Aktywizować obywateli czy dać im święty spokój? Samorząd jest dla nich patronem czy partnerem? Rozwiązania tych dylematów poszukiwali uczestnicy debaty „Od męczybuły do cennego zasobu”.
Z biegiem lat zmieniają się oczekiwania mieszkańców i w związku z tym wyzwania stojące przed samorządami. To także efekt migracji – do niewielkich, podmiejskich gmin ściągają mieszkańcy szukający wytchnienia od zgiełku wielkiego miasta. Przy okazji przenoszą w nowe miejsca oczekiwania poziomu życia (infrastruktury, oferty społecznej) podobnego do tego w mieście. Coraz więcej obywateli organizuje się w różnego rodzaju stowarzyszenia, by wspólnie naciskać na lokalnych włodarzy i forsować swoje pomysły. W którym momencie mamy do czynienia z pozytywistyczną współpracą na linii mieszkaniec – samorząd, a kiedy staje się ona trudna do wytrzymania? Z takimi pytaniami zmierzyli się uczestnicy panelu dyskusyjnego „Od męczybuły do cennego zasobu” zorganizowanego w trakcie kongresu „Perły Samorządu” w Gdyni.
Już sam tytuł debaty wzbudził dyskusje pomiędzy panelistami.
– Nie zgadzam się z tezą, że mieszkaniec kiedykolwiek był męczybułą. Rzeczywiście proces poprawy relacji na linii urząd – obywatel pod wpływem pewnych przemian społeczno-gospodarczo-politycznych nabrał rozpędu, ale punktem wyjścia do tego procesu nigdy nie było to, że mieszkańców się nie słuchało – oceniła Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. gospodarki.