Chociaż przepisy umożliwiające uzyskanie 500 zł na każde dziecko w rodzinie zaczną obowiązywać od lipca, to gminy już zaczęły przygotowania do realizacji programu w odświeżonej formule. Co istotne, z tą zmianą wiąże się obniżenie procentowego wskaźnika dotacji, jaką otrzymują na jego obsługę. Obecnie gmina ma na ten cel 1,5 proc. kwoty przeznaczonej na wypłatę świadczeń. Natomiast w drugim półroczu będzie to 1,2 proc, a od 2020 r. tylko 0,85 proc. Część samorządów już teraz wskazuje, że po nowelizacji kwota ta może okazać się niewystarczająca i nie pokryje w całości kosztów obsługi tego zadania.

źródło: DGP

Prostsza procedura

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uzasadnia obniżenie dotacji tym, że choć zwiększy się liczba przyznawanych świadczeń (w przypadku niektórych gmin nawet o 100 proc.), to jednocześnie będzie z nimi mniej pracy. Skoro nie będzie obowiązywać kryterium dochodowe, to samorządy nie będą musiały badać sytuacji dochodowej rodziny, a to zawsze zajmowało najwięcej czasu. W efekcie wniosek będzie krótszy i jego rozpatrzenie będzie szybsze. Dodatkowo odejście od konieczności wydawania decyzji, którą ma zastąpić informacja o przyznaniu świadczenia, spowoduje, że spadną też koszty wysyłania korespondencji. A w ujęciu globalnym kwota przewidziana na obsługę programu w skali roku zwiększy się w porównaniu do dotychczasowego poziomu – o 20 mln zł w 2020 r.

Problem w tym, że w praktyce sytuacja jest o wiele bardziej złożona, niż wynikałoby to ze statystyk. Część samorządów faktycznie otrzyma zbliżoną lub wyższą kwotę dotacji, ale niektóre czeka obniżka. Dotyczy to zwłaszcza małych, wiejskich samorządów, w których już teraz liczba dzieci uprawnionych do świadczeń jest zdecydowanie wyższa od średniej krajowej (wynosi ona 52 proc.). W ich przypadku wzrost liczby wypłacanych świadczeń nie będzie więc aż tak duży.

– Teraz miesięcznie wypłacamy świadczenia na kwotę 285 tys. zł, z czego na koszty obsługi jest 4,2 tys. zł. Szacujemy, że przybędzie nam 160 dzieci. Wydatki na 500+ wzrosną do 365 tys. zł, ale przy obniżonym wskaźniku dotacji trafi do nas 3,1 tys. zł – mówi Anna Molas, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej (GOPS) w Starym Zamościu. Dodaje, że nie wystarczy to na sfinansowanie kosztów wynagrodzenia pracownika, a są jeszcze przecież wydatki związane utrzymaniem jego miejsca z pracy, w tym m.in. mediów, papieru, oprogramowania czy zakupu wniosków.

Podobnie jest w gminie Somianka, która wypłaca miesięcznie 780 świadczeń i ma 5,8 tys. zł na koszty obsługi. Po rozszerzeniu programu na wszystkie pierwsze dzieci ich liczba może wzrosnąć do 1150, ale dotacja spadnie do 4,8 tys. zł. – Obniżenie poziomu dotacji do 0,85 proc. będzie skutkować jej ubytkiem w ujęciu rocznym o ok. 56 tys. zł – mówi Dorota Kłeczek, kierownik MGOPS w Myślenicach.

Co więcej, niektóre ośrodki, np. w Rzeczenicy, Radlinie czy Ojrzeniu, deklarują, że już przy obecnym wskaźniku i tak muszą dokładać do realizacji programu budżetu samorządu, bo dotacja nie wystarcza. Po nowelizacji przepisów będą musiały przeznaczać na to więcej pieniędzy niż dotychczas.

Obawy o przyszłość

Nieco inaczej wygląda sytuacja z perspektywy dużych miast, które spodziewają się nawet podwojenia liczby dzieci objętych pomocą. Dla nich zmniejszenie wskaźnika nie będzie tak dotkliwe, bo zostanie zrekompensowane tym, że będzie obliczany od wyższej kwoty wypłacanego wsparcia.

– Po wstępnych szacunkach wydaje się, że utrzymamy dotację na obsługę na podobnym poziomie – mówi Piotr Stolarczyk, dyrektor Toruńskiego Centrum Świadczeń Rodzinnych.

Również w Lublinie, Krakowie i Białymstoku zmiana przepisów nie odbije się negatywnie na wysokości dotacji. Nie oznacza to jednak, że duże miasta nie mają obaw związanych z tym, czy nowy wskaźnik pozwoli im w pełni pokryć koszty realizacji zadania, zwłaszcza że niektóre z nich, m.in. Olsztyn, Kielce i Łódź, też wskazują, że dopłacają do obsługi 500+.

– 0,85 proc. dotacji może nie zabezpieczyć niezbędnych potrzeb. Wzrost liczby obsługiwanych wniosków wpłynie na konieczność zwiększenia liczby punktów ich przyjmowania oraz poniesienia dodatkowych nakładów na rozwój infrastruktury teleinformatycznej – wylicza Edyta Zaleszczak-Dyks, zastępca dyrektora Gdańskiego Centrum Świadczeń. Dodaje, że miasto chce rozwijać usługi, aby dostęp do świadczeń był jeszcze prostszy i dogodny dla mieszkańców, a to kosztuje. Obcięcie dotacji może spowodować, że pieniędzy na ten cel będzie zdecydowanie mniej.

Również Jacek Gołubowicz, dyrektor MOPS w Rzeszowie, zwraca uwagę, że uproszczenie procedury przyznawania 500 zł na dziecko nie musi iść w parze z obniżeniem rzeczywistych kosztów obsługi programu po stronie gmin.

– W dalszym ciągu trzeba będzie prowadzić dokumentację teczkową świadczeniobiorców, wykonywać obowiązki związane z koordynacją świadczeń w ramach współpracy z wojewodą. Pozostaje też kwestia uchylania prawa do świadczeń oraz dochodzenia tych nienależnie pobranych – potwierdza Beata Lasok, zastępca dyrektora OPS w Radlinie.

Zdaniem Katarzyny Pasławskiej, zastępcy dyrektora MOPS w Olsztynie, najlepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie wskaźnika 1,5 proc., a jeśli nie jest to możliwe, to powinien być obniżony maksymalnie do 1,2 proc. Podobne postulaty – dotacji mieszczącej się w przedziale 1–1,3 proc. – zgłaszają też inne gminy.

Etap legislacyjny

Konsultacje projektu ustawy