Wszystko wskazuje na to, że zadłużenie władz lokalnych po raz pierwszy w historii przekroczy kwotę 80 mld zł.
Senatorowie rozważają inicjatywę ustawodawczą, która ma poluzować kryteria zadłużeniowe gmin. Tymczasem już po III kw. 2019 r. skala zobowiązań, wynikająca głównie z zaciąganych przez samorządy kredytów i pożyczek, wyniosła niemal 77,3 mld zł – czyli prawie 1,2 mld zł więcej niż w całym 2018 r.
Na tym jednak nie koniec. Ministerstwo Finansów (MF), bazując na wieloletnich prognozach finansowych jednostek samorządu terytorialnego (JST), wskazuje, że na koniec tego roku samorządowe długi mogą wynieść 86,6 mld zł.
Reklama
Nominalnie czeka nas więc rekordowo wysoki poziom zadłużenia polskich samorządów. Czy jest się czym martwić? MF uspokaja, że wzrost zadłużenia należy wiązać ze znaczącym wzrostem poziomu inwestycji samorządu, co przyczynia się do rozwoju tych jednostek. – Ministerstwo na bieżąco analizuje sytuację finansową jednostek samorządu terytorialnego, m.in. w zakresie zadłużenia – zapewnia MF. Przypomina, że kluczowym elementem zabezpieczającym JST przed nadmiernym zadłużeniem jest tzw. indywidualny wskaźnik spłaty zadłużenia (wzór arytmetyczny zawarty w ustawie, odzwierciedlający ekonomiczną zdolność jednostki samorządu terytorialnego do spłaty zobowiązań). A tu zagrożeń na dzisiaj nie widać.

Reklama
Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich tłumaczy, że wzrost zadłużenia JST wiąże się z „wielkim poziomem inwestycji” wynikającym z korzystania z funduszy unijnych. – Inwestycje w ciągu najbliższych 2–3 lat znacząco i stopniowo spadną. Zadłużenie w związku z tym też będzie stopniowo spadać, bo samorządy nie przewidują w tej chwili nowych kredytów, ale skupią się raczej na spłacie dotychczasowych zobowiązań. Zadłużenie znowu zacznie rosnąć, jak ruszy nowa perspektywa finansowa UE, a to stanie się najwcześniej w 2023 r., biorąc pod uwagę to, jak rozkręcała się mijająca perspektywa 2014–2020. Kolejny okres wzmożonego wysiłku inwestycyjnego przyjdzie w okresie 2024–2025 – wyjaśnia Porawski. – Ale to będzie mniejsze „maksimum” niż to, co obserwowaliśmy w obecnym okresie unijnego programowania, bo będzie mniej pieniędzy z UE, choćby z racji brexitu czy konieczności utworzenia funduszu sprawiedliwej transformacji energetycznej. A te pieniądze będą głównie przeznaczone na istniejący przemysł energetyczny, a nie na infrastrukturę komunalną – dodaje.
Mimo zapewnień, że sytuacja zadłużeniowa JST jest pod kontrolą, za namową samorządowców podejmowane są konkretne inicjatywy legislacyjne w Senacie. 8 stycznia komisja samorządu terytorialnego i administracji państwowej ma „rozważyć podjęcie inicjatywy ustawodawczej w sprawie nowelizacji ustawy o finansach publicznych”. Chodzi o art. 243 ust. 3a, zgodnie z którym do wskaźnika zadłużenia nie wlicza się wydatków na inwestycje, które w co najmniej 60 proc. finansowane są ze środków unijnych. Projekt nowelizacji zakłada zejście do poziomu 40 proc., dzięki czemu więcej inwestycji załapałoby się na tego rodzaju zwolnienie.
– Działanie wpisuje się w to, czego oczekuję od senatorów. Czyli aby Senat nie tylko był recenzentem prac sejmowych, ale również przygotowywał własne inicjatywy ustawodawcze. Projektowana nowelizacja może jest detaliczna, ale niezwykle ważna dla samorządowców w całej Polsce. Z radością witam wszelkie tego rodzaju inicjatywy – mówi DGP marszałek Senatu Tomasz Grodzki.
Wielu samorządowców zwraca nam uwagę na inny aspekt lokalnych finansów, czyli skalę deficytu budżetowego JST (czyli gdy wydatki są wyższe niż dochody). Z ostatnich danych GUS wynika, że w 2018 r. deficyt odnotowało 1991 jednostek (ok. 71 proc. ogółu), podczas gdy w 2017 r. było ich 1432 (51 proc.). – To zły prognostyk dla rozwoju Polski. Brak wolnych środków oznacza, że gmina będzie jedynie administrowana, a nie rozwijana – diagnozuje jeden z samorządowców.
77,3 mld zł taki jest poziom zobowiązań samorządów po III kw. 2019 r.
205 mld zł takie dochody ogółem odnotowały JST po III kw. 2019 r.
817 w tylu samorządach wystąpiła nadwyżka budżetowa w 2018 r.