPOŚK) sytuacja się nie poprawia. Powód? Gminy chcą podłączać do sieci kanalizacyjnej kolejne tereny, nawet jeśli nie ma to uzasadnienia ekonomicznego. Poszerzają więc granice aglomeracji ściekowych (to obszar, który powinien według gmin być objęty siecią kanalizacyjną).

Brak planów

Jednym z przykładów jest niewielka gmina, w której jest 156 podłączeń, czyli z sieci kanalizacyjnej korzysta ok. 500 osób. Gmina zaciągnęła kredyt – wartość projektu to ok. 4 mln zł, z czego 1,8 mln zł otrzymała ona z funduszy unijnych. W efekcie cena za metr sześcienny odprowadzonej wody i ścieków wzrosła tam o 20 zł (z 8 zł).
Dlaczego gminy ulegają pokusie, by sieć kanalizacyjną ciągnąć nawet na odległe, słabo zurbanizowane tereny? Powodów jest kilka. Włodarze boją się odmówić mieszkańcom dostępu do sieci kanalizacyjnej (alternatywą są szczelne szamba lub przydomowe oczyszczalnie ścieków). Kolejna przyczyna to brak planów zagospodarowania przestrzennego: wydawane są pozwolenia na budowę albo WZ-ki na terenach oddalonych od sieci komunalnej. Plany modernizacji się rozrastają, a radni podejmują decyzję, najczęściej nie biorąc pod uwagę ceny końcowej, którą za ścieki zapłaci mieszkaniec.

Poważne konsekwencje

W ostatnich miesiącach z przedstawicielami samorządów spotykali się reprezentanci Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Wód Polskich i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Eksperci przypominali, że do końca 2020 r. gminy muszą dokonać przeglądu granic aglomeracji ściekowych i ewentualnie zrobić ich korekty – obowiązek wynika ze znowelizowanego w 2017 r. prawa wodnego (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 310 ze zm.)
Wyznaczenie granic aglomeracji polega na wykreśleniu na mapie linii, do której sieć kanalizacyjna ma sięgać. Dane są potrzebne do szóstej aktualizacji KPOŚK, która będzie zawierała informacje o planach inwestycyjnych do końca 2027 r. To element przygotowania do nowej unijnej perspektywy finansowej na lata 2021‒2027.
Joanna Kopczyńska, wiceprezes Wód Polskich ds. zarządzania środowiskiem wodnym, podkreśla, że to moment, by gminy realnie oceniły swoje możliwości rozwoju, skalkulowały bud żety rozwoju sieci kanalizacyjnych, cenę końcową i dostosowały się do przepisów unijnych.
Gminy powinny brać pod uwagę efektywność przedsięwzięcia i koncentrację użytkowników. W polskich warunkach jest to 120 mieszkańców na kilometr nowo wybudowanej sieci, by mogła się ona utrzymać, a mieszkańcy nie ponosili zbyt wysokich kosztów.

Błędy w pomysłach

Granice aglomeracji ściekowej opiniują Wody Polskie. Opinia nie jest wiążąca, ale eksperci analizują pomysły samorządów, zwracają uwagę na błędy i proponują, jak można je skorygować. Uchwałę o granicach aglomeracji podejmuje rada gminy. Jej podjęcie jest warunkiem wpisania planowanych inwestycji do KPOŚK. Bez tego gmina nie otrzyma dofinansowania z pieniędzy unijnych na inwestycję z zakresu gospodarki ściekami – m.in. na budowę nowoczesnych oczyszczalni ścieków lub ich modernizację.
Z końcem roku wygasną dotychczasowe uchwały rad gmin o granicach aglomeracji ściekowych – nawet jeśli samorząd nie podejmie nowej.
Natomiast – jak mówi Joanna Kopczyńska ‒ do tej pory do Wód Polskich zgłosił się niewielki procent gmin. Wydanie rzetelnych i sensownych opinii dla 1,5 tys. aglomeracji ściekowych wymaga czasu. Gmina musi dostarczyć m.in. pozwolenia na budowę, decyzje o warunkach zabudowy, plany inwestycyjne. Samorządy niejednokrotnie są wzywane do uzupełniania dokumentów.

Kosztowne ambicje

Nieracjonalne budowanie sieci kanalizacyjnej to wysokie opłaty dla mieszkańców. Brak rewizji granic aglomeracji ściekowej i nieprzyjęcie nowej uchwały oznaczają utratę możliwości dofinansowania inwestycji w gospodarce ściekowej ze środków unijnych, także tych już rozpoczętych. To niejedyne konsekwencje. Także Komisja Europejska wytyka Polsce niewłaściwe planowanie sieci kanalizacyjnej, przeszacowanie planów inwestycyjnych obejmujących obszary o rozproszonej zabudowie. Niespełnienie warunku procentu skanalizowania oznacza, zgodnie z podejściem KE, także niespełnienie warunków co do jakości oczyszczania ścieków, a za to już grożą kary finansowe. Dlatego w rewizji granic aglomeracji ściekowych, które gminy muszą przeprowadzić, władze centralne widzą szansę na zmniejszenie ryzyka ich nałożenia.

Skala naruszenia

W obecnym KPOŚK ujęto 1587 aglomeracji ściekowych. KE uznała, że w 1282 z nich ścieki komunalne nie podlegają właściwemu oczyszczeniu.
‒ Komisja Europejska w nowym składzie bardzo surowo podchodzi do kwestii ochrony środowiska – mówią eksperci. Dlatego postępowanie w sprawie Polski może przyśpieszyć. W maju KE wezwała nasz kraj, ale także Bułgarię, Czechy i Francję, do przestrzegania dyrektywy ściekowej. W kolejnym kroku sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE. Kwota kary – jeśli taka zostanie ewentualnie nałożona na Polskę ‒ zależy od tego, jak KE oceni wielkość naruszenia. Z doświadczenia jednak już wiadomo, że nieprawidłowości w gospodarowaniu ściekami zwykle są obciążone najwyższym mnożnikiem, według którego sankcja jest liczona. Chodzi bowiem o naruszenie nie tylko dyrektywy ściekowej, lecz także ramowej dyrektywy wodnej, która dotyczy jakości wody. Tej nie da się chronić, jeśli nieoczyszczone ścieki są odprowadzane do rowów melioracyjnych lub spuszczane do rzek. Z tym Polska także ma problem.
Kara nakładana jest co prawda na państwo, ale w wyroku wymieniane są wszystkie aglomeracje, które nie spełniły wymogów dyrektywy. Takie zapadały m.in. w sprawie Belgii i Grecji. W przypadku pierwszego państwa KE zażądała 15 mln euro ryczałtu i 62 tys. euro za każdy dzień dalszego naruszenia. Grecji europejski trybunał zasądził zapłatę 10 mln euro i 3,64 mln euro za każde pół roku zwłoki – była to kara za brak oczyszczalni ścieków w sześciu miastach.