Unijne wymogi dotyczące selektywnej zbiórki rosną, a nasze osiągnięcia, jeśli chodzi o recykling i zagospodarowanie odpadów, są umiarkowane. Równolegle przez gminy przetacza się fala podwyżek, która nie tylko szokuje mieszkańców, ale też dotkliwie odciska się na budżetach samorządów. Nieopłacalny recykling rzutuje na sytuację firm, a rosnące koszty działalności windują ceny ich usług. Debata o problemach branży pt. „Segregacja na piątkę – wyzwania dla gmin” odbyła się w redakcji DGP.
Wszyscy czekają w niepewności, jak dokładnie będą wyglądać nowe zasady, którymi resort chce uregulować rynek. Z czego wynika ta kumulacja problemów i nad czym musimy dziś pracować?
Sławomir Mazurek: Przez ostatnie trzy lata realizujemy działania, by wywiązać się z przyjętych jeszcze w 2014 r. warunków ex-ante, bez których nie moglibyśmy sięgnąć po fundusze na rozbudowę infrastruktury komunalnej. Dziś te środki są odblokowane właśnie dlatego, że wdrażamy ambitne cele polityki europejskiej i zgodziliśmy się m.in. zredukować liczbę składowisk oraz poprawić selektywną zbiórkę odpadów. Jednym z elementów, który miał poprawić system, było podniesienie opłat za składowanie odpadów, które powinny zostać poddane recyklingowi. Cel był jasny: odejść od tej najprostszej i szeroko rozpowszechnionej – a przy tym najmniej pożądanej – metody zagospodarowania odpadów będących cennymi surowcami. Kolejnym krokiem było przyjęcie jednolitych standardów selektywnej zbiórki odpadów komunalnych, co zrobiliśmy w 2017 r. Musimy teraz nadrabiać zaległości względem innych krajów UE. Na szczęście docelowy podział na pięć frakcji działa już w ponad połowie polskich gmin.