Większe zaangażowanie samorządów, uproszczenie procedur i sprawniejsze rozpatrywanie wniosków – to zmiany konieczne w rządowym programie dofinansowującym wymianę kotłów
Mamy za sobą ponad sześć miesięcy działania rządowego programu dofinansowań „Czyste powietrze”. Zdania co do jego skuteczności są podzielone. Sceptycy przekonują, że tempo wypłacania środków jest za wolne z powodu niewydolności biurokratycznej machiny wojewódzkich funduszy ochrony środowiska (WFOŚ). Wielu apeluje o pilne włączenie samorządów w sieć dystrybucji pomocy. Jaka przyszłość czeka program? Czy resort podziela pogląd, że system wsparcia należy usprawnić? W jakim kierunku powinny iść zmiany?
Program „Czyste powietrze” cały czas ewoluuje. Nie zapominajmy, że to pierwszy tak duży i kompleksowy instrument wsparcia, o niespotykanej do tej pory skali finansowania. To program rozpisany na lata, który może być jeszcze wielokrotnie modyfikowany i dopracowywany, aby odpowiadał na bieżące potrzeby. Zależy nam przecież, aby pieniądze na termomodernizację domów i wymianę źródeł ciepła trafiły możliwie do jak największego grona beneficjentów, a fundusze te były wydatkowane mądrze. Czy obecna formuła programu jest optymalna? Na pewno może być lepsza. Nie ustrzegliśmy się pewnych błędów, ale ważne jest, że wsparcie ruszyło. Możemy się pochwalić dużym tempem pracy. Na tym etapie mieszkańcy złożyli ok. 35 tys. wniosków, z czego podpisanych jest ponad 1 tys. Teraz zaczynamy mocno przyspieszać, każdy tydzień będzie przynosił kolejne wypłaty. Pracownicy wojewódzkich funduszy ochrony środowiska są dobrze przeszkoleni z obsługi wniosków, ale pewne procedury, jak np. odsyłanie błędnie wypełnionych dokumentów do mieszkańców, wydłużają ten proces i są nie do uniknięcia na tym etapie. Oceniam, że wkrótce możemy się zbliżyć do tysiąca podpisywanych wniosków tygodniowo.
Czy to jest wystarczające? Jeszcze nie. Konieczne będzie uruchomienie wsparcia organizacyjnego przy wypełnianiu dokumentów, aby uniknąć niepotrzebnego przesyłania ich między pracownikami funduszu a mieszkańcami. Zainicjowaliśmy też współpracę z samorządami. Chcemy wykorzystać funkcjonujący już w gminach program doradztwa energetycznego i rozbudować go tak, aby powołany doradca energetyczny w ramach swoich obowiązków pomagał mieszkańcom wybrać odpowiednie źródła ogrzewania, doradzał, jak ocieplić dom, a także służył informacjami dotyczącymi naszego programu. Byłyby to osoby, które w każdej gminie promowałyby „Czyste powietrze”. Jeżeli potrzeby administracyjne będą jeszcze większe, to przewidujemy zwiększenie zatrudnienia w WFOŚ. O wyrzucaniu programu do kosza nie ma w ogóle mowy.
Jak „Czyste powietrze” wygląda z perspektywy samorządu? Wielu włodarzy krytykowało zaproponowane w nim rozwiązania, przekonując, że wykluczają one udział gmin.
Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. My nie czekaliśmy z założonymi rękami. Uruchomiliśmy np. punkt konsultacyjny dla programu „Czyste Powietrze”, który okazał się dużym sukcesem. Do 3 marca skorzystało z niego blisko 1300 osób. Teraz jest odpowiedni czas, by korygować program. Wbrew pozorom wielu mieszkańców wciąż chętnie sięga po wnioski w wersji papierowej. A tych samorządy nie mają, bo odpowiednie formularze można wziąć tylko w siedzibie WFOŚ. Dla starszych osób, które nie są gotowe na podróż do siedziby województwa, jest to duża bariera. Takich prozaicznych problemów jest więcej. Mieszkańcy zgłaszają nam, że trudno jest im się dodzwonić do funduszu i często muszą czekać kilkadziesiąt minut na połączenie. Wygląda to na brak wystarczającej liczby pracowników. Dlatego ja również jestem zwolennikiem uruchomienia punktów gminnych i powiatowych, gdzie mieszkańcy uzyskaliby pomoc przy wypełnianiu wniosków. Zwracam też uwagę, że ich weryfikacja zajmuje 90 dni, co jest długim okresem. Jeśli chodzi o bardziej fundamentalne, systemowe kwestie, myślę, że można byłoby rozważyć zmiany w kryteriach dochodowych, na podstawie których określana jest wysokość wsparcia.
Przykładowo dla miast śląskich, czyli w dużej części terenów górniczych, gdzie emerytury są na dość wysokim poziomie, ustalony w programie próg 1,6 tys. zł miesięcznie jest relatywnie niski. To niekiedy budzi frustrację, bo mieszkańcy liczą na duże dofinansowanie, a w świetle regulaminu są już na tyle majętni, że wysokiej pomocy nie otrzymają. Niepokoi nas też dotowanie kotłów piątej klasy w nowo budowanych budynkach, co w mojej ocenie jest ewidentnym błędem, z którego resort powinien się wycofać, a w zamian promować podłączenia do sieci gazowej. Warto byłoby też porozmawiać o samych kosztach i wdrożyć rozwiązania już przetestowane, np. w programie 500+. Jeśli mamy zaangażować gminy w proces dystrybucji pomocy i zobowiązać je do tworzenia punktów konsultacyjnych, to trzeba zapewnić im środki na zatrudnienie pracowników i zorganizowanie tej sieci dystrybucji. Mogłoby to być 5 proc. kwoty przeznaczonej na dofinansowania, która trafiałaby do budżetu samorządu. To niewątpliwie przyspieszyłoby wypłatę pieniędzy i usprawniło walkę ze smogiem.
Zawsze, kiedy mówimy o uruchomieniu programów dotacyjnych, skala oczekiwań społecznych jest ogromna. Szczególnie że potrzeby są gigantyczne, bo przez lata termomodernizacja i ochrona powietrza były zaniedbywane, a ponad 70 proc. budynków w Polsce to wampiry energetyczne. Atmosferę podgrzały też uchwały antysmogowe, które przyjęła już większość województw. Niestety, trzeba wskazać, że poza przyjęciem tych uchwał, które nakazują mieszkańcom rozpocząć proces wymiany pieców, wiele samorządów prawie nic nie zrobiło, by pomóc przy takiej inwestycji. Poza chlubnym wyjątkiem województwa małopolskiego, które przeznaczyło na to pokaźne środki. Rozumiem też chwytliwy postulat, aby uprościć dystrybucję pieniędzy w ramach „Czystego powietrza” na wzór 500+. Trzeba tylko pamiętać, że świadczenie wychowawcze to dystrybucja po numerach PESEL, a jak spojrzymy na polskie budownictwo jednorodzinne, to widać takie różnice architektoniczne i zróżnicowane planowanie przestrzenne, że nie sposób abstrahować od lokalnych uwarunkowań i wprowadzać tak uproszczony, jednolity standard wypłat. Każdy wniosek to inna rzeczywistość. Zachęcam przy tym, by na program „Czyste powietrze” spojrzeć z szerszej perspektywy, bo to jednak tylko jeden z trzech filarów naszych antysmogowych działań – choć kluczowy. Od 1 stycznia tego roku wprowadzona została też nowa ulga podatkowa. To precedens, który pozwoli Polakom odliczyć od podatku dochodowego wydatki m.in. na instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła, niskoemisyjne piece. Jestem przekonany, że Polacy znakomicie wykorzystają ten instrument i już w tym roku masowo poprawią komfort życia oraz zdrowie bardziej poprzez ulgę podatkową niż program dotacyjny. A to da czas na to, żeby dopracować i usprawnić system dofinansowań udzielanych przez wojewódzkie fundusze ochrony środowiska.
Od czego należałoby zacząć? W czym tkwi największy problem rządowego instrumentu? Czy gminy rzeczywiście zostały pozostawione same sobie w walce ze smogiem, a wszystko jest teraz w rękach mieszkańców?